20 grudnia 2015

Tangerine (Mandarynka). Wigilijna opowieść.

          W Wigilię pewna dziewczyna w Los Angeles wychodzi z więzienia i dowiaduje się od swojej najlepszej przyjaciółki, że w trakcie jej odsiadki jej chłopak zdradzał ją z inną. Wyrusza więc na misję pomszczenia swego złamanego serca. Ta klasyczna historia miłości i zdrady różni się jednak od wszystkich swoich poprzedniczek. Zdradzona dziewczyna oraz jej najlepsza przyjaciółka to bowiem transgenderowe prostytutki, a niewierny chłopak to równocześnie ich alfons i narkotykowy diler... W tragikomicznej Mandarynce zanurzamy się z zapartym tchem w świat, którego nie pokaże nam żaden inny film. Zemście i namiętnościom w Tangerine towarzyszy zachodzące nad Los Angeles słońce w kolorze mandarynki właśnie.


          Mandarynkę wyreżyserował Sean Baker, który jednocześnie do spółki z Chris’em Bergoch’em napisał do filmu oryginalny scenariusz. Obraz, co godne podkreślenia, wyprodukowali bracia Duplass, specjaliści od niezależnych i nietypowych komedii. Komediodramat po raz pierwszy pokazany został na tegorocznej edycji Sundance Film Festival. Mandarynka zasłużenie wzbudziła powszechny zachwyt krytyków filmowych, stając się zdaniem wielu najlepszym niezależnym filmem amerykańskim mijającego 2015 roku. To doprawdy niezwykłe osiągnięcie jak na obraz, który z powodu budżetowych ograniczeń nakręcono za pomocą trzech smartfonowych kamer…


          Główną bohaterką Tangerine jest Sin-Dee (Kitana Kiki Rodriguez), transseksualna prostytutka, która w Wigilię wychodzi z więzienia tylko po to, aby zaraz dowiedzieć się od swojej najlepszej przyjaciółki-również transgenderowej prostytutki-Alexandry (Mya Taylor), że jej chłopak i jednocześnie alfons Chester (James Ransone) zdradzał ją z ‘rybą’, czyli inną dziewczyną, już nie transseksualną. Wściekła Sin-Dee wyrusza więc w towarzystwie Alexandry na poszukiwanie niewiernego chłopaka oraz jego nowej kochanki Dinah (w tej roli Mickey O’Hagan). Do głębi zraniona Sin-Dee ma ogień w oczach. W głowie jej tylko zemsta.


          W Tangerine wchodzimy w świat, który rzadko, albo zgoła wcale nie jest scenerią zdarzeń w mainstreamowym kinie. Hollywood i inne dzielnice Los Angeles poznajemy za pośrednictwem iPhone’owych kamer, podążających za transseksualnymi prostytutkami oraz ich klientelą. Z usług Sin-Dee oraz Alexandry regularnie korzysta Razmik (Karren Karagulian), pochodzący z Armenii taksówkarz. Razmik ma żonę i małą córkę, wychodzi jednak z wigilijnej kolacji, aby pod pozorem pracy zaspokoić swoje erotyczne gusta. Na jego nieszczęście jego śladem podąża podejrzliwa teściowa. W Mandarynce jesteśmy nieustannie konfrontowani z ludźmi oraz zachowaniami, które nie tyle nawet odbiegają, co pędem uciekają od tak zwanej normy. To zupełnie inne oblicze Ameryki, którego nie mamy najmniejszej szansy zobaczyć w kinie głównego nurtu. Ale po to właśnie mamy independent cinema.


          W Tangerine iście szekspirowskie namiętności oraz dylematy rozgrywają się w przestępczym półświatku, zaludnionym przez narkotykowych dilerów, alfonsów, dziwki i ich różnorodną klientelę. To świat, w którym problemy i konflikty rozwiązuje się brutalną przemocą, a za nielojalność trzeba słono zapłacić. Środowisko jest to bardzo specyficzne, niemniej jednak istniejące w cieniu od kalifornijskiego słońca. Prawdziwą ozdobą filmu są jego dwie główne aktorki: Kitana Kiki Rodriguez oraz Mya Taylor. Obie są w prawdziwym życiu osobami transgenderowymi, dla obu też rola w Mandarynce była właściwym debiutem. Ich zjawiskowy performance na ekranie sprawia, że całkowicie skupiają na sobie naszą uwagę, wciągając nas emocjonalnie w tę bardzo prostą opowieść o zdradzie i pragnieniu zemsty. Mandarynka udowadnia nam, że aby nakręcić rewelacyjny niezależny film nie trzeba mieć wcale wysokiego budżetu i pierwszorzędnego sprzętu. Wystarczy dobra kamera w naszym smartfonie, wciągająca historia w egzotycznym środowisku oraz kilku naprawdę utalentowanych aktorów.


13 grudnia 2015

Win Win (Wszyscy wygrywają). Zapasy z życiem.

          Do jakich rzeczy jesteśmy zdolni w naszych codziennych staraniach o związanie końca z końcem? Z zasady uczciwi, ale czy nie skłonni do kłamstw w imię lepszej sprawy? Życie uczy nas ciągłego kombinowania w celu poprawy naszej sytuacji, bez względu na wyznawane w teorii zasady moralne, religię czy wcześniejsze zobowiązania. Życie uczy nas po prostu relatywizmu, jeśli nie oportunizmu. Bohater Wszyscy wygrywają, prawnik Mike Flaherty (Paul Giamatti), stara się jak najlepiej potrafi zapewnić odpowiedni standard życia swojej żonie i dwóm małym córkom. Ucieka się w tym celu do pewnych amoralnych posunięć, zupełnie niegodnych prawnika. Życie jednak często ma to do siebie, że każdy w końcu dostaje to, na co sobie zasłużył, a natura zawsze dąży do względnej równowagi…


          Win Win to trzeci pełnometrażowy film Thomasa McCarthy’ego, bardzo zdolnego amerykańskiego twórcy niezależnego. Trzeci obraz z rzędu i zarazem trzeci artystyczny sukces tego reżysera. Dzieło, które McCarthy wyreżyserował i napisał do niego scenariusz, zadebiutowało w styczniu 2011 roku na Sundance Film Festival. Wszyscy wygrywają to też kolejny film znakomicie ukazujący głęboki humanizm jego twórcy. Znowu w centrum uwagi staje zwyczajny człowiek ze swoimi bardzo zwyczajnymi problemami.


         Mike Flaherty (świetny Paul Giamatti), prawnik z małego miasteczka w stanie New Jersey, ma kochająca żonę Jackie (Amy Ryan) oraz dwie małe córeczki. Prowadzona przez niego prawnicza praktyka nie idzie zbyt dobrze, a Mike ma ciągłe problemy ze znalezieniem pięniędzy na niecierpiące zwłoki wydatki. Jeden z jego klientów Leo Poplar (Burt Young) ma początki demencji, sąd więc musi wyznaczyć formalnego opiekuna, tym bardziej że nie udaje się nawiązać kontaktu z jedynym żyjącym krewnym starego Leo-jego córką Cindy. Mike, głównie ze względu na towarzyszącą funkcji dodatkową pensję w wysokości 1,5 tys. dolarów miesięcznie, decyduje się zostać prawnym opiekunem swojego klienta. Zamiast jednak rzeczywiście się nim zajmować, Mike umieszcza Leo w domu spokojnej starości, inkasując jednocześnie samemu pieniądze z tytułu opieki. Sprawy zaczynają się jednak komplikować, kiedy w miasteczku pojawia się nastoletni Kyle (Alex Shaffer), wnuk starego Leo.


          Akcja Win Win rozkręca się właściwie z chwilą przybycia do miasteczka młodego Kyle’a. Mike poczuwa się do obowiązku zaopiekowania się nastolatkiem. Szybko też okazuje się, że chłopak uciekł od znienawidzonej matki Cindy (Melanie Lynskey), która z kolei trafiła na odwyk i nie ma sposobu, żeby się z nią skontaktować. Kyle zamieszkuje więc tymczasowo w domu Mike’a oraz Jackie, a pierwsze lody między całkowicie obcymi sobie ludźmi zostają przełamane. Tym, co nadaje filmowi ostateczny zwrot jest jednak sport, a konkretnie zapasy. Mike bowiem w ramach wolontariatu jest trenerem miejscowej młodzieżowej drużyny zapaśniczej. Pomagają mu w tym dziele jego dwaj przyjaciele: flegmatyczny księgowy Stephen Vigman (Jeffrey Tambor) oraz nadpobudliwy, świeżo rozwiedziony Terry Delfino (Bobby Cannavale). Prowadzona prze nich drużyna przegrywa każde możliwe zawody dopóki nie dołącza do niej mający wybitny talent do zapasów Kyle. Od tego momentu film McCarthy’ego nabiera prawdziwych rumieńców sportowej rywalizacji.

          Komediodramat Wszyscy wygrywają ma dość zawiłą intrygę. Przedstawiona w filmie sytuacja jest skomplikowana i dość nietypowa. Obraz zawiera w sobie elementy komedii, jak i jednocześnie sportowego oraz prawniczego dramatu. Pomimo całej tej różnorodności i zawikłania Win Win jest przykładem niezwykle ciepłego, krzepiącego kina, które ogląda się z nieukrywaną przyjemnością. Ogromna w tym zasługa bardzo dobrej gry aktorów takich jak: Paul Giamatti, Amy Ryan, Jeffrey Tambor czy Bobby Cannavale. Wszyscy oni kreują w filmie swojską, niewysublimowaną atmosferę małej mieściny w New Jersey. Klimat może i jest mało pociągający, ale ludzie jak najbardziej wiarygodni i do natychmiastowego polubienia. Również główny bohater obrazu Mike Flaherty, pomimo swoich wątpliwych moralnie posunięć, jest postacią, której nie można nie darzyć autentyczną sympatią. W bardzo naturalnej interpretacji Paula Giamatti’ego jego Mike jest przeciętniakiem, który dzień w dzień, jak każdy przeciętniak, musi mierzyć się z prozaicznymi problemami ludzkiego żywota. Jak każdy też popełnia błędy, okłamuje innych, traci nad sobą kontrolę. W tych swoich codziennych zapasach z życiem Mike nie zatraca jednak sumienia, stać go na gest i na przyznanie się do błędu. I dlatego też, idąc z życiem na niełatwy kompromis, wygrywa w ostatecznym rozrachunku.


6 grudnia 2015

The Visitor (Spotkanie). Mit kulturowego tygla.

          Już od XVIII wieku Stany Zjednoczone Ameryki przedstawiane są przez historyków i badaczy społeczeństwa jako tzw. tygiel narodów. Koncepcja ta zakłada integrację w ramach  amerykańskiego społeczeństwa przy jednoczesnym poszanowaniu rożnorodności innych narodów oraz ich kultur. W filmie The Visitor Toma McCarthy’ego ten model integracji został jednak poważnie zakwestionowany. Autor Spotkania sugeruje nam, że w XXI wieku, w rzeczywistości po zamachach z 11 września 2001 roku, koncepcja kulturowego tygla straciła w USA swój fundament. A fundamentem tym jest podejście władz i całego społeczeństwa do kwestii imigracji oraz zasadnicze jego otwarcie na przybyszów z różnych części świata. Rewelacyjne Spotkanie świetnie ukazuje to biurokratyczne i mentalne zamknięcie się amerykańskiego społeczeństwa na imigrantów, a przez to przejście koncepcji „tygla narodów” w sferę mitu.


          Obraz The Visitor jest dziełem wybitnego amerykańskiego twórcy niezależnego Toma McCarthy’ego, który film wyreżyserował, jak również napisał do niego scenariusz. Sam reżyser jest znany przede wszystkim ze swojego filmowego debiutu, czyli znakomitego Dróżnika (The Station Agent) z 2003 roku. Spotkanie miało swoją światową premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto we wrześniu 2007 roku. Film, bardzo dobrze przyjęty zarówno przez krytyków,  jak i publiczność, został w 2009 roku uhonorowany przez Amerykańską Akademię Filmową nominacją do Oscara w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy dla odtwórcy głównej roli Richarda Jenkinsa.


          Bohaterem Spotkania jest Walter (jak zawsze niezawodny Richard Jenkins), mocno już wypalony profesor akademicki wykładający na kampusie w Connecticut. Z polecenia przełożonego Walter musi udać się do Nowego Jorku, aby tam zaprezentować na konferencji naukowy tekst, którego jest (przynajmniej formalnie) współautorem. Walter jest właścicielem mieszkania na Manhattanie, gdzie też się udaje zaraz po dotarciu do metropolii. Ku jego zdziwieniu, a nawet przerażeniu, Walter spotyka w mieszkaniu parę rezydujących tam imigrantów: czarnoskórą Zainab z Senegalu (w tej roli Danai Gurira) oraz jej chłopaka Tareka (Haaz Sleiman), pochodzącego z Syrii. Dotychczasowi lokatorzy nie mają innego wyjścia jak opuszczenie mieszkania, jednak jego właściciel pozwala im ostatecznie pozostać do czasu znalezienia nowego lokum. Nieprzyjemne i kompletnie zaskakujące spotkanie zamienia się wkrótce w interesującą oraz korzystną dla obu stron znajomość. Sprawy nabierają rozpędu, gdy Tarek zostaje aresztowany w metrze i trafia do ośrodka dla nielegalnych imigrantów, a w Nowym Jorku pojawia się jego matka Mouna (Hiam Abbas). Ciąg nowych znajomości oraz niespodziewanych zdarzeń wybija Waltera całkowicie z jego dotychczasowej apatii i emocjonalnego zamrożenia, pozwalając mu na nowo odnaleźć w sobie impuls do działania.


          The Visitor zawdzięcza swoją siłę w pierwszej kolejności odtwórcy głównej roli, czyli znakomitemu Richard’owi Jenkins’owi (nominacja do Oscara). Jego Walter to wdowiec bez życia osobistego i bez ambicji/planów na najbliższą przyszłość. Żyje z dnia na dzień, doszczętnie znudzony swoją akademicką pracą i kompletnie nie znajdujący już w życiu większej przyjemności. Widzimy w nim jednak głęboką przemianę po wejściu w bliższy kontakt z Zainab i Tarek’iem. Szczególnie znajomość z młodym Syryjczykiem wpływa na Waltera inspirująco. Tarek zaraża naszego bohatera miłością do gry na afrykańskich bębnach, sam będąc mistrzem w tej dziedzinie. Z kolei przybyła do Nowego Jorku matka Tareka, Mouna, krzesa w Walterze uczucia, które on sam uważał za od dawna już spopielone. Walter otwiera się wreszcie na innych, obcych ludzi i tym samym ponownie otwiera się na życie.


          Otwarcie się na innych Waltera nie idzie jednak w Spotkaniu w parze z otwarciem się na uchodźców amerykańskich urzędów imigracyjnych. Nasz bohater staje się świadkiem bezdusznych procedur biurokratycznych, które nieuchronnie prowadzą do deportacji. Atmosfera ciągłej niepewności oraz wrażenie nikłego znaczenia jednostki w bezlitosnych trybach państwowego systemu unosi się wszędzie w drugiej połowie filmu, stanowiąc groźne memento i zaskakująco aktualne odniesienie do współczesnych problemów, trapiących obecnie Europę w jeszcze większym stopniu niż Stany Zjednoczone. Zbudowana właściwie przez samych imigrantów Ameryka zaczęła po 11 września 2001 roku jeszcze bardziej uszczelniać swoje granice przed napływem przybyszów z innych kontynentów,  w imię bezpieczeństwa  podkopując w ten sposób leżącą u jej podstaw ideę otwartego społeczeństwa wielokulturowego.


22 listopada 2015

Nothing Is Private / Towelhead (Nic świętego). Dojrzewanie w cieniu hipokryzji.

          Jeden z najbardziej niedocenionych obrazów w historii amerykańskiego kina niezależnego. Zupełnie niesłusznie. Historia seksualnego przebudzenia 13-letniej Jasiry (Summer Bishil) została w Nothing Is Private opowiedziana w sposób bezpośredni i naturalistyczny, co niestety nie przysporzyło filmowi popularności w rodzimych Stanach Zjednoczonych. Otwarte poruszanie tematów takich jak seks, dojrzewanie, masturbacja czy nawet rasizm na wstępie niejako skazuje obraz na komercyjną porażkę w USA. Krytycy również byli raczej zniesmaczeni. Wielka szkoda, że szczere pochylenie się nad seksualnością dojrzewającej nastolatki nadal budzi tak wielki opór i rezerwę w ojczyźnie tak wyrafinowanego kina autorskiego.


          Reżyserem i autorem scenariusza do dramatu Nothing Is Private jest Alan Ball, zdobywca Oscara za najlepszy oryginalny scenariusz do American Beauty (1999) w reżyserii Sama Mendesa.  Alan Ball jest najbardziej znany ze swoich telewizyjnych dokonań, głównie jako twórca i producent takich hitowych seriali dla kanału HBO jak Six Feet Under (Sześć stóp pod ziemią) (2001-2005) oraz True Blood (Czysta krew) (2008-2014). Scenariusz do Nic świętego Alan Ball oparł na podstawie powieści Towelhead autorstwa amerykańskiej pisarki Alicii Erian. We wszystkich swoich projektach, zarówno tych filmowych, jak i telewizyjnych, Alan Ball prezentuje bardzo liberalne i odważne podejście do niezwykle wrażliwych w USA  kwestii, obracających się głównie wokół (represjonowanej) sfery seksualnej jednostki. Nie inaczej jest oczywiście w przypadku bardzo dobrego Nothing Is Private.


          Bohaterką Nic świętego jest 13-letnia Jasira (Summer Bishil), która na początku filmu zostaje przez swoją matkę Gail (Maria Bello) odesłana z Syrakuz w stanie Nowy Jork do Houston w Teksasie, gdzie mieszka jej ojciec Rifat Maroun (Peter Macdissi), pracujący dla NASA Amerykanin libańskiego pochodzenia. Powodem odesłania dziewczyny jest dość kontrowersyjne zachowanie wobec córki nowego chłopaka matki Barry’ego (Chris Messina), który pomaga dojrzewającej szybko dziewczynie ogolić po raz pierwszy włosy łonowe… Matka Jasiry widzi winę w budzącej się seksualności córki, dlatego dla własnego bezpieczeństwa wysyła ją do eks-męża. W Houston czekają jednak Jasirę jeszcze większe represje i upokorzenia. Ojciec okazuje się być pełnym obłudy konserwatywnym chrześcijaninem, który zakazuje jej się spotykać z ciemnoskórym chłopakiem, tylko i wyłącznie ze względu na jego kolor skóry. Jasirą interesuje się ponadto jej sąsiad/rezerwista US Army Travis Vuoso (Aaron Eckhart), który zatrudnia ją jako opiekunkę dla swojego syna. Niedwuznaczny stosunek pana Vuoso do Jasiry zauważa mieszkająca obok Melina Hines (Toni Collette), która pragnie uchronić dziewczynę przed seksualnymi zapędami sąsiada. Osobista tragedia dojrzewającej dziewczyny rozgrywa się dodatkowo w trakcie I wojny w Zatoce Perskiej (1990-1991), co tylko jeszcze wzmaga jej trudną sytuację, dodając do wszystkich plag narastający w szkole i całym otoczeniu rasizm.


          Nic świętego ma w wersji oryginalnej dwa alternatywne tytuły. Pierwotnie obraz zadebiutował na Toronto Film Festival we wrześniu 2007 roku pod tytułem Nothing Is Private. W trakcie jednak jego promocji zdecydowano się na wersję Towelhead, w zgodzie z tytułem powieści, na podstawie której powstał scenariusz filmu. Słowo towelhead jest w języku angielskim obraźliwym wyzwiskiem pod adresem przedstawicieli społeczności arabskiej, przez co ma jawnie rasistowskie konotacje. W filmie określenie to pada wielokrotnie pod adresem głównej bohaterki i jej ojca, który wywodzi się z chrześcijańskiej społeczności Libanu, nie jest więc ani Arabem, ani tym bardziej wyznawcą islamu. Dla osób postronnych, sąsiadów i kolegów w szkole Jasiry nie ma to jednak większego znaczenia, liczy się tylko ciemniejszy kolor skóry bohaterki i jej rodziciela. Rasistowskie uprzedzenia otoczenia to i tak tylko jeden z wielu osobistych problemów heroiny filmu. Okazuje się bowiem, że jej utyskujący na przejawy rasizmu wśród sąsiadów ojciec, Rifat, sam demonstruje osłupiającą hipokryzję, zakazując córce spotykania się z jej czarnoskórym chłopakiem Thomas’em (Eugene Jones III), a to wszystko w przekonaniu, że ze względu na kolor skóry Murzyn nie może być dobrym materiałem na partnera. Promowany pod tytułem Towelhead film Alana Ball’a wywołał oczywiście sporo kontrowersji oraz protestów społeczności muzułmańskiej w Stanach Zjednoczonych. I choć przesłanie obrazu jest wyraźnie antyrasistowskie, już samo ukazywanie jego przejawów w postaci m.in. obraźliwego języka, może zostać uznane za powielanie obiegowych uprzedzeń na temat rasy…


          W centrum zainteresowania twórców Nic świętego leży z pewnością budząca się seksualność 13-letniej bohaterki. Alan Ball, podobnie jak to robi w innych swoich produkcjach, nie owija w przysłowiową bawełnę i w sposób dosłowny oraz bezpośredni (żeby nie powiedzieć wręcz fizjologiczny) przedstawia rozliczne aspekty erotycznej frustracji, jakiej doświadcza Jasira. Frustracja ta bierze się z niedoświadczenia i braku mechanizmów radzenia sobie ze wzrastającym w miarę dojrzewania libido. Tajników tych mechanizmów nie zdradzają naszej protagonistce jej obłudni rodzice, którzy choć sami prowadzą (teraz już osobno) udane życie seksualne i mają stałych partnerów, to nie potrafią przyjść zagubionej córce z pomocą, chętnie natomiast obarczają ją winą za konsekwencje jej wzrastającej erotycznej świadomości. Seksualna oraz rasowa hipokryzja najbliższego otoczenia Jasiry osiąga swoje filmowe apogeum, gdy dziewczyną w bardzo erotycznym kontekście interesuje się jej dorosły sąsiad, pan Vuoso. Tak dosłownie przedstawiona pedofilia to również temat zakazany w amerykańskim kinie mainstreamowym, można więc śmiało powiedzieć, że właśnie ten aspekt filmu okazał się gwoździem do trumny jego komercyjnego sukcesu.


          Trafiający w sedno sprawy obraz Alana Ball’a ukazuje nie tylko obłudę i zakłamanie pojedynczych osób, ale przede wszystkim daleko posuniętą hipokryzję całego amerykańskiego społeczeństwa. Od najmłodszych lat dzieci są wystawiane w reklamie i mediach na postępujące uprzedmiotowienie i seksualizację ludzkiego ciała, co w szczególności dotyczy kobiecego ciała. Karane oraz prześladowane jednak nie są źródła takich postaw, ale raczej reakcje na nie. Zamiata się tym samym pod dywan wczesną inicjację seksualną u nastolatków, utowarowienie ciała oraz powszechną dostępność erotyki/pornografii w prasie, telewizji i internecie. Jasira staje się tym samym ofiarą niedojrzałości oraz zakłamania świata dorosłych.

15 listopada 2015

Flirting with Disaster (Igraszki z losem). Na tropie rodzinnych korzeni.

          Igraszki z losem to brawurowa komedia naśmiewająca się z dość poważnego tematu poszukiwania własnej tożsamości. Bohaterem tego filmu jest Mel (Ben Stiller), 30-latek, któremu właśnie urodził się syn. Mel uważa ten moment w życiu za doskonałą okazję do odnalezienia swoich biologicznych rodziców, sam bowiem został zaraz po urodzeniu oddany do adopcji. Ważna dla Mela misja szybko zamienia się w ciąg zabawnych i kuriozalnych przypadków, efektem czego jest na ekranie istna parada typów spod ciemnej gwiazdy. Mel i jego żona napotykają w trakcie swojej podróży po Stanach całą galerię dziwaków, ekscentryków, a nawet zatwardziałych kryminalistów. A wszystko to w imię odnajdywania własnych korzeni...


          Reżyserem i autorem scenariusza do Flirting with Disaster jest David O. Russell, znakomity amerykański twórca filmowy, znany chociażby z takich ostatnich kasowych i artystycznych hitów jak The Fighter (2010), Poradnik pozytywnego myślenia (Silver Linings Playbook, 2012), czy American Hustle (2013). David O. Russell zaczynał jednak swoją karierę w połowie lat 90-tych jako twórca całkowicie niezależny. Sukces debiutanckiego Spanking the Monkey z 1994 roku, nakręconego za jedyne 200 tys. dolarów, pozwolił reżyserowi na większy budżet i tym samym na doborową obsadę aktorską przy następnym autorskim projekcie. I tak powstały w 1996 roku Igraszki z losem, film, którym David O. Russell umocnił swój wizerunek wybitnego twórcy niezależnego.


          Bohater Flirting with Disaster Mel Coplin (Ben Stiller) oznajmia swojej żonie Nancy (Patricia Arquette), że nie może nadać imienia ich nowo narodzonemu synowi, dopóki nie odnajdzie i nie pozna swoich biologicznych rodziców. Oboje więc wraz z dzieckiem wyruszają na spotkanie prawdziwych rodzicieli Mela w towarzystwie Tiny Kalb (Téa Leoni), przedstawicielki agencji adopcyjnej, która ma udokumentować cały proces na taśmie kamery, do wykorzystania w swoim doktoracie. Sprawy jednak szybko przybierają niekorzystny dla podróżujących obrót, a film staje się prawdziwą komedią omyłek, w trakcie której nasi bohaterowie poznają niejedną oryginalną figurę.


          Igraszki z losem podejmują bardzo poważny i naładowany emocjami temat poszukiwania biologicznych rodziców, ale jako że czynią to w formie ocierającej się o slapstick komedii, przesłanie całego filmu ulega diametralnej odmianie. W ten sposób problem jednostkowej tożsamości i towarzyszącej temu wyprawy w celu odnalezienia własnych korzeni zamienia się bardzo szybko w arcyśmieszną parodię rozmaitych ludzkich typów, jakich na swojej drodze spotyka małżeństwo Coplin’ów. Co więcej, Flirting with Disaster to również dobra satyra na amerykańskie społeczeństwo, w którym zewnętrzne gesty i formalne zachowanie nie mają nic wspólnego z prawdziwą naturą oraz rzeczywistymi poczynaniami poszczególnych jednostek. I tak na przykład Mel pragnie przez spotkanie ze swoimi prawdziwymi rodzicami doświadczyć jakiegoś rodzaju duchowej odnowy, popatrzeć na swoje życie z zupełnie nowej, pełnej nieznanych dotąd znaczeń perspektywy. Zamiast tego zostają napięte jego relacje z adopcyjnymi rodzicami, a sam jest bliski nawiązania romansu z bardzo atrakcyjną Tiną (Téa Leoni), towarzyszącą mu w podróży pracownicą agencji adopcyjnej. W ten sposób wyprawa do korzeni grozi całkowitym rozbiciem dotychczasowej rodziny Mela, w tym jego małżeństwa z wspierającą go w tym dziele żoną Nancy.


          Niezwykle mocną stroną filmu jest pierwszorzędna obsada. Świetne dialogi napisane przez reżysera obrazu pozwalają zabłysnąć takim aktorom jak Ben Stiller, Patricia Arquette, Téa Leoni, Lily Tomlin, Alan Alda, Celia Weston, Richard Jenkins, Josh Brolin, George Segal czy Mary Tyler Moore. Grane przez nich z brawurą i niezwykłym polotem postaci przesądzają o sukcesie tej komedii. Kulminacyjna sekwencja wydarzeń w domu prawdziwych rodziców naszego bohatera w Nowym Meksyku, notabene starych hipisów i pokątnych producentów LSD, to już prawdziwa eksplozja sytuacyjnego humoru oraz nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Pierwotna podróż do źródeł staje się dla głównego bohatera całkowitym odlotem od stabilnej rzeczywistości, a napotkani po drodze zwichrowani ekscentrycy sprawiają, że jedyne czego chce, to powrót do dotychczasowej normalności.


2 listopada 2015

Don Jon. Porno, Kościół i rodzina.

          Tytułowy Don Jon (Joseph Gordon-Levitt) to prosty i nieskomplikowany gość. Dba w zasadzie tylko o kilka ważnych dla niego rzeczy: o swoje ciało, mieszkanie, samochód, rodzinę, Kościół (katolicki), przyjaciół, dziewczyny i... porno. Największy akcent pada jednak w filmie na zamiłowanie Don Jona do internetowej pornografii. Jon Martello (nazywany przez przyjaciół Don Jonem w nawiązaniu do Don Juana) jest bowiem silnie uzależniony od porno właśnie. I na tymże uzależnieniu naszego bohatera koncentruje się debiutancki obraz Josepha Gordona-Levitt’a. Don Jon okazuje się sprawnie zrobionym komediodramatem, który temat pornografii traktuje jako pretekst do bystrych i nadzwyczaj celnych obserwacji międzyludzkich relacji oraz seksualnych zachowań homo sapiens. Do obowiązkowego obejrzenia.


          Don Jon powstał w 2013 roku jako pierwszy pełnometrażowy film młodego i bardzo zdolnego aktora Josepha Gordona-Levitt’a (rocznik 1981). Gordon-Levitt nie tylko obraz wyreżyserował, ale co nawet ważniejsze, samodzielnie napisał do niego scenariusz. I choć autor dzieła chętnie wygrywa popularne (i seksistowskie zazwyczaj) stereotypy, to robi to w tak sprytny oraz przewrotny sposób, że szybko zdajemy sobie sprawę, że Don Jon nie jest tak naprawdę filmem na tak błahy jak pornografia temat. Wielkie brawa dla debiutującego Gordona-Levitt’a, który wychodząc od sprośnych klipów, doszedł do ciekawych konkluzji w temacie natury ludzkiego zaangażowania i potrzeby rzeczywistej więzi z drugim człowiekiem. Widzowie na Sundance Film Festival w 2013 roku, gdzie film miał swoją międzynarodową premierę, byli pod wrażeniem. A to już coś mówi.


          Protagonista Don Jona, dwudziestoparoletni chłopak z New Jersey, Jon Martello, nie ma przesadnie dużych ambicji. Pracuje w usługach, regularnie chodzi na siłownię i do nocnych klubów, gdzie nie ma problemów z poderwaniem atrakcyjnych dziewczyn na jedną noc. Niestety, realny seks nie dostarcza mu takiej satysfakcji jak internetowa pornografia, do której ucieka się nawet po kilkadziesiąt razy w tygodniu. Jon jest przekonany, że tylko porno pozwala mu się prawdziwie zatracić w świecie zmysłowych doznań. Sytuacja zmienia się raptownie gdy nasz bohater poznaje wyjątkowo atrakcyjną Barbarę (Scarlett Johansson). Po raz pierwszy Jon ma szansę na poważny związek, tym bardziej że Barbara również jest nim na serio zainteresowana. Za jej namową nasz protagonista zaczyna nawet uczęszczać do szkoły wieczorowej, aby zdobyć dzięki temu lepszą pracę. W szkole Jon poznaje Esther (Julianne Moore), kobietę w średnim wieku z mroczną przeszłością. Esther zaczyna interesować się Jon’em, a ten, ku własnemu zaskoczeniu, nie pozostaje obojętny na jej zaczepki. Tymczasem Jon nie potrafi zerwać ze swoim porno-nałogiem, co stawia jego związek z Barbarą na ostrzu noża...


          Sukces Don Jona to między innymi zasługa znakomitego aktorskiego tria: Gordona-Levitt’a, Scarlett Johansson i Julianne Moore. Aktorzy ci perfekcyjnie odgrywają swoje role, które choć pozornie wydają się być płytkie i stereotypowe, to w iście sprytny oraz przewrotny sposób ośmieszają popularne postawy i zachowania. I tak Jon Martello Gordona-Levitt’a to trochę narcystyczny byczek z siłowni, dla którego zaliczanie gorących lasek z nocnych klubów stało się rodzajem sportu i sposobem na podtrzymanie uznania i podziwu najbliższych kolegów. Najlepszą jednak drogą Jona do relaksu i zatracenia się w świecie seksualnych fantazji jest oczywiście internetowe porno. Wiadomo, dziewczyny z klubów to niedoskonała rzeczywistość i przewidywalny seks, pornografia zaś to wymarzone remedium dla wszelakich erotycznych zachcianek. Ciało Barbary (Johansson) jest bez zarzutu, ale seks z nią to nie ociekająca we voyeurystyczne pragnienia ekstaza. Poza tym, Barbara uwielbia romantyczne komedie i chciałaby żyć jak bohaterka jednej z nich, adorowana przez mężczyznę swojego życia, który zapewni jej egzystencję na wysokiej stopie i odpowiedni status społeczny. Seks jest dla niej tylko instrumentem do stworzenia sobie wymarzonych życiowych warunków. Wreszcie Esther (Moore) to kobieta z przeszłością i po nie lada przejściach. Reprezentuje doświadczenie, dystans, szczerość i bezpretensjonalność. Jest całkowicie pozbawiona nierealistycznych oczekiwań i przez to w dziwnie nieodparty sposób pociągająca dla tak prostolinijnego chłopca jakim jest Jon.


          W filmie mamy również ciekawy portret włoskiej rodziny głównego bohatera. Jest naturalnie impulsywny pater familias, Jon Martello senior (Tony Danza), typ seksistowskiego macho; dalej mamy wrzaskliwą i rozemocjonowaną matkę Angelę (Glenne Headly), która czeka tylko na wymarzoną narzeczoną dla syna i gromadkę wnucząt. I jest też nieobecna duchem siostra Monica (prawie niema, ale znamienna rola Brie Larson), która wypowiada w filmie tylko jedną kwestię, będącą jednak swoistym gwoździem programu, jeśli nie gwoździem do trumny... A ponieważ mamy do czynienia z rodziną o włoskich korzeniach, to nie obywa się bez coniedzielnych wizyt w katolickim kościele i regularnych spowiedzi naszego bohatera, z pozamałżeńskiego seksu oraz notorycznych masturbacji oczywiście. Rodzinne i kościelne sceny znowu zdają się być kwintesencją kliszy, tym razem jednak to nie tylko pozór, to rzeczywistość w czystej postaci.


          Jest Don Jon przyobleczoną w komediowo-romantyczny woal kpiną z tradycji z jednej strony, ale też ze współczesnych nawyków i uzależnień z drugiej. W równym stopniu odpór dostało wulgarne porno z internetu, co idealistyczne wyobrażenia o małżeńskim szczęściu oraz pomyślności. W chytry i prawie niezauważalny sposób do wspólnego mianownika sprowadzono nierealistyczne seksualne fantazje oraz rojenia o tej jedynej i dozgonnej miłości rodem z rom-kom’ów. Być może do zatracenia się nie potrzeba ani miłości, ani tym bardziej pornografii.


18 października 2015

50/50 (Pół na pół). Najlepszy przyjaciel i najgorsza dziewczyna.

          Są takie momenty w życiu, które stanowią ostateczny test dla nas i dla najdroższych nam osób. W takich chwilach poznajemy prawdziwą wartość ludzi, z którymi przyszło nam dzielić życie, wspólny czas, bądź tylko łóżko. Pół na pół jest filmem o takim właśnie zwrotnym momencie, kiedy to koncentrujemy się na sprawach najistotniejszych, odrzucając precz błahostki. Testując swój charakter, sprawdzamy jednocześnie, ile są w stanie zrobić dla nas ludzie deklarujący nam na co dzień miłość i przywiązanie. Większość z nas unika na szczęście tego sprawdzianu, Adamowi jednak, bohaterowi 50/50, się on nieodwołalnie przydarzył.


          Pół na pół wyreżyserował w 2011 roku młody oraz zdolny Jonathan Levine według scenariusza napisanego przez debiutującego Will’a Reiser’a. Reiser luźno oparł dialogi do filmu na podstawie własnych doświadczeń w walce z rzadką odmianą raka kręgosłupa. Pomimo tematyki 50/50 jest bardzo udanym komediodramatem z elementem komicznym dominującym nad tym dramatycznym. Obraz dostał dwie nominacje do Złotych Globów, za najlepszy film (komedia lub musical) oraz dla najlepszego aktora w komedii/musicalu dla Josepha Gordona-Levitt’a, odtwórcy głównej roli Adama.


          Adam (Joseph Gordon-Levitt) jest 27-letnim pracownikiem publicznego radia w Seattle. Cierpi na powracające bóle krzyża. W gabinecie lekarskim dowiaduje się, że ma rzadką odmianę raka kręgosłupa i że jak najszybciej należy rozpocząć chemioterapię, po czym przeprowadzić skomplikowaną operację chirurgiczną. Gdy Adam komunikuje wieści najbliższym, Ci deklarują bezgraniczną pomoc i wsparcie. Wśród nich są: jego obecna, pomieszkująca z nim dziewczyna Rachael (Bryce Dallas Howard), najlepszy przyjaciel Kyle (Seth Rogen) oraz nadopiekuńcza matka Diane (Anjelica Houston). W trakcie leczenia szybko jednak okazuje się, dla kogo choroba Adama stanowi nie lada wyzwanie, a kto staje na wysokości zadania. W czasie terapii Adam poznaje także sporo nowych osób próbujących mu pomóc w tym przełomowym momencie, a jedną z nich jest młoda psychoterapeutka Katherine (Anna Kendrick), która ten egzamin zdaje o wiele lepiej niż dotychczasowa dziewczyna Adama…


          Pół na pół koncentruje się na efekcie, jaki choroba Adama ma na jego relacje z innymi. Zdecydowanie najgorzej na tym wypada Rachael (Bryce Dallas Howard), dziewczyna chłopaka. Kruche podstawy ich związku szybko zostają poddane decydującej próbie ognia, a jej miejsce w życiu Adama zaczynają wypełniać: najlepszy przyjaciel Kyle (Seth Rogen) oraz poznana w szpitalu początkująca psychoterapeutka Katherine (Anna Kendrick). I choć Kyle wytrwale sekunduje naszemu protagoniście w przezwyciężaniu załamania i depresji, będąc głównym źródłem żartów w filmie, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zauważa w chorym przyjacielu ogromny potencjał do przyciągania zdjętych litością dziewczyn. I jest oczywiście jeszcze Diane (znakomita Anjelica Houston), apodyktyczna matka Adama. W obliczu krytycznej sytuacji nasz bohater będzie również musiał redefiniować swój stosunek do odpychanej dotąd z całych sił, zaborczej w swojej miłości rodzicielki.


          Chociaż trudno w to uwierzyć, to amerykańskie kino niezależne ma w sobie cudowną zdolność tworzenia zabawnych komedii na tematy tak dalekie od śmiechu jak to tylko możliwe. Tak właśnie sprawy mają się z Pół na pół, w którym tytuł to jednocześnie szansa na przeżycie głównego bohatera… Być może receptą na trafiony w tym przypadku scenariusz jest osoba jego autora. Will Reiser w młodym wieku sam zapadł na nietypową odmianę nowotworu, z którego się wyleczył, a swoje traumatyczne przeżycia przekuł w gotowy scenariusz. Ogromną rolę w tym dziele odegrał przyjaciel scenarzysty, Seth Rogen, który w filmie zagrał postać Kyle’a, wzorowaną na sobie samym. To właśnie Rogen namówił Reiser’a do napisania Pół na pół, przez co dostaliśmy świetny i lekki film na bardzo ciężki temat. Mocną stroną 50/50 jest umiejętnie zachowany dystans oraz odpowiednia perspektywa, które pozwalają spojrzeć na chorobę nie tylko jako na tragedię, ale przede wszystkim jako na wyzwanie dla nas i dla naszych najbliższych.


11 października 2015

Rushmore. Śmiertelnie poważna komedia.

          Rushmore jest drugim pełnometrażowym obrazem znakomitego amerykańskiego reżysera z Teksasu, Wesa Andersona. Tak jak we wszystkich innych filmach tego autora jest w Rushmore potężna dawka specyficznego humoru oraz niekwestionowanej spontaniczności w kreacji filmowego świata. Protagonista obrazu, Max Fischer, niepokorny i bardzo pomysłowy 15-latek z tytułowej teksańskiej akademii z Houston, nosi w sobie wszystkie cechy bohatera filmu Andersona. Jest mianowicie butny, nieprzewidywalny, przemądrzały i, co najważniejsze, nieugięty w swojej fiksacji. Rushmore to film o odmieńcach, których szaleństwo i nieprzystawanie do zastanej rzeczywistości czyni świat o wiele ciekawszym miejscem do życia.


          Nakręcony w 1998 roku Rushmore był drugim wspólnym projektem Wesa Andersona i jego dobrego przyjaciela oraz znanego aktora Owena Wilsona. Obaj panowie napisali scenariusz do filmu, tak jak wcześniej sprokurowali wspólnie Bottle Rocket (Trzech facetów z Teksasu), debiut fabularny Andersona z 1996 roku. Dzięki Rushmore kariera Wesa Andersona nabrała rozpędu, co pociągnęło za sobą możliwość robienia kolejnych, o wiele droższych produkcji, w których nieposkromiona wyobraźnia tego reżysera mogła zaistnieć w pełnym rozmachu. Od czasu Rushmore każdy kolejny obraz Andersona był jeszcze większym zaskoczeniem i jeszcze większą ferią barw, pomysłów oraz nieustanną paradą dziwaków i ekscentryków.
 

        W komediodramacie Andersona centralną postacią jest Max Fischer, niezwykle dojrzały 15-latek i absolwent Rushmore Academy, elitarnej szkoły prywatnej w Houston w Teksasie, przygotowującej swoich uczniów na studia na prestiżowych amerykańskich uczelniach. Głównym problemem Maxa (w tej roli debiutujący na ekranie Jason Schwartzman) jest jego zafiksowanie na punkcie pozalekcyjnych zajęć, które nie pozwala mu się skupić na właściwej nauce. W związku z tym Max’owi grozi dyscyplinarne wydalenie ze szkoły, jeśli oczywiście nie poprawi swoich wyników z wiodących przedmiotów. Sytuację Maxa jeszcze bardziej komplikuje jego rosnąca zażyłość z Hermanem Blume’m (znakomity jak zawsze Bill Murray), bogatym przemysłowcem mającym w Rushmore dwóch synów, oraz kwitnące uczucie do panny Rosemary Cross (Olivia Williams), niedawno owdowiałej nauczycielki szkoły podstawowej. Prawdziwą tragedią dla Maxa okazuje się jednak romans Hermana i Rosemary, który zmusza naszego protagonistę do wejścia na wojenną ścieżkę…


          W Rushmore ekscentryczny jest nie tylko jego główny bohater, rewelacyjnie zagrany przez Jasona Schwartzmana Max Fischer. Max jest o wiele dojrzalszy od swoich rówieśników, pisze i wystawia w szkole swoje sztuki teatralne, jest przewodniczącym rekordowej ilości pozalekcyjnych kółek, ubiera się też i zachowuje niczym kompetentny student. Ale jeszcze bardziej ekscentryczny wydaje się być jego przyjaciel (do czasu) Herman Blume (Bill Murray, nominowany za tę kreację do Złotego Globu), biznesmen, który odniósł zawodowy sukces, ale jest całkowicie rozczarowany swoim życiem oraz swoją rodziną. Świetnie i z wielką dezynwolturą zagrany przez Murray’a Blume zaprzyjaźnia się z Max’em nie tylko dlatego, że nie znosi swoich własnych, przeciętnych i prymitywnych w swoim rozpieszczeniu synów, ale ponieważ dostrzega w młodzieńcu cząstkę siebie. Nietypowa i ekscentryczna przyjaźń Hermana z Max’em szybko przeradza się w jeszcze bardziej ekscentryczną rywalizację między obojgiem o względy Rosemary Cross, młodej i urodziwej nauczycielki w szkole Maxa.


          Hart ducha, upór, inteligencja oraz niebywała spontaniczność wyróżniają postać Maxa Fischera, w której konstrukcji pomogły osobiste doświadczenia twórców scenariusza, czyli Wesa Andersona i Owena Wilsona. Młody Max doskonale wie, co chce osiągnąć, kogo chce zdobyć, i żadne przeszkody (w tym poważna różnica wieku) nie są w stanie go zniechęcić. Dorosłe dzieci jako protagoniści filmów Andersona to z pewnością jeden z jego znaków firmowych (przykładem choćby późniejsi Kochankowie z Księżyca (Moonrise Kingdom), z 2012 roku). W opozycji mamy inny wyróżnik kina tego autora, czyli postaci niedojrzałych dorosłych (figura Hermana Blume’a). Max podziwia w Hermanie jego finansowy sukces i niezależność, ale to Herman jest pod o wiele większym wrażeniem zdecydowania oraz oryginalnych pomysłów Maxa. Herman Blume czuje się jak bezwolne dziecko, które nie widzi drogi ucieczki od obrzydłej rodziny i nudnej pracy. Dopiero znajomość z nadaktywnym 15-latkiem uruchamia w nim pragnienie przewrócenia swojego życia do góry nogami. Wreszcie humor jest trzecią niezaprzeczalną marką filmowego świata Wesa Andersona. Specyfika tego humoru polega na opowiadaniu o tragicznych i często traumatycznych życiowych doświadczeniach w komediowej konwencji, tak że nabieramy dystansu do przedstawionego świata, świetnie się bawiąc śmiertelnie nieraz poważnymi rozterkami jego bohaterów.


3 października 2015

Listen Up Philip (Do ciebie, Philipie). Był sobie dupek.

          Protagonista Do ciebie, Philipie konstatuje w pewnym momencie, że pomimo posiadania wszystkich tych rzeczy, które pragnął, i o które zabiegał latami, czuje się teraz po prostu nędznie. Trudno mu zrozumieć ten całkowity brak satysfakcji z tego, co udało mu się dotychczas osiągnąć. Gdy jednak obserwujemy relacje tytułowego Philipa z najbliższym mu otoczeniem, szybko rozumiemy to, czego nie może pojąć nasz bohater. Tajemnica jego nieszczęścia leży bowiem w jego narcystycznym podejściu i zaabsorbowaniu samym sobą. Philip Lewis Friedman konsekwentnie unicestwia wszystkie wartościowe relacje, które ma z kobietami swojego życia. Zdumiewający jest wręcz poziom mizantropii i arogancji głównego bohatera, który w sposób nieunikniony kładzie się cieniem na życiu jego i wszystkich tych, którzy pokochali go pomimo jego rozbuchanego ja.


          Reżyserem i scenarzystą Listen Up Philip jest Alex Ross Perry, młody niezależny filmowiec, dla którego jest to już trzeci pełnometrażowy film. Obraz został po raz pierwszy pokazany na Sundance Film Festival w styczniu 2014 roku, a nieco później w tym samym roku zdobył Nagrodę Specjalną Jury na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno. Do ciebie, Philipie w bardzo obiecujący sposób zapowiada karierę Perry’go, który ma szansę pójść w ślady takich niezależnych reżyserów jak Noah Baumbach czy Wes Anderson.


          Protagonistą tego offowego obrazu jest Philip Lewis Friedman (Jason Schwartzman), młody pisarz oczekujący właśnie w Nowym Jorku na ukazanie się swojej drugiej powieści. W Philipie z dnia na dzień rośnie irytacja i podenerwowanie, które on sam przypisuje negatywnemu wpływowi na siebie wielkiej metropolii i jej dzikich tłumów. Wraz z samopoczuciem pogarsza się również stan jego relacji z aktualną partnerką Ashley (Elizabeth Moss). Kiedy więc jego idol i dobry znajomy Ike Zimmerman (Jonathan Pryce) proponuje mu pobyt w swoim wiejskim domku, Philip poważnie rozważa tę możliwość. Czynnikiem decydującym okazuje się tu fakt, że Ike jest również pisarzem, i to pisarzem znanym oraz o wiele bardziej doświadczonym. Nie bez znaczenia jest również to, że uznany autor (Ike) oraz jego młody akolita (Philip) dzielą wiele wspólnych cech charakteru, a jedną z nich jest z całą pewnością narcyzm…


          Do ciebie, Philipie jest niczym więcej jak prostą przypowieścią o pewnym aroganckim pisarzu i mizantropie, który do perfekcji opanował technikę zrażania do siebie ludzi oraz doprowadzania do depresji kochających go kobiet. Nie dziwi więc w filmie fakt, że dobrym przyjacielem, a co więcej literackim guru Philipa jest Ike (świetny Jonathan Pryce), dojrzały już i uznany autor, wzorowany skądinąd na postaci wybitnego amerykańskiego pisarza Philipa Rotha. Ike jest uosobieniem zgorzknienia i pogardy do innych ludzi. Nienawidzi swojej eks-żony, źle traktuje przywiązaną do niego córkę Melanie (rewelacyjna Krysten Ritter) i złorzeczy urbi et orbi. Jasne jest więc, że Ike i Philip nadają na tych samych falach, a ich rosnąca przyjaźń jest niejako dwuosobowym sojuszem przeciwko nierozumiejącemu ich światu.


          Listen Up Philip jest bardzo dobrym studium narcyzmu i fobii społecznej. Obraz ukazuje jak skądinąd zabawny oraz interesujący młody człowiek przez swój całkowity brak empatii zmierza nieuchronnie w kierunku kompletnej autoalienacji. Współczujemy wszystkim kobiecym postaciom w filmie, które miały wątpliwą przyjemność emocjonalnego związania się z głównym bohaterem. Najlepiej rozbudowany jest wątek Ashley (bardzo dobra Elizabeth Moss), która na naszych oczach przezwycięża toksyczne przywiązanie do Philipa. Poruszająca jest również historia Melanie (Krysten Ritter), ofiary egocentrycznych skłonności własnego ojca, nieubłaganego w swojej urazie do świata i ludzi Ike’a. Skazani na w pełni zasłużoną samotność, Philip i Ike zwracają się ku literaturze, ich jedynej ucieczce oraz pocieszycielce. To w literaturze szukają sensu, ale też upragnionego odwetu. Czy takie jest właśnie przeznaczenie większości artystów?...



26 września 2015

Love Is Strange (Miłość jest zagadką). A rytm jest kluczem.

          Najbardziej wzruszającą w filmie sceną jest ta, w której jeden z bohaterów, George (Alfred Molina), prowadzi lekcję gry na fortepianie. Jego mała uczennica gra Preludium 'Deszczowe' Fryderyka Chopina. George udziela jej kluczowych wskazówek, między innymi podkreślając, że nie można stworzyć własnego rytmu przy interpretacji Chopina, należy raczej podążać za tym naznaczonym przez samego kompozytora. Za drugim podejściem dziewczynka radzi sobie na tyle znakomicie, że swą grą wyzwala w nauczycielu skrajne emocje. George musi odwrócić się plecami do fortepianu, żeby ukryć łzy. Preludium 'Deszczowe' idealnie współgra z sytuacją życiową George’a, wybitnie akcentując stan niepokoju i zawieszenia, w jakim się znalazł. Love Is Strange jest filmem, który podąża za odpowiednim rytmem we właściwym tempie. Dawno nie widziałem obrazu, w którym historia miłosna wybrzmiałaby w tak doskonałej interpretacji.


          Autorem Love Is Strange jest Ira Sachs, znakomity amerykański reżyser niezależny, regularnie prezentujący swoje filmy na festiwalu Sundance. W 2005 roku, czyli równo przed dekadą, Ira Sachs wygrał nawet ten kultowy festiwal z obrazem Forty Shades of Blue. Również Miłość jest zagadką został pokazany (poza konkursem) w Park City z początkiem 2014 roku, budząc powszechny i w pełni zasłużony zachwyt krytyków oraz publiczności.


         W Love Is Strange George (Alfred Molina) oraz Ben (John Lithgow) są gejowską parą, która po 39 latach bycia razem postanawia wziąć ślub. Wkrótce po ceremonii George traci pracę jako nauczyciel chóru w katolickiej szkole. Zostaje w ten sposób ukarany przez kościelną hierarchię za oficjalne przyznanie się do swojego homoseksualizmu. Od tego momentu sprawy się komplikują, jako że bez głównego źródła dochodu Ben i George nie mogą dalej utrzymać się w swoim apartamencie na Manhattanie w Nowym Jorku. Dopóki George nie znajdzie nowej pracy muszą mieszkać osobno. Ben, emerytowany już malarz, zamieszkuje tymczasowo u rodziny swojego bratanka Elliota (Darren E. Burrows), natomiast George śpi na kanapie u wspólnych znajomych. Bardzo szybko taka sytuacja nastręcza wielu problemów i napięć, zarówno dla rozdzielonej pary, jak i dla ich gospodarzy. Ben musi bowiem spać w pokoju nastoletniego Joey’a (Charlie Tahan), syna Elliota, który bardzo nerwowo reaguje na nową sytuację. Żona Elliota, Kate (Marisa Tomei), jest powieściopisarką zmagającą się z kolejną książką, a obecność w mieszkaniu dodatkowej osoby nie pozwala jej skupić się na pracy. Z kolei gospodarze George’a, para nowojorskich policjantów, to wieczni imprezowicze, a przez mieszkanie wciąż przewijają się nowi goście… 


          Streszczenie fabuły Love Is Strange może wywołać fałszywe wrażenie, że mamy do czynienia z filmem nudnym i ospałym. Nic bardziej mylnego. Moc obrazu Iry Sachsa nie tkwi bowiem w wartkiej oraz upstrzonej rozlicznymi komplikacjami akcji, ale w sposobie opowiedzenia tej prostej, ale jakże poruszającej historii gejowskiej pary z 39-letnim stażem. Obaj partnerzy, równorzędni protagoniści filmu, to dwie bardzo różne, pełnokrwiste i świetnie zagrane postaci. Zarówno George, jak i Ben mają swój własny, indywidualny rytm życia, zakłócony niespodziewanie przez konieczność nagłej wyprowadzki i (w konsekwencji) przymusowego rozstania. Ich rodzina i znajomi, którzy postanawiają im pomóc, przyjmując rozbitków tymczasowo pod swój dach, także mają już ustaloną przestrzeń oraz przewidziany rytm pracy. To wszystko zostaje zachwiane jedną komplikacją i w rezultacie obserwujemy w Miłości grupkę ludzi wybitych ze swojego naturalnego rytmu, nerwowych, sfrustrowanych, ale także łaknących prywatności i poszanowania własnej intymnej sfery. W obrazie Sachsa szczególnie rozbrajające jest to, z jakim spokojem, cierpliwością oraz harmonią kamera przygląda się ludziom, którzy zatracili swój wewnętrzny rytm. W filmie jest czas na płacz i wzruszenie, ale także na złość oraz frustrację.


          Nieprzypadkowo na ścieżce dźwiękowej do Miłości dominuje niepodzielnie muzyka Fryderyka Chopina. Tak jak utwory tego kompozytora, tak również Love Is Strange ma bardzo przemyślaną strukturę i kompozycję, a nade wszystko swój własny, niepowtarzalny rytm. U swej podstawy bowiem Love Is Strange jest filmem o fenomenie dostrajania się do siebie dwojga kochających się osób. Dzieło Iry Sachsa stara się dociec, jak to się stało, że dwa tak różne charaktery, jak George’a i Bena, połączyło tak głębokie uczucie i to na blisko cztery dekady. W niespieszny i lekko kontemplacyjny sposób odkrywamy razem z bohaterami filmu, że tajemnicą miłości jest m.in. nadążanie za rytmem życia ukochanej osoby, wzajemne uzgadnianie sprzecznych często osobowości i upodobań. I tak jak w przypadku interpretacji muzyki Fryderyka Chopina, tak będąc z drugą osobą, winniśmy raczej starać się podążać za jej rytmem, niż narzucać jej swój własny.