26 lipca 2015

Obvious Child. Komediantka przy nadziei.

          Donna Stern uwielbia opowiadać o swoim życiu prywatnym podczas występów w klubie jako stand-up’owa artystka. Nie ma to jak czerpać materiał z własnych tragikomicznych doświadczeń życiowych. Komediantka szybko jednak przekonuje się, że dzielenie się swoimi łóżkowymi sekretami z publicznością może mieć też niepożądane skutki uboczne. W filmie Obvious Child poznajemy perypetie dziewczyny z Brooklyn’u, która ma niewyparzony język i prawdziwy talent do stand-up comedy. Tak poza tym, to zostaje porzucona przez wieloletniego partnera, przeżywa poważny kryzys emocjonalny i zachodzi w niechcianą ciążę z przypadkowo poznanym w klubie chłopakiem. A cały ten dopust boży służy jako niezawodna trampolina do skoku w tzw. dorosłość i odpowiedzialność.


          Obvious Child to debiutancka komedia reżyserki Gillian Robespierre, pokazana po raz pierwszy na niezawodnym Sundance Film Festival w styczniu 2014 roku.  Reżyserka i zarazem autorka scenariusza filmu została wyróżniona przez amerykańską National Board of Review nagrodą za najlepszy reżyserski debiut 2014 roku. Wiele pochwał i odznaczeń zebrała również aktorka Jenny Slate, odtwarzająca w filmie postać głównej bohaterki, Donny Stern. To przede wszystkim jej zjawiskowy performance uczynił z Obvious Child jedną z najlepszych i najśmieszniejszych komedii roku.


          Donna Stern (Jenny Slate) mieszka w nowojorskim Brooklynie, gdzie udziela się w lokalnym klubie jako obiecująca artystka komediowa. Poznajemy ją na tzw. życiowym zakręcie, kiedy to zrywa z nią długoletni partner, a ona, pod wpływem emocjonalnego kryzysu, idzie do łóżka z dopiero co poznanym Max’em (Jake Lacy). Rezultaty tego one night-stand’u nie dają długo na siebie czekać: wkrótce Donna zdaje sobie sprawę, że jest przy nadziei. Wspierana przez swoją najlepszą przyjaciółkę, Nellie (znakomita Gaby Hoffmann), decyduje się na aborcję. Sytuacja się jednak komplikuje, gdy sprawca niechcianej ciąży chce kontynuować znajomość z Donną...


          Obvious Child skonstruowany jest podług sprawdzonej formuły komedii romantycznej, jednak debiut Gillian Robespierre zdecydowanie przerasta i przekracza ten mocno już zdyskredytowany gatunek filmowy. W Stanach Zjednoczonych obraz otrzymał etykietkę ‘abortion movie’, co działa po troszę jak stygmat. Komedia romantyczna o aborcji brzmi cokolwiek ryzykownie, temat więc zarezerwowany jest ekskluzywnie dla kina niezależnego. I jak to na gruncie independent movies bywa, udało się zrobić świetny, niesamowicie zabawny film z aborcją w tle... Rzecz nie do pomyślenia w amerykańskim kinie mainstreamowym, trzymającym się starych i niewzruszonych zasad, które nakazują łączyć aborcję z ciężkim dramatem, na dodatek nie pozostawiając wątpliwości co do negatywnej oceny moralnej tego aktu. Nie należy jednak przy tym wyciągać wniosku, że dla wysilonego śmiechu autorka filmu przedstawiła poważny temat w wersji uproszczonej i zinfantylizowanej. Nic dalszego od prawdy. W Obvious Child aborcja wciąż pozostaje dramatem dla głównej bohaterki, jedną z najcięższych życiowych decyzji do podjęcia. Jest to jednak życiowy wybór, a nie koniec świata, można więc ubrać ciężki temat w lekką formę.


          Przewodnim tematem w reżyserskim debiucie Robespierre wydaje się jednak być nie aborcja, ale dojrzewanie głównej bohaterki. Donna Stern zbliża się nieubłaganie do 30-stki, a wciąż jest rozpieszczana przez rozwiedzionych ze sobą rodziców, nadal balansuje na granicy finansowej wypłacalności. Potrafi wszystko, nawet największą traumę, obrócić w opowiedziany na scenie klubu żart, wewnątrz jednak jest przerażona i niepewna siebie. Jenny Slate dokonała nie lada sztuki w kreacji postaci Donny. Stworzyła bohaterkę zarazem ciepłą i wzruszającą, jak i dziecinną oraz wkurzającą. Poczucie humoru Donny jest wyrazem jej samoświadomości, sposobem na radzenie sobie z poważnymi problemami w życiu, ale jest też równolegle biczem wymierzonym w najbliższych, pancerzem przeciwko wyzwaniom dorosłego życia. Donna Stern w interpretacji Jenny Slate to bohaterka impulsywna, nie dająca się łatwo okiełznać, pełna energii oraz sprzecznych emocji. Co dla nas jednak najważniejsze, to postać, której nie da się nie polubić.


19 lipca 2015

The Skeleton Twins (Między nami bliźniętami). Rodzina bywa okrutnym żartem.

          „To film o radzeniu sobie z ciemnymi sprawami z poczuciem humoru”, tak swój obraz Między nami bliźniętami podsumował w jednej ze swoich wypowiedzi jego autor, Craig Johnson. I trafił w sedno. Komediodramat The Skeleton Twins eksploruje wstydliwe sekrety oraz samobójcze tendencje bliźniaków Milo i Maggie Dean, ale robi to w taki sposób, że ani przez chwilę nie czujemy się przytłoczeni depresyjną aurą rozlicznych problemów dwójki rodzeństwa. Być może sekret tkwi w obsadzie filmu, główne bowiem role pary zwichrowanych bliźniaków grają Kristen Wiig oraz Bill Hader, znani ze swoich komediowych ról oraz przede wszystkim ze współpracy przy tworzeniu Saturday Night Live, najbardziej znanego amerykańskiego programu satyrycznego. Rzadko kiedy temat samobójstwa i kiepskich wyborów życiowych zapodany jest w takiej formule, która, zamiast pogrążać w beznadziei, inspiruje do walki oraz przezwyciężania przeszkód wbrew wszystkiemu i wszystkim. Ale to już zapewne zasługa magii amerykańskiego kina niezależnego.


          Między nami bliźniętami miał swój premierowy pokaz na Sundance Film Festival w styczniu 2014 roku. Obraz wyjechał z imprezy z w pełni zasłużoną nagrodą za najlepszy scenariusz  (Waldo Salt Screenwriting Award). Reżyser filmu, Craig Johnson, napisał scenariusz do spółki z Mark’iem Heyman’em, znakomicie łącząc w nim dramat z humorem. Autorzy filmu mieli też bardzo dobrą intuicję przy obsadzie pary głównych ról, przez co ich dzieło zyskało na wiarygodności, czyniąc z jego bohaterów postaci z krwi i kości.


          The Skeleton Twins rozpoczyna się od sceny, w której Maggie Dean (Kristen Wiig) przymierza się do połknięcia w łazience dużej liczby tabletek nasennych. Nie robi tego tylko dlatego, że odbiera telefon i zostaje poinformowana, że jej brat bliźniak Milo (Bill Hader) właśnie targnął się na swoje życie i przebywa w szpitalu w Los Angeles. Maggie jedzie do kliniki, a następnie przywozi brata z powrotem do ich rodzinnego Nowego Jorku. Sytuacja jest o tyle bardziej niezręczna, że rodzeństwo nie utrzymywało ze sobą żadnego kontaktu przez ostatnie 10 lat. Milo jest gejem, który wyjechał do Kalifornii z pragnieniem zostania aktorem. Teraz jest kelnerem. Maggie pozostała w Nowym Jorku, gdzie pracuje jako higienistka. Ma kochającego i wyrozumiałego męża Lance’a (Luke Wilson). Właśnie starają się o dziecko...


          Zamieszkanie Milo w domu z Maggie i Lance’m zupełnie odmienia postać rzeczy. Rodzeństwo zna się doskonale, szybko na wierzch wychodzą więc wstydliwe tajemnice oraz traumy z przeszłości. Maggie chce pomóc bratu, sama jednak potrzebuje natychmiastowej pomocy. Przed mężem udaje, że chce mieć z nim dziecko, na boku zażywa pigułki antykoncepcyjne i zdradza go z instruktorem nurkowania. Milo próbuje nawiązać kontakt ze swoim dawnym kochankiem Rich’em (Ty Burrell), który przez romans z nieletnim wtedy Milo stracił pracę w szkole. Cieniem na życiu bliźniaków kładzie się ponadto samobójcza śmierć ukochanego ojca oraz praktyczna nieobecność w ich życiu egoistycznej matki. Z takim życiowym bagażem trudno wyobrazić sobie szczęśliwe zakończenie dla pary protagonistów... A jednak The Skeleton Twins dryfuje na pograniczu gatunków z pełnym przekonaniem jego autorów, że życie nie jest tylko dramatem, bądź tylko komedią.


          Między nami bliźniętami promowany był w Ameryce za pośrednictwem sloganu „rodzina jest okrutnym żartem” (family is a cruel joke). Okrutny, owszem, ale jednak wciąż żart. Tacy też względem siebie bywają Maggie i Milo. Nawet jeśli jednak ich wzajemne oskarżenia wobec siebie potrafią być skrajne i bestialskie, to zawsze z sekundy na sekundę mogą zostać przełamane zgrywą i porozumiewawczym rechotem. To pewnie zasługa chemii między rodzeństwem, tego niepisanego i trudnego do wytłumaczenia porozumienia między bliźniętami. Tę chemię obserwujemy na ekranie w trakcie wspólnego wykonania popowego Nothing’s Gonna Stop Us Now zespołu Starship, czy podczas przebieranki oraz wspólnego wyjścia w noc Halloween. W takich chwilach widma samobójczych prób oraz życiowych niepowodzeń pryskają niczym bańki mydlane, ustępując miejsca eksplozjom radosnego żywiołu i nieposkromionej witalności. Wtedy na powrót przypominamy sobie, że życie może też być celebracją wyjątkowych momentów.