16 lipca 2018

Disobedience (Nieposłuszne). W pół drogi między bestią a aniołem.

          W pierwszej scenie Nieposłusznych rabin wygłasza w synagodze kazanie o wolnej woli. Wolna wola jest tym, dowodzi rabin, co odróżnia nas od bestii i aniołów: to przez nią jesteśmy zawieszeni w próżni między czystością i doskonałością aniołów a dzikością i rozpasaniem zwierząt. Jako jedyne z boskich stworzeń mamy możliwość wyboru, w którym kierunku podążymy: ku zbawieniu czy też ku zatraceniu. Disobedience jest filmem o religii i o wolnej woli, ale jeszcze bardziej jest filmem o zakazanej miłości dwóch kobiet. A gdy w kobiecym sercu pojawia się miłość, czy możemy w ogóle mówić o jakimkolwiek wolnym wyborze?


          Nieposłuszne to pierwszy anglojęzyczny film chilijskiego reżysera i scenarzysty, Sebastiana Lelio. Lelio zasłynął na świecie za sprawą swoich dwóch poprzednich filmowych dzieł: Glorii z 2013 roku i przede wszystkim Fantastycznej kobiety (Una mujer fantástica) z 2017 roku, który to obraz otrzymał w 2018 roku Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Po raz trzeci zatem z rzędu ten utalentowany Chilijczyk postanowił zrobić film o kobietach, tym razem z dwiema równorzędnymi bohaterkami zmagającymi się z niedającym się okiełznać uczuciem. Scenariusz do Disobedience Sebastián Lelio napisał wspólnie z Rebeką Lenkiewicz na podstawie powieści Naomi Alderman pod tym samym tytułem. Ta brytyjsko-irlandzko-amerykańska koprodukcja miała swoją międzynarodową premierę we wrześniu 2017 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto.


          Nieposłuszne można by nazwać klasycznym melodramatem z jednym drobnym zastrzeżeniem: miłość pary głównych bohaterek obrazu nie jest pod żadnym względem konwencjonalna. Ronit (fantastyczna Rachel Weisz) i Esti (w niczym nie ustępująca Weisz Rachel McAdams) były kochankami w młodości. Ich miłość nie miała jednak racji bytu w ich żydowskiej, ściśle ortodoksyjnej religijnie wspólnocie w północnym Londynie. Ronit wyjechała zatem do Nowego Jorku i zerwała wszelkie kontakty z rodziną i znajomymi. Disobedience rozpoczyna się w momencie, gdy umiera ojciec Ronit, wiekowy rabin i pierwsza osoba we wspólnocie, a Ronit wraca z Ameryki do Anglii, aby wziąć udział w pogrzebie rodziciela. Na miejscu odkrywa, że jej dawna wielka miłość, Esti, jest teraz żoną Dovida (w tej roli Alessandro Nivola), podopiecznego jej ojca i przewidywanego następcy na stanowisku rabina. W Nieposłusznych szybko sprawdza się nieśmiertelne porzekadło, że stara miłość nie rdzewieje, a powrót Ronit do Londynu mocno komplikuje małżeńskie relacje Esti i Dovida, prowokując jednocześnie zamieszanie w całej ortodoksyjnej wspólnocie.


          Disobedience jest arcydziełem w swoim gatunku miłosnego dramatu, a chemia między odtwórczyniami dwóch głównych ról, Rachel Weisz i Rachel McAdams, niezaprzeczalna. W ukazaniu wszystkich subtelności i komplikacji lesbijskiej miłości Nieposłuszne dorównują Carol Todda Haynesa, innemu znakomitemu dramatowi o zakazanej miłości. Grane przez Cate Blanchett i Rooney Mara bohaterki Carol zmagały się z konserwatywną mentalnością i moralnością Ameryki lat 50-tych, w Disobedience Ronit i Esti muszą zmierzyć się z jeszcze większą siłą niż zwykłe uprzedzenie czy nietolerancja: głównym antagonistą ich miłości wydaje się być ortodoksyjna religia ich żydowskich rodzin i znajomych. W Nieposłusznych nie można jednak wskazać na pojedyncze źródło zła, w filmie nie ma właściwie żadnych czarnych charakterów. Dovid (świetny Alessandro Nivola) pragnie przede wszystkim ochronić swoje małżeństwo, Esti zależy na pracy nauczycielki i tej niezależności, którą już ma w społeczności, Ronit wreszcie przyjechała, aby pożegnać ojca, a nie siać zgorszenie w żydowskiej wspólnocie, której dawno temu się wyrzekła. Miłość rządzi się jednak swoimi prawami, w jej obliczu nawet wolna wola oraz zdolność do podejmowania świadomych wyborów muszą ustąpić miejsca wobec namiętności i siły wzajemnego przyciągania dwojga ludzi.


          Disobedience to film przeciwstawiający sobie wolność i religię. W ramach ortodoksyjnej żydowskiej społeczności z północnego Londynu kobiety (i nie tylko kobiety) poddane są wszechstronnej seksualnej opresji, mają być posłuszne swoim mężom, wzorowo wypełniać swoją rolę we wspólnocie oraz być dobrymi żonami i matkami. Erotyczne spełnienie jest z punktu widzenia religii bez znaczenia, za bardzo zbliża nas do bestii, a oddala od aniołów. Ronit porzuciła rodzinę, przyjaciół i znajomych, wiedząc doskonale, że w tych ramach nigdy nie zazna spełnienia, a już na pewno nie znajdzie szczęścia. Jej nieposłuszeństwo względem religii przodków jest najwyższym przejawem wolnej woli, która nie jest niczym innym jak pragnieniem wolności właśnie. „Masz prawo wyboru” – powiedział w swoich ostatnich przed śmiercią słowach rabin, ojciec Ronit. Nie wyrzekł tych słów bezpośrednio do nieobecnej córki – zbłąkanej owcy, ale niejako zaocznie uznał jej prawo do bycia wolną. Masz prawo wyboru – to chyba najważniejsze słowa, które każdy z nas powinien powtarzać sobie codziennie, najlepiej zaraz po przebudzeniu.


3 lipca 2018

Get Out (Uciekaj!). Rasizm XXI wieku.

            „Robię się nerwowy, gdy jestem w otoczeniu samych białych ludzi” – mówi Chris (świetny Daniel Kaluuya), czarnoskóry młodzieniec wizytujący po raz pierwszy rodzinę swojej białej dziewczyny, Rose (dobrze znana z serialu Dziewczyny Allison Williams). Gdy brat Rose, Jeremy, komplementuje jego ‘genetyczny makijaż’ Chris czuje się jeszcze bardziej nieswojo, tym bardziej że rodzice Rose są wręcz przesadnie mili, na każdym kroku chcąc mu najwyraźniej zaimponować swoim liberalizmem i otwartością. Dean Armitage (Bradley Whitford), ojciec Rose, niestrudzenie powtarza, że zagłosowałby na Baracka Obamę po raz trzeci, gdyby tylko było to możliwe. Liberalne poglądy nie przeszkadzają jednak rodzinie Armitage trzymać czarną służbę w postaci gosposi i ogrodnika, którzy na dodatek nie zachowują się jak typowi czarni znajomi Chrisa, wzbudzając w nim coraz większy niepokój. Uciekaj! zaczyna się jak satyryczny dramat o poczuciu braku przynależności do określonego społecznego (i rasowego) kręgu, na naszych oczach przeistacza się jednak niespodziewanie w najwyższej klasy horror z komediowym zacięciem, do samego końca nie porzucając swojego ostrego komentarza odnośnie współczesnego amerykańskiego rasizmu.


          Get Out miał sekretną premierę na festiwalu Sundance w styczniu 2017 roku, wzbudzając powszechne zainteresowanie i fascynację sundance’owej publiczności, co przełożyło się miesiąc później na znakomity wynik w amerykańskim Box Office. Komercyjny i artystyczny sukces filmu doprowadził w finale do czterech oscarowych nominacji, w tym za najlepszy film, reżyserię i oryginalny scenariusz dla Jordana Peele, a także za najlepszą rolę pierwszoplanową dla Daniela Kaluuyi. Twórca obrazu i jednocześnie debiutujący reżyser, Jordan Peele, otrzymał za Uciekaj! zasłużonego Oscara w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny.


          Chris Washington (nominowany za tę rolę do Oscara Daniel Kaluuya) niechętnie godzi się na swoją pierwszą wizytę w rodzinnym domu swojej białej dziewczyny, Rose Armitage (Allison Williams, czyli Marnie z serialu Girls). Jego złe przeczucia i dyskomfort rosną jeszcze bardziej, gdy pan i pani Armitage (Bradley Whitford i Catherine Keener) przedstawiają mu swoich czarnych służących, a brat Rose, Jeremy (Caleb Landry Jones), w dość wrogi sposób komplementuje jego ‘genetyczny makijaż’. Napięcie Chrisa sięga zenitu, gdy na przyjęciu w rodzinnym domu dziewczyny jest jedyną czarną osobą, nie licząc oczywiście gosposi i ogrodnika. Gdy w końcu spotyka innego czarnoskórego, Logana (granego przez znanego z serialu Atlanta Lakeitha Stanfielda), jego początkowe podejrzenia przeradzają się w pełnowymiarowy lęk. W świecie, w którym biali są przesadnie uprzejmi, a ich komplementy co najmniej dwuznaczne, czarni natomiast nie zachowują się i nie mówią jak typowi przedstawiciele swojego środowiska, Chris w ogóle nie widzi dla siebie miejsca. Ucieczka (i to szybka) wydaje się być dla niego jedyną alternatywą.


          Get Out jest nietypową gatunkową hybrydą horroru i komedii, tak samo zaskakującą, co fascynującą. Twórca obrazu, Jordan Peele, jest przede wszystkim aktorem komediowym (znanym choćby z telewizyjnego show Key and Peele), nikt nie spodziewałby się po nim tak ciętego i udanego zarazem społecznego komentarza, ujętego w dodatku w ramy pierwszorzędnego horroru. Zaskoczenie i sukces jest tym większy, że Peele dopiero debiutuje jako reżyser. Uciekaj! jako horror wywiązuje się znakomicie ze swojego zadania: to jeden z najlepszych filmów w tym gatunku na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Napięcie w Get Out rośnie ze sceny na scenę, osiągając swoje apogeum w rewelacyjnym finale. Z początkowego złego przeczucia przechodzimy w rosnące podejrzenia i napięcie, aż osiągamy stan paraliżującego lęku w ostatnim akcie. Get Out potwierdza tezę, że najlepsze horrory/thrillery to niezależne dzieła, nakręcone przy niewielkim budżecie: ich twórcy nie szastają pieniędzmi na efekty specjalne, bo ich po prostu nie mają, mogą natomiast skupić się na budowaniu o wiele głębszego, psychologicznego źródła lęku. Jednak to, co wynosi ten obraz na o wiele wyższy poziom w filmowej hierarchii, to jego satyryczny komentarz odnośnie rasowego napięcia we współczesnej Ameryce.


          W Get Out Jordan Peele traktuje międzyrasowe napięcie jako źródło komizmu i jednocześnie jako powód do strachu. W obu przypadkach porusza się po śliskim oraz niebezpiecznym terenie z niebywałym znawstwem. Komedia to dla Peele nie pierwszyzna, co od razu widać w Uciekaj! Jako komediowy aktor reżyser Get Out potrafi umiejętnie sportretować lęk czarnych przed wyobrażeniami, jakie na ich temat mogą mieć biali. Najlepiej widać to na przykładzie najlepszego przyjaciela głównego bohatera, Roda (w tej wybitnie komediowej kreacji wystąpił Lil Rel Howery). Rod jest mianowicie święcie przekonany, że biali mają hopla na punkcie czarnoskórych seks-niewolników i gotów nawet pójść na policję, aby dowieść swoich podejrzeń. Jako syn czarnego mężczyzny i białej kobiety oraz mąż białej aktorki Jordan Peele coś wie na temat uprzedzeń i stereotypów, jakie mają względem siebie obie rasy. W Get Out żarty zostają w pewnym momencie odłożone na bok, a paranoiczne lęki przestają już być tak paranoiczne, przeistaczając się za to w najgorszy koszmar. „Czarne jest teraz w modzie” – mówi do głównego bohatera jeden z jego białych rozmówców na przyjęciu, jednocześnie taksując go wzrokiem. W ten między innymi sposób objawia się rasizm w XXI wieku – tak jak kulturowe zawłaszczenie jest jednym z przejawów współczesnego kolonializmu, tak samo jedna rasa może chcieć przywłaszczyć sobie wszystko to, co uważa za przejaw wyższości innej rasy. Get Out pokazuje w każdym razie, że międzyrasowe napięcia mogą być pierwszorzędnym materiałem na wybitny horror.


17 czerwca 2018

Oh Lucy! (Ach, Lucy!). Amerykańskie alter ego.

          Znudzona pracą i życiem samotna Japonka o imieniu Setsuko (Shinobu Terajima) trafia w Tokio na nietypowy kurs angielskiego, prowadzony przez przystojnego Amerykanina, Johna (Josh Hartnett). Metoda Johna polega na przełamywaniu językowych barier nieśmiałych i formalnych Japończyków za pomocą amerykańskiej otwartości i totalnej dezynwoltury. John uczy Setsuko na pierwszej lekcji, że w swojej wymowie Amerykanie są leniwi i zrelaksowani, i taki też leniwy i zrelaksowany jest amerykański angielski. Na kursie Johna myszowata i zblokowana Setsuko zamienia się w swoje amerykańskie alter ego - platynową blondynkę Lucy, która zaczyna doceniać wartość fizycznego kontaktu w postaci częstych przyjacielskich uścisków Johna… Ale wtedy John niespodziewanie wraca do Ameryki, a wraz z jego wyjazdem dla Setsuko pryska cały czar nauki angielskiego. Transformacja Setsuko w żądną przygód Lucy już się jednak zaczęła, a kobieta wkrótce potem wsiada wraz z siostrą w samolot do Los Angeles. Ameryka to w końcu kraj nowych możliwości, nieprawdaż?


          Ach Lucy! jest amerykańsko-japońską koprodukcją, napisaną i wyreżyserowaną przez Japonkę Atsuko Hirayanagi. Autorka tej tragikomedii urodziła się i wychowała w Japonii, ale obecnie mieszka na stałe w San Francisco w Stanach. Oh Lucy! jest pełnometrażowym rozwinięciem krótkometrażowego filmu Hirayanagi pod tym samym tytułem z 2014 roku (pokazywanym między innymi na Sundance). Obraz debiutował na festiwalu w Cannes w maju 2017 roku w sekcji Critics’ Week i zdobył też dwie nominacje do amerykańskich Film Independent Spirit Awards: za najlepszy debiut i dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej dla Shinobu Terajimy.


          Setsuko (zagrana przez Shinobu Terajimę) ma nieciekawą biurową pracę w Tokio, jest samotna, pali za dużo papierosów i ma zapchane do granic możliwości, ciasne mieszkanie w bloku. Gdy więc jej siostrzenica Mika (Shioli Kutsuna) prosi ją o odkupienie jej karnetu na kurs angielskiego, Setsuko godzi się spróbować czegoś nowego. I wtedy Setsuko poznaje przystojnego Johna (Josh Hartnett), przedzierzga się w blond Lucy i postanawia jechać w ślad za Johnem i Miką do Ameryki. W podróży towarzyszy jej siostra Ayako (Kaho Minami), która kiedyś ukradła jej narzeczonego, a teraz chce odszukać w Stanach zbiegłą córkę. Nieznoszące się wzajemnie siostry rozpoczynają swoją amerykańską mini odyseję z bardzo ograniczoną znajomością angielskiego, na każdym kroku zderzając swoją japońską powściągliwość z amerykańskim wyluzowaniem.


          Ach, Lucy! jest komediodramatem z elementami czarnej komedii, a znakomitą większość swojego humoru film czerpie z ciągłych zderzeń kulturowych między Ameryką i Japonią. Autorka obrazu, Atsuko Hirayanagi, jest Japonką mieszkającą w San Francisco, więc coś o różnicach między tymi dwoma społeczeństwami na pewno wie. Z pewnością nie można jej zarzucić stereotypowego potraktowania japońskiej kultury i stylu bycia, co przydarzyło się Sofii Coppoli przy okazji rozsławionego na całym świecie Między słowami z Billem Murray'em i Scarlett Johansson. Hirayanagi nie oszczędza swojej heroiny, rewelacyjnie zagranej przez Shinobu Terajimę Setsuko. Japonka w szarym kostiumie i z białą maseczką na twarzy dzień w dzień dojeżdża tokijskim metrem do swojej nudnej i nierozwijającej pracy w biurze. Setsuko wydaje się być całkowicie zgaszona, zamknięta w sobie i zblokowana w kontaktach z innymi. Gdy pewnego ranka staje się świadkiem samobójstwa w metrze (pierwsza scena w filmie), mamy pełne prawo podejrzewać, że podobne myśli być może i jej również chodzą po głowie… I wtedy Setsuko postanawia wybawić z opresji swoją siostrzenicę Mikę, przejmując po niej jej wykupiony już karnet na kurs angielskiego, co owocuje poznaniem Amerykanina Johna (po amerykańsku wyluzowany Josh Hartnett). Od tego momentu w Oh Lucy! akcent przesuwa się z dramatu na komedię, albowiem John nadaje Setsuko na kursie nowe, amerykańskie imię Lucy, co w połączeniu z otwartością i urodą Johna wydobywa w Setsuko ukryte pokłady energii i woli zmiany dotychczasowego życia. John okazuje się być prawdziwym wolnym duchem, z iście amerykańską skłonnością do improwizacji oraz życia tu i teraz, a to działa niezwykle motywująco na Lucy, alter ego drzemiące od zawsze w Setsuko.


          W Ach, Lucy! zderzenie ze sobą japońskiego formalizmu i powściągliwości z amerykańską swobodą oraz nonszalancją nie jest pochlebne dla żadnej ze stron. Obraz zapracowanego i zabieganego Tokio, z tłumami szarych biurowych pracowników w maseczkach, jest co najmniej depresyjny. Nieprzypadkowo pierwsza scena w filmie to samobójstwo jednego z takich Japończyków w garniturze pod kołami nadjeżdżającego pociągu w metrze. Sama Setsuko chodzi po mieście w maseczce przeciwko pyłom, ale jednocześnie pali papierosa za papierosem, zanosząc się co chwila od kaszlu palacza, co tylko podkreśla bezsens jej tokijskiego życia. Przemiana Setsuko w Lucy w drugiej połowie filmu czyni z niej osobę bardziej zrelaksowaną i żądną przygód, ale niekoniecznie przez to lepszą. Lucy zaczyna żyć złudzeniami, licząc na to, że podróż do Ameryki i odnalezienie Johna całkowicie odmienią jej pogrążone w stagnacji życie. Wreszcie John jest amerykańskim lekkoduchem, dzieckiem w ciele dojrzałego mężczyzny, bez stałej pracy i bez stałego dochodu, żyjącym od czynszu do czynszu w słonecznej Kalifornii. Nietrudno zrozumieć dlaczego jego osobowość może być dla Lucy o wiele bardziej pociągająca od lokalnych tokijskich kandydatów na partnera. W Ach, Lucy! Ameryka jest zdecydowanie bardziej leniwa i zrelaksowana niż Japonia, ale oprócz tego, że pozostaje krajem nowych możliwości, może być jednocześnie źródłem wielu iluzji.


1 czerwca 2018

Thoroughbreds. Gdy brak uczuć napotyka brak sumienia.

          Rodion Raskolnikow ze Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego zabił siekierą starą lichwiarkę w przekonaniu, że taka pasożytująca na ludziach wesz nie ma żadnej racji bytu. Wyrachowana zbrodnia rosyjskiego studenta dała początek budzącej się u niego moralnej świadomości popełnionego czynu i w rezultacie zakończyła się tytułową karą. W Thoroughbreds, niezależnym thrillerze i czarnej komedii jednocześnie, po latach przerwy spotykają się dwie nastoletnie przyjaciółki z czasów podstawówki. Amanda (Olivia Cooke) nie czuje absolutnie nic, co czyni z niej osobowość właściwie socjopatyczną. Lily (Anya Taylor-Joy) czuje aż za dużo, głównie negatywnych emocji w stosunku do swojego ojczyma, Marka (Paul Sparks). Gdy Amanda filozoficznie stwierdza, że ludzkie życie nie jest żadną świętością i w zasadzie nie ma większego znaczenia ni sensu, obie dziewczyny rozpoczynają knucie zbrodni doskonałej. Gdy brak uczuć (Amanda) napotyka brak sumienia (Lily), wszystko może się zdarzyć, a kara nie ma już żadnego oczyszczającego wymiaru.


          Thoroughbreds powstał oryginalnie jako sztuka teatralna Cory’ego Finleya. Zamiast jednak pójść prosto na scenę, scenariusz Finleya zamieniony został na niezależny film, z nim samym w roli reżysera. Filmowy debiut młodego autora pokazany został po raz pierwszy na Sundance Film Festival w styczniu 2017 roku. Nakręcony w stylu kina neo-noir jest Thoroughbreds intrygującym skrzyżowaniem thrillera i czarnej komedii, mając w sobie klimat oraz napięcie tego pierwszego i ociekające czarnym humorem dialogi tej drugiej.


          Lily i Amanda były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Po latach niewidzenia się próbują wskrzesić swoją znajomość w rodzinnej miejscowości u wybrzeży stanu Connecticut. Obie pochodzą z zamożnych domów i obie są szalenie inteligentne. Ich problem nie tkwi jednak w sferze intelektu, tylko w sferze emocji. Amanda (świetna Olivia Cooke, bohaterka Earl i ja i umierająca dziewczyna) jest praktycznie socjopatką, wszelkie emocje są jej obce, dlatego też ich brak musi nadrabiać obserwacją i imitacją. Lily (znana z Czarownicy Anya Taylor-Joy) rozsadzają wrogie uczucia względem nowego męża matki, Marka (Paul Sparks). Mark jest pewnym siebie snobem i bufonem, nieukrywającym wcale swojej niechęci do przybranej córki. Gdy decyduje się pozbyć z domu Lily poprzez wysłanie jej do odległej szkoły z internatem, dziewczyna angażuje Amandę i lokalnego dilera narkotyków, Tima (ostatnia przed tragiczną śmiercią w 2016 roku rola Antona Yelchina), do desperackiego planu wysłania znienawidzonego ojczyma na tamten świat.


         Angielski tytuł Thoroughbreds oznacza po polsku czystą rasę (w domyśle koni). Tytuł nawiązuje do największej pasji granej przez Cooke Amandy: konnej jazdy. W trakcie trwania filmu dowiadujemy się, że Amanda wywołała niemały skandal w swojej okolicy, na własną rękę dokonując krwawej egzekucji swojego ukochanego konia, po tym jak ten złamał nogę. Zdjęcia z tej nieplanowanej rzezi obiegły całą okolicę, czyniąc z Amandy lokalnego potwora.  Amanda nie podeszła do sprawy emocjonalnie, tylko racjonalnie, i jest to też jedyny sposób, w jaki postrzega otaczający ją świat. Osobiste uśmiercenie własnego konia było dla Amandy najszybszym i najbardziej oczywistym z rozwiązań: koń ze złamaną nogą i tak musiał zostać zabity, dlaczego zatem nie mogła tego zrobić najbliższa mu osoba, jego właścicielka? Brak doświadczenia Amandy uczynił jednak z egzekucji prawdziwą jatkę… W Thoroughbreds to skrajnie racjonalna i amoralna Amanda poddaje zdesperowanej Lily myśl zabicia obmierzłego ojczyma, ale i tym razem brak doświadczenia u obu nastolatek komplikuje całą operację.


          Lily i Amanda wydają się być pozornie swoimi przeciwieństwami. Pozbawiona emocji socjopatka Amanda jest zimnokrwista z natury, ale to narcystyczna Lily okazuje się mieć zadatki na psychopatkę. Najnormalniejszą i najcieplejszą postacią w filmie okazuje się być skazany za seks z nieletnią drobny diler narkotykowy, grany przez Antona Yelchina Tim. To właśnie przy dalekim od ideału Timie uświadamiamy sobie w pełni poziom mroku w duszach obu bohaterek. Zdesperowana Lily i do bólu racjonalna Amanda konstytuują razem niebezpieczną siłę, zagrożenie i suspens, który towarzyszy filmowi od samego początku, czyli od momentu ich pierwszego spotkania. Cory Finley stworzył w swoim debiucie charaktery, których wzajemna interakcja kreuje napięcie i nieprzewidywalność w filmie. Znakomite zdjęcia i bardzo dobrze dopasowana muzyka oraz efekty dźwiękowe tylko dopełniają mrocznej całości. W Thoroughbreds zbrodnia cały czas wisi w powietrzu, czai się w labiryncie korytarzy wystawnej rezydencji. I tylko widmo kary jako świadomości wyrządzonego zła zdaje się być tu całkowicie nieobecne.


20 maja 2018

Please Give (Daj, proszę). Co nas ściąga w dół.

          Please Give to czarna komedia Nicole Holofcener o poczuciu winy i o wszystkich tych pomniejszych rzeczach, które skutecznie zatruwają nam nasze codzienne życie. Film zaludnia cała menażeria nowojorskich charakterów, którym zawsze czegoś brakuje do szczęścia. Kate (Catherine Keener) i Alex (Oliver Platt) to małżeństwo prowadzące sklep z antykami. Kate odczuwa obsesyjne poczucie winy za każdym razem, kiedy widzi na ulicy osobę bezdomną. Alex przeżywa swój kryzys wieku średniego, z nieczystym sumieniem zdradzając żonę z młodszą kobietą. Ich dorastająca córka, Abby (Sarah Steele), nie może pogodzić się ze swoją nadwagą i trądzikiem na twarzy. Ich 90-letnia sąsiadka, Andra (Ann Morgan Guilbert), to wredna suka, chłodna i niewdzięczna wobec dwóch opiekujących się nią dorosłych wnuczek, Rebeki (Rebecca Hall) i Mary (Amanda Peet). Rebecca przechodzi przez piekło internetowych randek, a mieszkająca z nią starsza siostra Mary nie może zapomnieć o swoim byłym i jego nowej dziewczynie. Reżyserka Daj, proszę umiejętnie i z wyczuciem prowadzi swoich bohaterów, połączonych więzami krwi lub zwykłej znajomości, po krętych korytarzach labiryntu niespełnienia. Please Give to pierwszorzędna komedia charakterów, w której każda postać prowadzi na co dzień swoją nierówną walkę z tym, co ściąga ją w dół.


          Nicole Holofcener to amerykańska reżyserka i scenarzystka, znana ze swoich małych, niezależnych filmowych dzieł, w których z niezwykłą bystrością komentuje słodko-gorzką rzeczywistość międzyludzkich relacji, dorzucając do tego niejedną społeczno-ekonomiczną obserwację na temat współczesnej Ameryki. Holofcener znana jest ze swojej współpracy z aktorką Catherine Keener, która zagrała we wszystkich pięciu jej dotychczasowych filmach, poczynając od Walking and Talking (Rozmawiając, obmawiając…, 1996), poprzez Lovely & Amazing (Pięknie i jeszcze piękniej, 2001), a na Friends with Money (Przyjaciele z kasą, 2006) i Enough Said (Ani słowa więcej, 2013) kończąc. W Daj, proszę rewelacyjna jak zawsze Catherine Keener zagrała centralną postać zafiksowanej na punkcie bezdomnych Kate. Please Give, napisany i wyreżyserowany w całości przez Holofcener, pokazany został premierowo na festiwalu Sundance w styczniu 2010 roku, a następnie poza konkursem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie w tym samym roku.


          Daj, proszę rozgrywa się w całości we współczesnym Nowym Jorku, gdzie ceny nieruchomości osiągają niespotykane nigdzie indziej w Ameryce szczyty. Mają tego pełną świadomość Kate i Alex (grani odpowiednio przez Catherine Keener i Olivera Platta), którzy już nie mogą się doczekać, aż umrze ich 90-letnia sąsiadka, Andra (Guilbert), a oni będą mogli powiększyć swoje mieszkanie o jej cztery kąty. Małżeństwo Kate i Alexa dobrze prosperuje i może pozwolić sobie na dwa apartamenty dzięki swojemu sklepowi z antykami, specjalizującemu się w meblach vintage z lat 50-tych ubiegłego wieku. Bardzo dobry status ekonomiczny jest jednak źródłem nieustającego poczucia winy u społecznie świadomej Kate, u której wyrzuty sumienia przyjmują wręcz postać obsesji. Nieustannie rozdaje pieniądze bezdomnym na ulicy, interesuje się wolontariatem wśród potrzebujących, wreszcie zaprasza do siebie na kolację wredną sąsiadkę i jej dwie opiekujące się nią wnuczki, Mary i Rebekę, a wszystko to po to, aby ukoić bezdenne poczucie winy…


          Kolacja, która jest jednocześnie przyjęciem urodzinowym dla 91-letniej Andry, ma być sposobem na załagodzenie ogólnego towarzyskiego dyskomfortu, wynikającego z faktu, że sąsiedzi-gospodarze czekają właściwie na śmierć żyjącej obok staruszki, aby móc rozpocząć wyburzanie ścian, renowację i połączenie obu mieszkań. Mają tego świadomość obie wnuczki wiekowej Andry, Rebecca (Rebecca Hall) i Mary (Amanda Peet), które również dostają zaproszenie na kolację do sąsiadów babki. Wyjściowa sytuacja jest więc delikatna, a w powietrzu w mieszkaniu tej nowojorskiej kamienicy unosi się niewyartykułowany wyrzut ze strony gości i jeszcze bardziej niewypowiedziane poczucie winy ze strony gospodarzy. Scenopisarski i reżyserski talent Holofcener objawia się najpełniej w scenach takich jak ta, kiedy ludzie pod presją i w obliczu towarzyskiego dyskomfortu mówią rzeczy, których mówić nie wypada. Nie jest to w każdym razie żadnym problemem dla podeszłej Andry, która całe swoje życie była zimną suką i w obliczu zgrzybiałej starości nie ma zamiaru zmieniać swoich życiowych nawyków, do których zalicza się mówienie prawdy prosto w twarz, szczególnie chętnie wtedy, kiedy jest to prawda z gatunku tych bolesnych. Staruszka wali więc prosto z mostu, a reszta towarzystwa musi popijać winem (względnie bourbonem) powstały w ten sposób niesmak.


          Please Give to czarna komedia, względnie komediodramat, z ewidentnym społecznym zacięciem, nieobcym twórczości Nicole Holofcener. Na pierwszy plan filmu wysuwa się tu poczucie winy lepiej sytuowanych (przypadłość Kate) w obliczu bezdomności i nędzy tuż za rogiem. Abby, córka Kate, komentuje z ironią, że jej matka próbuje zbawić świat, trafnie dając do zrozumienia, że jest to niemożliwe, a w pewnych sytuacjach wręcz śmieszne, tak jak zabawny jest widok bezdomnej ze szminką Chanel na ustach. Poczucie winy Kate niczego nie zmieni na lepsze, zaburza tylko jej dobrostan i relacje z najbliższymi, którzy wcale nie podzielają jej altruistycznych ciągot. Kate tak bardzo jest zafiksowana na punkcie obcych, którym wiedzie się gorzej, że nie rozumie frustracji własnej córki ani nie podejrzewa zdrady męża. Palące poczucie winy Kate staje się jedną z tych pozornie drobnych rzeczy, które wcale nie czynią nas lepszymi, ale konsekwentnie zaburzają nasze postrzeganie rzeczywistości, ściągając nas w dół i zatruwając od środka, dzień za dniem.


6 maja 2018

Brad’s Status. Problemy pierwszego świata.

          Brad Sloan (Ben Stiller) prowadzi komfortowe życie przedstawiciela amerykańskiej klasy średniej, ma kochającą żonę, Melanie (Jenna Fischer), oraz utalentowanego muzycznie syna, Troya (Austin Abrams). Brad mieszka w Sacramento (Kalifornia) i jest właścicielem dobrze prosperującej organizacji typu non-profit, która jest jednocześnie spełnieniem jego idealistycznych marzeń z czasów młodości. Wyjazd z synem do Bostonu, celem wyboru przez tego ostatniego odpowiedniego dla siebie college’u, staje się dla Brada źródłem narastającej obsesji odnośnie własnego statusu i pozycji w społeczeństwie w porównaniu do osiągnięć jego uniwersyteckich przyjaciół. To, co na początku wygląda jak niewinna obsesja i rachunek ze swojego dotychczasowego życia, przeradza się stopniowo w prawdziwy kryzys wieku średniego, graniczący z nerwowym załamaniem. Brad’s Status jest trafiającą w punkt ciętą i inteligentną satyrą, pod pozorem obsesji i kryzysu wieku średniego tytułowego bohatera ośmieszającą problemy pierwszego świata oraz amerykańskie wyobrażenia o prawdziwym życiowym sukcesie.


          Reżyserem i jednocześnie autorem scenariusza do komediodramatu Brad’s Status jest Mike White, twórca znany ze znakomitego serialu HBO Enlightened (Iluminacja) z Laurą Dern w głównej roli, a także z licznych scenariuszy do wielu niezależnych produkcji, w tym do filmów takich jak Chuck and Buck (2000), The Good Girl (Życiowe rozterki, 2002) oraz ostatnio Beatriz at Dinner (Beatriz na kolacji, 2017), wszystkich trzech nota bene wyreżyserowanych przez Miguela Artetę. Brad’s Status miał swoją premierę na festiwalu filmowym w Toronto we wrześniu 2017 roku, w tym samym też miesiącu wprowadzony został na ekrany kin w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Po raz kolejny w Brad’s Status Mike White pokazał swój nieprzeciętny talent w kreowaniu ostrej społecznej satyry, rozprawiającej się bezlitośnie z amerykańskim kultem sukcesu.


          Brad (idealnie obsadzony Ben Stiller) jest dobiegającym 50-tki przedsiębiorcą i właścicielem własnej organizacji non-profit z Sacramento w Kalifornii. Żyje na poziomie, praca jest przedłużeniem jego młodzieńczego idealizmu, dodatkowo ma wspierającą go żonę, Melanie (znana z serialu The Office Jenna Fischer), oraz utalentowanego muzycznie syna, Troya (świetny Austin Abrams, którego zrelaksowany performans stanowi znakomitą i bardzo potrzebną antytezę w stosunku do spiętej oraz neurotycznej kreacji samego Stillera). Podróż z synem do Bostonu w ramach wizytacji uniwersytetów na Wschodnim Wybrzeżu budzi jednak w Bradzie prawdziwe demony obrachunku z dotychczasowym życiem. Czy osiągnąłem sukces? A może jestem porażką? Jak wypadam na tle swoich rówieśników? Może należało skupić się na robieniu pieniędzy zamiast realizacji idealistycznych wyobrażeń? Gdzie podziały się moje ambicje?... Takie pytania nie dają w nocy zasnąć Bradowi, podczas gdy oczami wyobraźni widzi dużo lepsze życie swoich dawnych uniwersyteckich przyjaciół.


           Ci dawni kompani Brada z czasów college’u to Craig (Michael Sheen), wykładowca na Harvardzie, polityk i komentator pracujący w Białym Domu, Jason (Luke Wilson), biznesmen i właściciel dobrze prosperującego funduszu hedgingowego, Billy (Jemaine Clement), który zdążył już sprzedać swoją technologiczną firmę i wiedzie dostatnie życie na przedwczesnej emeryturze na Hawajach, oraz Nick (Mike White), hollywoodzki reżyser. Porównując swoje życie do statusu i osiągnięć swoich znajomych rówieśników Brad przychodzi do wniosku, że do niczego właściwie nie doszedł, gubiąc gdzieś po drodze wszystkie swoje niegdysiejsze ambicje. Narastająca obsesja Brada zaczyna niepokoić jego syna, Troya, który zaczyna podejrzewać u ojca objawy nerwowego załamania. Z błędnego koła własnych myśli i ciągłego porównywania swojej kariery względem sukcesów innych wyrywa Brada przypadkowa znajomość z Ananyą (świetna Shazi Raja), znajomą swojego syna. Ananya trafnie daje Bradowi do zrozumienia, że taka rywalizacja o status białych, uprzywilejowanych mężczyzn w kapitalistycznym świecie legła u podstaw kolonializmu, ale też opresji kobiet i degradacji środowiska. Grany przez Stillera neurotyczny bohater nie potrafi docenić własnych osiągnięć, swojego dobrego życia i wspaniałej rodziny. Jego umysł zatruwają nieustannie wyobrażenia o tym, jak to jego dawni kompani z college’u mają dużo lepiej. Jak się szybko zresztą okazuje, są to jednak tylko wyolbrzymione i podkolorowane projekcje, zrodzone w wyobraźni Brada na podstawie zdjęć i komentarzy z mediów społecznościowych. Brad, podobnie jak wielu z nas na co dzień, padł ofiarą społecznościowej depresji, fałszywie zakładając, że zdjęcia i posty naszych przyjaciół z Facebooka mówią prawdę o ich rzeczywistym życiu.


          Satyra w Brad’s Status najdotkliwiej uderza w amerykański kult sukcesu i typowo kapitalistyczne przekonanie, że to ilość nagromadzonych pieniędzy i dóbr, czyli nasz materialny status, decydują ostatecznie o naszym sukcesie lub o naszej życiowej porażce. Społeczny i ekonomiczny status staje się w tym toku myślenia miernikiem naszej kariery. Nietrudno zatem na tej podstawie dojść do wniosku, że 99 procent ludzkości powinna czuć się nieszczęśliwa, porównując swoje możliwości do zasobów i zamożności najbogatszego 1 procenta… W tę pułapkę zestawiania siebie z możnymi tego świata wpada w filmie Mike’a White’a Brad, żyjąc bardziej wyobrażeniami o życiu i sukcesie innych niż rzeczywistą wiedzą z pierwszej ręki na ten temat. Z czasem Brad przekonuje się zresztą, że życie dawnych przyjaciół wcale nie jest tak kolorowe i szczęśliwe, jakby wynikało z gromadzonego w mediach społecznościowych dossier. Otrzeźwiany przez żonę, syna i wreszcie bystrą Ananyę, Brad do końca nie potrafi jednak otrząsnąć się ze swojego kryzysu i w pełni docenić to, co ma. 50-tka na karku i wysyłanie dzieci na uniwersytet to chyba ten wiek, w którym robimy zazwyczaj rachunek naszego życia i sprawdzamy dokąd zaprowadziły nas nasze ambicje lub ich brak. Postać neurotycznego i obsesyjnego Brada bardzo przypomina inne niezależne kreacje Bena Stillera, głównie te z dwóch filmów Noah Baumbacha, w których Stiller zagrał główne role: Greenberga i Tej naszej młodości (While We’re Young). Amerykańskie kino niezależne w kontrze do wysokobudżetowych produkcji z Hollywood woli za swój temat brać porażkę aniżeli powodzenie. I chwała mu za to. Bohater Brad’s Status osiągnął w naszych oczach sukces, a czuje się jak nieudacznik. To jest właśnie ten główny problem pierwszego świata.


22 kwietnia 2018

The Meyerowitz Stories (New and Selected). Jesień patriarchy.

          Kino niezależne patologią się żywi i z patologii żyje. Opowieści o rodzinie Meyerowitz (utwory wybrane) Noah Baumbacha to kolejny wybitny niezależny amerykański obraz z dysfunkcyjną rodzinką w centrum zainteresowania. Tytułowa familia Meyerowitz to Żydzi z nowojorskiego Manhattanu z iście Woody Allen’owską skłonnością do nadmiernej konwersacji. Klanowi przewodzi szacowny patriarcha w osobie Harolda Meyerowitza (znakomity Dustin Hoffman), nie do końca spełniony rzeźbiarz i wykładowca na emeryturze, który z czterech nieudanych małżeństw ma w sumie trójkę dzieci, każde na swój sposób skrzywione przez ojca i jego ewidentny brak zainteresowania spłodzonym już potomstwem. Gdy patriarcha niedomaga, do Nowego Jorku ściąga w komplecie trójka jego pociech, a że są to Żydzi, na dodatek pyskaci i z artystycznymi inklinacjami, to na brak humoru oraz osobliwego ekscentryzmu narzekać nie możemy.


          The Meyerowitz Stories (New and Selected) powstał w całości jako oryginalna produkcja dla Netflixa, internetowej platformy streamingowej, która ze zwykłej wypożyczalni płyt DVD w sieci wyewoluowała w ostatnich latach w telewizyjnego giganta, producenta wielu oryginalnych i wybitnych seriali, ale także i filmów. Opowieści o rodzinie Meyerowitz (utwory wybrane) to właśnie przykład takiej niezależnej filmowej produkcji Netflixa, która poziomem i jakością nie ustępuje światowej czołówce. Nie powinno zatem dziwić, że ten komediodramat, napisany i wyreżyserowany przez Noah Baumbacha, walczył w maju 2017 roku o Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, gdzie też odbyła się jego światowa premiera. Jako produkcja Netflixa The Meyerowitz Stories (New and Selected) nie był w ogóle wyświetlany w kinach po premierze, trafił natomiast do międzynarodowej dystrybucji w formie streamingu w połowie października 2017 roku, co oznacza, że tego samego dnia można go było obejrzeć w każdym kraju świata, w którym Netflix ma swoją internetową platformę. W polskim Netflixie film można znaleźć pod tytułem Opowieści o rodzinie Meyerowitz (utwory wybrane).


          Harold Meyerowitz (świetnie obsadzony Dustin Hoffman) jest emerytowanym artystą-rzeźbiarzem, mieszkającym na nowojorskim Manhattanie wraz ze swoją czwartą już żoną, Maureen (znakomita jak zawsze Emma Thompson). W filmie poznajemy trójkę jego dzieci z poprzednich małżeństw: Danny’ego (Adam Sandler), Matthew (Ben Stiller) oraz Jean (Elizabeth Marvel). Każde z nich ma do ojca pretensje i czuje się przez niego w jakiś sposób skrzywdzone. Danny i Jean byli przez rodziciela zaniedbywani po jego rozwodzie z ich matką, cała uwaga i nadzieje Harolda skupiły się natomiast na osobie Matthew, owocu jego kolejnego nieudanego związku. Nadmiar uwagi może być jednak równie niszczący co jej niedobór. Trójka rodzeństwa zbliża się do siebie po latach w chwili rodzinnego kryzysu, w momencie gdy senior rodu trafia do szpitala. Choroba patriarchy pozwala wypłynąć wszystkim traumom i zatargom z przeszłości, czyniąc z filmu Baumbacha słodko-gorzki portret dysfunkcyjnej rodziny.


          Jednym z największych pozytywnych zaskoczeń tego filmu jest rewelacyjna kreacja Adama Sandlera jako Danny’ego, starszego syna Harolda Meyerowitza. Adam Sandler znany jest przede wszystkich z przygłupich wysokobudżetowych komedii, w których wciela się zazwyczaj w faceta wyposażonego w mózg niedojrzałego dzieciaka. Postać Danny’ego jest dla Adama Sandlera nie byle odskocznią od ról zidiociałych delikwentów i stanowi koronny dowód na jego pierwszorzędny aktorski kunszt. Jego Danny jest utalentowanym muzykiem, który dawno temu porzucił grę na fortepianie ze względu na silny stres towarzyszący mu podczas publicznych wystąpień. Brak kariery Danny rekompensuje sobie bardzo dobrymi relacjami z córką, Elizą (Grace Van Patten), która również posiada artystyczne skłonności, w tym wypadku w kierunku sztuki filmowej. Danny nie ma jednak dobrych kontaktów z ojcem, który zawsze ignorował i deprecjonował go oraz jego rodzoną siostrę Jean na korzyść ich młodszego przyrodniego brata, Matthew (Ben Stiller). Matthew jako jedyny w rodzinie nie ma żadnych artystycznych zadatków, zrobił natomiast imponującą karierę w finansach. On jednak również ma niemało pretensji do ojca, co prawda z zupełnie innych niż rodzeństwo pobudek. Obraz patologicznej rodzinki dopełnia z silnym komicznym wydźwiękiem Emma Thompson w roli Maureen, nieustannie się alkoholizującej czwartej i bezdzietnej żony Harolda. Noah Baumbach po raz kolejny stworzył kipiący od inteligentnych dialogów scenariusz w stylu Woody’ego Allena, a umieszczenie akcji filmu wśród żydowskiej rodziny na Manhattanie jeszcze bardziej upodabnia obraz Baumbacha (w końcu też Żyda z Nowego Jorku) do najlepszych Allenowskich produkcji.


          Oglądając Opowieści o rodzinie Meyerowitz poza Woody’m Allenem do głowy przychodzi też Wes Anderson, w szczególności jego Genialny klan (The Royal Tenenbaums) z 2001 roku, gdzie również w centrum zdarzeń mamy ekscentryczną i mocno dysfunkcyjną familię. Podczas gdy Wes Anderson sprzedaje patologię z kamienną twarzą oraz wzmocnioną dawką komicznego ekscentryzmu i zdziwaczenia, Noah Baumbach robi to całkiem na serio, a humor w jego filmach wynika ze skomplikowanych międzyludzkich relacji jego bohaterów, miotających się najczęściej między niespełnieniem w prywatnym i zawodowym życiu a poczuciem zasługiwania na coś o wiele lepszego. Ten dysonans pomiędzy wybrakowaną rzeczywistością a przekonaniem o byciu wartym czegoś więcej pojawia się i w Walce żywiołów (The Squid and the Whale), i w Greenbergu, a nawet we Frances Ha, Mistress America i Tej naszej młodości (While We’re Young). Harold Meyerowitz jako patriarcha rodu cierpi właśnie na tę chorobę wiecznego niespełnienia i niedowartościowania (a może po prostu bycia niedocenionym), która jest praźródłem wszystkich pozostałych patologii w rodzinie. Niczym zakompleksiony dyktator swoje państwo tak Harold terroryzuje swoje potomstwo brakiem miłości i ignorancją (casus Danny’ego i Jean) lub wygórowanymi oczekiwaniami wobec przyszłości oraz kariery (przypadek Matthew). Wszystko to bierze się z jego własnych rozczarowań jako mało znanego artysty-rzeźbiarza, który na końcu życiowej drogi nie jest pewien wartości swojej sztuki.


8 kwietnia 2018

The Family Fang (Rodzina Fangów). Sztuka to czy żart?

           Annie i Baxter Fang (grani przez Nicole Kidman i Jasona Batemana) to artystycznie uzdolnione rodzeństwo. Ona jest wypaloną aktorką, on wypalonym pisarzem. Oboje zaczynają robić dość nieodpowiedzialne rzeczy w swoim życiu, które krok po kroku zaczyna zamieniać się w chaos. Jakby tego było mało, pewnego dnia bez śladu znikają ich rodzice, Caleb i Camille Fang (w których wcielają się Christopher Walken i Maryann Plunkett). Już od pierwszej w filmie sceny wiemy, że to właśnie rodzice są praprzyczyną wszelkiego chaosu i dysfunkcji w życiu dwojga swoich dzieci. Camille i Caleb Fang to para performersów, specjalizujących się w sztuce konceptualnej. W swoich kontrowersyjnych performansach i happeningach wykorzystywali w przeszłości dwójkę swoich małych dzieci, które teraz jako dorośli nie mogą im tego wybaczyć i obarczają ich winą za wszelkie swoje życiowe problemy. Tajemnicze zniknięcie rodzicieli jest szansą dla Annie i Baxtera na uwolnienie się spod ich destrukcyjnego wpływu. Ale może to tylko kolejny żart w ich wydaniu?


          Rodzina Fangów wyreżyserowana została przez aktora Jasona Batemana, który jednocześnie zagrał jedną z dwóch głównych ról w filmie. Komediodramat jest adaptacją powieści pod tym samym tytułem autorstwa Kevina Wilsona (scenariusz napisał David Lindsay-Abaire). The Family Fang miał swoją światową premierę na TIFF (Toronto International Film Festival) we wrześniu 2015 roku. Obraz doceniono przede wszystkim za frapujący portret dysfunkcyjnej rodziny i znakomite aktorstwo, w szczególności w wykonaniu Nicole Kidman i Christophera Walkena.


          Camille i Caleb Fang byli znani i szeroko dyskutowani w latach 60-tych i 70-tych XX wieku, kiedy to powstała większość ich performerskich happeningów. W swojej sztuce, obliczonej na wywołanie zaskoczenia, a nawet zgorszenia wśród niespodziewającej się niczego przypadkowej publiczności, para wykorzystywała dwójkę swoich małych dzieci, nazywanych dla potrzeb spektaklu Dzieckiem A (Annie) i Dzieckiem B (Baxter). Kathryn Hahn i Jason Butler Harner wcielają się w młodsze wersje kontrowersyjnych rodziców. Christopher Walken i Maryann Plunkett natomiast odtwarzają ich współczesne wcielenia. Pomimo zaawansowanego wieku para nie porzuciła jednak swojej sztuki, teraz działają już bez pomocy dzieci, które chcą mieć z nimi jak najmniej wspólnego. Gdy pewnego dnia seniorzy znikają, Annie i Baxter nie wierzą w policyjne teorie o ich uprowadzeniu bądź śmierci. Są przekonani, że to kolejny rodzicielski żart pod pozorem sztuki i rozpoczynają swoje własne prywatne śledztwo z zamiarem ich odnalezienia.


          Nie bój się. Zapanuj nad sytuacją. Jeśli utrzymasz kontrolę, chaos przydarzy się wokół ciebie, a nie tobie – te słowa niczym mantrę powtarzają sobie w kryzysowych chwilach Annie i Baxter. Kiedyś tę technikę autokontroli sprzedał im ich ojciec, teraz to jedna z niewielu związanych z nim bezpośrednio rzeczy, o których rodzeństwo chce pamiętać. W dzieciństwie Annie i Baxter nie mieli wyboru, uczestniczyli więc aktywnie jako aktorzy w dość kontrowersyjnych, przekraczających granice normalności performansach rodziców. Większość z tych zaaranżowanych spektakli wykraczała poza ogólnie przyjęte normy społeczne, polemizowała z tabu, prowokowała i szokowała niczego nieświadomych przechodniów. Kilka takich performansów widzimy w filmie w formie retrospekcji i doskonale rozumiemy, dlaczego niektóre z nich mogły pozostawić traumy w psychice naszych małych bohaterów (wystarczy zobaczyć choćby scenę kazirodczego pocałunku Annie i Baxtera w szkolnej inscenizacji Romeo i Julii czy happening w banku…). Współcześnie dorosła Annie (znakomita jak zawsze Nicole Kidman, jednocześnie producentka filmu) chętnie sięga po alkohol, sypia z facetami, z którymi sypiać nie powinna (choćby dlatego, że przed chwilą udzielała im wywiadu), wreszcie jej aktorska kariera zmierza donikąd, a ona sama dla podbicia popularności decyduje się na upokarzającą scenę topless. Jej brat natomiast utknął w miejscu ze swoją trzecią książką, po tym jak druga okazała się całkowitym niewypałem. Grany przez Jasona Batemana (jednocześnie reżysera i producenta obrazu) Baxter robi jeszcze głupsze rzeczy, w końcu na początku filmu trafia do szpitala ciężko raniony wystrzelonym z bliskiej odległości ziemniakiem…


          Po zniknięciu rodziców, które policja bierze całkiem na serio i podejrzewa morderstwo, Annie i Baxter łączą siły, aby udowodnić, że niesforni rodziciele znowu sobie z wszystkich zakpili. W ramach prywatnego śledztwa oglądają stare zapisy video różnych performansów z własnym udziałem, szukając w nich wskazówek co do miejsca przebywania Fangów. Zamiast tego uzmysławiają sobie skalę eksploatacji, jakiej byli poddawani przez rodziców w dzieciństwie. The Family Fang jest komediodramatem, który w lekki i nostalgiczny wręcz sposób traktuje tak poważne tematy jak rodzinna dysfunkcja czy psychologiczna przemoc. Caleb i Camille Fang nie powinni byli mieć dzieci. Skoro jednak już je spłodzili, to nie mieli prawa inkorporować ich jako aktorów do swoich happeningów. Christopher Walken jako Caleb Fang jest bardzo przekonujący i też trochę przerażający w roli ojca, który bardziej ceni swoją ‘artystyczną spuściznę’ niż dobrostan i zdrowie psychiczne własnych dzieci. Caleb od początku traktował potomstwo tylko jako środek do celu, którym dla niego od zawsze była konceptualna sztuka. Poza tym jest zdania, że wszyscy rodzice w jakimś sensie niszczą własne dzieci, ale co z tego? W końcu ten proceder trwa z pokolenia na pokolenie od zarania ludzkości właściwie… Nie mogąc zmienić rodziców, Baxter i Annie mogą jedynie spróbować naprawić samych siebie. Ale czy jest to w ogóle możliwe? Baxter uważa, że tak i w scenie wykładu, w którym opowiada o byciu pisarzem, podaje swoją receptę na chaos w sobie i na zewnątrz. Otóż to właśnie pisanie jest dla Baxtera formą zapanowania nad wszechogarniającym chaosem: w swojej sztuce ma on całkowitą kontrolę nad tym, co dzieje się w jej obrębie. To kontrola twórcy nad własną kreacją daje mu nadzieję na triumf wobec postępującego chaosu tego świata.


25 marca 2018

I, Tonya (Jestem najlepsza. Ja, Tonya). Zostawiona na lodzie.

          Nie brakuje ostatnio w USA wybitnych niezależnych filmów, w których w centrum zainteresowania twórców pozostają trudne relacje między matką i córką. Myślę tutaj przede wszystkim o obrazach takich jak Patti Cake$ czy Lady Bird. I, Tonya w reżyserii Craiga Gillespie’go jest najbardziej mrocznym dziełem spośród tych trzech niezależnych pereł. Na początku 1994 roku historią łyżwiarki figurowej Tonyi Harding żyła cała Ameryka, zanim jeszcze zaczęła żyć historią O.J. Simpsona. W biograficznym komediodramacie o karierze i upadku słynnej amerykańskiej łyżwiarki czarnym charakterem nie jest jednak sama Tonya Harding (grana przez Margot Robbie), ale jej matka z piekła rodem, LaVona Golden (Oscarowa rola Allison Janney). Margot Robbie i Allison Janney stworzyły wspólnie wybuchowy aktorski duet, który czyni z I, Tonya agresywną czarną komedię, nieustannie prowokującą do śmiechu przez łzy.


          Jestem najlepsza. Ja, Tonya jest ciekawym gatunkowym mariażem. To jednocześnie film biograficzny i czarna komedia w konwencji mockumentary, czyli fałszywego dokumentu. Rzadko kiedy w kinematografii opowiada się tragiczne życiowe historie w kostiumie czarnej komedii i z przymrużeniem oka. W I, Tonya ten zabieg zdaje jednak egzamin, i to na najwyższą ocenę. Film w reżyserii Craiga Gillespie’go do scenariusza Stevena Rogersa pokazano po raz pierwszy na Toronto International Film Festival we wrześniu 2017 roku. Doceniono w nim w szczególności aktorskie kreacje Allison Janney i Margot Robbie. Obie aktorki otrzymały nominację do Oscara, przy czym Allison Janney zdobyła statuetkę Akademii w swojej kategorii jako najlepsza aktorka drugoplanowa (zdobywając wcześniej również Złotego Globa i nagrodę BAFTA). I, Tonya zdobył również trzecią Oscarową nominację w kategorii najlepszy montaż (dla Tatiany S. Riegel). Warto również przypomnieć, że reżyser filmu, Craig Gillespie, zrobił całą dekadę wcześniej znakomitą Miłość Larsa (Lars and the Real Girl) z Ryanem Gosling'iem w głównej roli.


          Tonya Harding (godna wszelkich pochwał kreacja Margot Robbie) nie miała łatwo. Bycie zawodową łyżwiarką figurową to ciężki kawałek chleba, szczególnie jeśli nie posiada się urody księżniczki z bajki. Niskie pochodzenie społeczne i brak ogłady nie były jednak największym problemem bohaterki I, Tonya. Jej przekleństwem stali się jej najbliżsi: w pierwszej kolejności jej demoniczna wręcz matka, LaVona Golden (Oscarowa rola Allison Janney), a następnie pierwszy mąż, Jeff Gillooly (świetny Sebastian Stan). To z ich rąk nasza bohaterka doświadczyła niemało fizycznej i psychicznej przemocy. Jeff Gillooly był też tym, który bezpośrednio przyczynił się do zrujnowania jej łyżwiarskiej kariery. I, Tonya w dość niekonwencjonalnej formie prezentuje biografię jednej z najbardziej znienawidzonych w swoim czasie kobiet w Ameryce.


          Nie jest żadną tajemnicą, że I, Tonya rehabilituje w pewnym sensie swoją bohaterkę. Atak na jej największą rywalkę, Nancy Kerrigan, i jej uwikłanie w tę sprawę uczyniło z Tonyi Harding przedmiot powszechnej medialnej nagonki w 1994 roku. Incydent doprowadził do pozbawienia Harding wszystkich jej łyżwiarskich tytułów i sądowego wyrzucenia z zawodu. Jeden skandal skutkował całkowitą ruiną i końcem jej kariery. Tonya Harding była przez moment kochana, po czym została znienawidzona i wreszcie zapomniana. Jej filmowa biografia w konwencji fałszywego dokumentu, z zainscenizowanymi wywiadami z jej odgrywanymi przez aktorów bliskimi, ukazuje kobietę skazaną na porażkę, i to właściwie od samego początku. Niekochająca jej, bijąca ją i znęcająca się nad nią psychicznie matka to już wystarczający powód, aby usprawiedliwić niejeden grzech na sumieniu Tonyi Harding. Równie toksyczna i nacechowana domową przemocą relacja z pierwszym mężem popycha nas jeszcze mocniej w stronę współczucia dla heroiny filmu. Tonya nie miała wykształcenia ani dobrych manier. Była prostą i biedną amerykańską dziewczyną z Portland w Oregonie, redneck’iem po amerykańsku, wieśniarą po polsku. Jej niskie klasowe pochodzenie odejmowało jej automatycznie punkty na konkursach łyżwiarskich, daleka od klasycznej urody twarz również nie przysparzała popularności. Czy w świetle takiej biografii można mieć jeszcze pretensje, że Tonya Harding staje się w filmie ofiarą?


          Czarny humor przebija w I, Tonya w kreacjach drugoplanowych, w szczególności w odniesieniu do postaci LaVony Golden, matki słynnej łyżwiarki. Allison Janney stworzyła tu postać kobiety-potwora, tak strasznej i wyzutej z wszelkiej empatii, że aż śmiesznej w swoim spotwornieniu. Jeśli przemoc i poniżanie były sposobem matki na uczynienie z córki najlepszej w swoim fachu, to już lepsza jest całkowita obojętność niż tak pojęta ‘troska’ o karierę dziecka. I, Tonya ogląda się chwilami jak Precious (Hej, skarbie) w wersji mocno wybielonej: ‘białe śmieci’ zastąpiły tutaj czarną biedotę. Główną bohaterkę otacza stado idiotów, typowych amerykańskich redneck’ów, którzy ściągają ją ze sobą na dno. Szybki wzlot i bolesny upadek Tonyi Harding uwiarygodniają jej tezy, że Ameryka chce kogoś kochać i chce kogoś nienawidzić, nie ma też czegoś takiego jak obiektywna prawda, a każdy ma swoją własną wersję wydarzeń.  Taki jest też sam film Gillespie’go: nie sili się na przedstawienie najbliższej prawdy wersji wydarzeń, miesza dramat i biografię z czarną komedią i fałszywym dokumentem, z przymrużeniem oka i humorem opowiadając tragiczną historię dziewczyny zostawionej na lodzie. Wreszcie grająca wsiową Harding Margot Robbie to piękna Australijka o klasycznej urodzie, skutecznie pobrzydzona trwałą, makijażem i pstrokatą modą z początku lat 90-tych XX wieku. Nie szukajmy zatem w I, Tonya obiektywnej prawdy, która w odniesieniu do natury ludzkiej być może w ogóle nie istnieje, znajdźmy natomiast w tym filmie tragikomiczną twarz współczesnej Ameryki.