22 lipca 2017

Bernie. Gdy nie potrafisz powiedzieć ‘nie’.

          Bernie Tiede (fantastyczny Jack Black) był pupilkiem lokalnej społeczności Carthage we wschodnim Teksasie. Przedsiębiorca pogrzebowy z zawodu, filantrop i dusza towarzystwa z powołania. Uwielbiany przez wszystkich, potrafił skruszyć nawet najtwardsze i najbardziej oporne na altruizm serca. Właścicielką takiego serca z kamienia była w Carthage ponad 80-letnia wdowa-milionerka Marjorie Nugent (Shirley MacLaine). Po śmierci jej męża 39-letni Bernie stał się jej jedynym w miasteczku przyjacielem i najbliższym powiernikiem, do czasu kiedy to strzelił do niej czterokrotnie z wiatrówki… Czarna komedia Richarda Linklatera w konwencji fałszywego dokumentu (mockumentary) opowiada prawdziwą historię zbrodni, która wstrząsnęła społecznością małego miasta we wschodnim Teksasie. Fenomenalnie sportretowana przez Jacka Blacka postać Bernie’go Tiede’a to społeczny i psychologiczny majstersztyk, którego nie wymyśliłby na papierze nawet najbardziej utalentowany scenarzysta. Po raz kolejny zatem życie przebiło fikcję.


          Nikomu chyba nie trzeba przedstawiać reżysera filmu i współautora jego scenariusza, Richarda Linklatera, który jest obecnie jednym z najwybitniejszych amerykańskich twórców kina niezależnego i autorem wielu kultowych już filmowych dzieł w rodzaju wczesnych indie klejnotów takich jak Slacker (1991) czy Dazed and Confused (Uczniowska balanga, 1993), aż po ostatnie niezależne sukcesy w postaci obrazów Boyhood (2014) oraz Everybody Wants Some!! (Każdy by chciał!!, 2016). Bernie jest jednym z mniej znanych dzieł tego wszechstronnego filmowca, pokazanym premierowo w czerwcu 2011 roku na Los Angeles Film Festival. Linklater napisał scenariusz do filmu wspólnie ze Skip’em Hollandsworth’em, na podstawie artykułu tego ostatniego, który ukazał się w 1998 roku w czasopiśmie Texas Monthly. Artykuł ten (pod tytułem Midnight in the Garden of East Texas) opisuje prawdziwą historię morderstwa, dokonanego w 1996 roku na 81-letniej wdowie-milionerce Marjorie Nugent przez jej bliskiego przyjaciela i zaufanego, pracownika lokalnego zakładu pogrzebowego. W tytułową postać tego ostatniego wciela się w filmie znany głównie z komediowych ról aktor Jack Black, dla którego kreacja Bernie’go Tiede’a okazała się być najlepszą i najciekawszą w jego dotychczasowej aktorskiej karierze. Umiejętnie zniuansowany performance Blacka zapewnił mu nominację do Złotego Globu za 2012 rok w kategorii najlepszy aktor w komedii/musicalu.


          Bernhardt ‘Bernie’ Tiede to niezwykle frapująca postać, bohater i zarazem morderca z małego miasteczka w Teksasie, gotowy materiał na nietuzinkowy film. Bernie był nie tylko świetnym w swoim fachu przedsiębiorcą pogrzebowym w Carthage, ale przede wszystkim udzielającym się wszechstronnie (artystycznie i nie tylko) filarem lokalnej społeczności, cenionym i uwielbianym właściwie przez wszystkich. Punktem zwrotnym w jego życiu było zaprzyjaźnienie się z powszechnie znienawidzoną w miasteczku bogatą wdową, Marjorie Nugent (w tej roli świetna Shirley MacLaine). Marjorie uczyniła z Bernie’go swojego powiernika i najbliższego zaufanego, wydając fortunę po mężu na wspólne z Bernie’m zagraniczne wycieczki i wizyty w centrach spa. Przykry, zaborczy i niezwykle kontrolujący charakter ponad 80-letniej kobiety szybko uczynił z dobrodusznego Bernie’go praktycznie niewolnika wymagającej staruszki. Bernie w końcu zrzucił swoje ciężkie jarzmo, czterokrotnie strzelając w  plecy kobiety z domowej wiatrówki, a następnie ukrywając ciało w jej garażowej zamrażarce.


          W filmowej opowieści Richarda Linklatera poznajemy nie tylko historię nietypowej relacji Bernie’go i Marjorie, ale również to, co stało się po tragicznej śmierci staruszki. Śledzimy więc proces Bernie’go oraz nie lada wysiłki lokalnego prokuratora, Danny’ego Bucka (znakomita rola Matthew McConaughey’ego), aby uzyskać od ławy przysięgłych wyrok skazujący dla grabarza-mordercy. Tak się bowiem dla Bernie’go pomyślnie składało, że nikt w rodzinnym mieście Marjorie Nugent (może poza jej najbliższą rodziną) nie żałował specjalnie zastrzelonej kobiety, wszyscy natomiast współczuli jej oprawcy, nie posiadając się z oburzenia na wieść o jego aresztowaniu, a nawet przyznaniu się do winy. Bernie zapewnił sobie dozgonną wdzięczność oraz bezinteresowną sympatię mieszkańców tego małego teksańskiego miasteczka, będąc zawsze dla nich życzliwy i niezmiernie hojny (to ostatnie głównie za pieniądze zastrzelonej wdowy, za które kupował kompulsywnie prezenty dla biedniejszych obywateli Carthage oraz wspierał finansowo rozliczne miejscowe projekty). Prokurator Danny Buck musiał więc wystąpić do sądu o przeniesienie procesu Bernie’go do innego hrabstwa, słusznie się obawiając, że na miejscu w Carthage lokalna ława przysięgłych uniewinni mordercę, nawet przy jego własnym przyznaniu się do zbrodni. Pikanterii dodają obrazowi Richarda Linklatera paradokumentalne fragmenty, w których prawdziwi i fikcyjni mieszkańcy Carthage opowiadają o bohaterach tej historii, nie szczędząc przy tym ostrych słów pod adresem wrednej oraz niebywale skąpej Marjorie Nugent, a jednocześnie rozpływając się w podziwie i pochwałach pod adresem ‘biednego’ Bernie’go. Zastosowana przez Linklatera konwencja udawanego dokumentu (angielskie określenie mockumentary) bardzo dobrze wygrywa komediową stronę całej opowieści. Wśród udających rodowitych obywateli Carthage aktorów, znajdują się też sfilmowane wypowiedzi prawdziwych świadków tej historii, którzy z tym swoim teksańskim akcentem bezlitośnie komentują charaktery pary głównych bohaterów, jak i istotę łączącej ich dziwnej relacji.


           Richard Linklater urodził się w Houston we wschodniej części Teksasu i bardzo dobrze zna ten stan, podobnie jak żyjących tam ludzi. Ten aspekt zdecydowanie wychodzi filmowi na dobre, ponieważ nikt tak jak Linklater właśnie nie potrafi w niezależnym amerykańskim kinie uchwycić mentalności i poczucia humoru mieszkających w tym stanie ludzi (o lokalnym akcencie już nie wspominając). Reżyser podjął też trafioną decyzję, obsadzając w głównej roli Jacka Blacka, z którym współpracował już wcześniej na planie swojego filmu Szkoła rocka (The School of Rock) z 2003 roku. Komediowe emploi Jacka Blacka znakomicie sprawdza się również w roli zniewieściałego, małomiasteczkowego przedsiębiorcy pogrzebowego, co do którego homoseksualnej orientacji mało kto ma wątpliwości, ale która dla nikogo w konserwatywnym oraz maczystowskim Carthage nie stanowi problemu, o ile tylko Bernie jest przykładnym chrześcijaninem i żyjącym w celibacie gejem… Sam charakter i niepospolita osobowość bohatera tej historii to wprost wymarzony materiał na niezależny film (i to nawet bez kryminalnego wątku). Jack Black w swojej zapadającej w pamięć tragikomicznej kreacji potrafił perfekcyjnie oddać tę wielowymiarowość i jednocześnie skomplikowanie osobowości swojego bohatera, który, kochany przez wszystkich, napytał sobie biedy tylko dlatego, że nie potrafił powiedzieć ‘nie’ doprowadzającej wszystkich do furii, podłej, nieznośnej i zaborczej staruszce.



8 lipca 2017

Krisha. Wściekłość, wrzask i karma.

           Krisha to kobieta, która zdążyła już w swoim życiu stanąć nad krawędzią, stoczyć się z niej i upaść na samo dno, po czym z trudem wygramoliła się z powrotem na powierzchnię, aby móc przyjechać do dawno nie widzianej rodziny na Dzień Dziękczynienia i pokazać jej członkom, że wreszcie stanęła na nogi. Krisha szybko jednak zrozumie, że przeszłości nie da się tak łatwo odkupić, a straconego czasu tak szybko nadrobić. Dawne demony wcale nie wyparowały, przyczaiły się tylko w ciemnych zakamarkach, czekając na odpowiedni moment do skoku. Fenomenalny dramat Krisha w reżyserii Trey’a Edwarda Shultsa to mistrzowskie studium przetrąconego nałogiem charakteru, próbującego desperacko utrzymać się na powierzchni życia. Napięcie w tym filmie jest tak duże, że z niemałym lękiem będziemy śledzić proces przygotowywania przez Krishę świątecznego indyka, modląc się w duchu, aby udało mu się cało i bezpiecznie trafić na rodzinny stół.


          Trey Edward Shults to filmowy żółtodziób, którego talent objawił się już wraz z debiutanckim obrazem, jakim jest właśnie Krisha. Shults stworzył najpierw w 2014 roku krótkometrażowy film pod tym samym tytułem, a po jego świetnym przyjęciu napisał scenariusz i wyreżyserował pełnometrażową wersję swojego projektu, zdobywając zań Nagrodę Jury i jednocześnie Nagrodę Publiczności na South by Southwest (SXSW) Film Festival w marcu 2015 roku. Krisha była również później wyświetlana na festiwalu w Cannes, gdzie miała swoją międzynarodową premierę. Zrealizowana za niewielkie pieniądze, pochodzące głównie z crowdfundingu (kampania na Kickstarterze), Krisha to kameralna psychodrama, którą autor sfilmował w całości w domu swoich rodziców w Houston w Teksasie, a w roli aktorów wystąpili rozmaici krewni i kuzyni Shultsa, z główną rolą Krishy w rewelacyjnej interpretacji ciotki samego reżysera, aktorki Krishy Fairchild. Do swojej produkcji Trey Edward Shults zatrudnił tylko dwóch profesjonalnych aktorów, z którymi nie był w żaden sposób spokrewniony lub zaprzyjaźniony… Sukces całkowicie niezależnej Krishy pozwolił jej reżyserowi rozwinąć skrzydła i w 2017 roku nakręcić bardzo dobrze przyjęty thriller/horror It Comes at Night (To przychodzi po zmroku), który w odróżnieniu od Krishy może liczyć na międzynarodową promocję i wprowadzenie do kin w większości państw świata, w tym również w Polsce.


          Heroina filmowego debiutu Shultsa, tytułowa Krisha (w tej roli Krisha Fairchild, prywatnie ciotka reżysera), przybywa do swojej dawno nie widzianej rodziny w Teksasie, aby przyrządzić indyka na Święto Dziękczynienia i odbudować mocno nadszarpnięte więzi z najbliższymi członkami swojej familii, w tym z własnym synem Trey’em (granym tu przez samego reżysera). Krisha przez lata zmagała się z ciężkim uzależnieniem od alkoholu i prochów, stąd jej własny syn wychowany został głównie przez jej młodszą siostrę Robyn (Robyn Fairchild) i jej męża lekarza (Chris Doubek). Przyjazd na Dzień Dziękczynienia to dla Krishy ważny test: kobieta chce udowodnić swojej rodzinie, że definitywnie zerwała z nałogiem i może bezpiecznie powrócić na rodzinne łono. Przeszłość czyni jednak otoczenie Krishy nieufnym, jej własny syn trzyma duży dystans i nie chce się otworzyć. W miarę upływu dnia napięcie rośnie i jasne się staje, że coraz bardziej oddalamy się od wizji szczęśliwego zakończenia.


          Jako widzowie niewiele dowiadujemy się o przeszłości głównej bohaterki i jej minionych grzechach. Widzimy ją ciepło witaną przez wszystkich członków rodziny, zestresowaną, podenerwowaną, ale uśmiechniętą i przyjazną. Krisha chce wypaść jak najlepiej, zależy jej przede wszystkim na odbudowaniu relacji z synem. To ostatnie jednak okazuje się niełatwe, jeden dzień nie wystarczy aby przełamać lata dystansu i oddalenia. Niepowodzenia na tym froncie czynią Krishę jeszcze bardziej podminowaną, kobieta szuka jakiegoś oparcia i go nie znajduje, wszędzie widzi tylko obcy sobie świat i zabarykadowanego za murem swojej nieufności syna. Bohaterce nie pomagają też pozornie niewinne i humorystyczne pogawędki przy papierosie ze swoim szczerym do bólu szwagrem Doyle’m (w tej roli Bill Wise). W pewnym momencie Doyle nazywa Krishę ‘wcielonym rozczarowaniem’, a także ‘tą, która porzuca’, co doskonale streszcza negatywną percepcję Krishy wśród członków jej najbliższej familii. Krisha przygotowuje więc świątecznego indyka, obserwując często z ukrycia to, co dzieje się wokół niej, coraz bardziej niepewna i roztrzęsiona, nie mogąca w ogóle liczyć na wsparcie tych, na których jej najbardziej zależy. Zła karma z przeszłości dochodzi do głosu i przejmuje kontrolę nad sytuacją, dowodząc jasno, że nie da się uniknąć zapłaty za przeszłe błędy. Porzucenie i zerwane więzi owocują dystansem oraz brakiem zaufania, tłumione negatywne emocje zamieniają się we wściekłość i wrzask, a świąteczne zgromadzenie rodziny staje się preludium katastrofy.


          Krisha może być postrzegana jako synonim i zarazem kwintesencja niezależnego kina. Nakręcony za tak zwane psie pieniądze (ledwie 30 tys. dolarów), z czego połowa to fundusze zebrane na Kickstarterze, debiut Trey’a Edwarda Shultsa z pewnością zaoszczędził na lokalizacji oraz obsadzie. Młody reżyser sfilmował swój projekt w przeciągu dziewięciu dni w domu swoich rodziców w amerykańskim Houston, w charakterze obsady zatrudniając swoją najbliższą rodzinę, krewnych oraz przyjaciół. Tylko dwóch aktorów w filmie (Bill Wise i Chris Doubek) to profesjonaliści nie mający nic wspólnego z rodziną reżysera. Wcielająca się w tytułową postać Krisha Fairchild jest co prawda aktorką z zawodu (i ciotką twórcy filmu), ale nie jest szerzej znana i dotychczas pracowała głównie podkładając głos. Jej kreacja jednak tętni życiem jak mało która, czyniąc z debiutu Shultsa film niezwykle wciągający i wbijający w fotel swoim realistycznym ujęciem wewnątrzrodzinnych relacji. Jak wszystkie wybitne osiągnięcia amerykańskiego kina niezależnego, Krisha nie osładza nam brutalnej rzeczywistości rodzinnego piekła, w którym smażyć musimy się wszyscy, i to bez względu na nasze przewinienia tudzież dobre intencje. W końcu dom jest zawsze tam, gdzie boli.