13 września 2015

Ain't Them Bodies Saints (Wydarzyło się w Teksasie). Film niczym folkowa pieśń.

          Ain't Them Bodies Saints jest celebracją starej szkoły filmowej, zarówno w warstwie fabularnej, jak i wizualnej. Film Davida Lowery’ego bogato czerpie z amerykańskich archetypów, tradycji westernu, kryminalnego kina akcji, a przede wszystkim z arcydzieł kina lat 60-tych i 70-tych. Pomimo oczywistych inspiracji niezależne dzieło tego młodego reżysera tworzy unikalny świat z niepowtarzalnym klimatem oraz poruszającą historią. Ain't Them Bodies Saints jest znakomitym przykładem niezależnej produkcji, która skromnym nakładem środków oddaje godny hołd niezapomnianym klasykom Hollywood.


          Obraz Lowery’ego po raz pierwszy pokazany został na Sundance Film Festival na początku 2013 roku i z miejsca doceniono go za stronę wizualną: specjalną nagrodę za zdjęcia do filmu odebrał na imprezie jego operator Bradford Young. Pisząc scenariusz do filmu David Lowery inspirował się archetypiczną już historią pary amerykańskich przestępców: Bonnie i Clyde’a. W tym przypadku archetyp zadziałał bezbłędnie, po raz kolejny tworząc chwytającą za serce opowieść.


          W Ain't Them Bodies Saints Bob (Casey Affleck) ucieka na początku lat 70-tych z więzienia i zmierza w  swej długiej wędrówce do Teksasu, gdzie wraz z ich czteroletnią córką przebywa jego żona Ruth (Rooney Mara). Jego tropem podążają łowcy głów, a lokalna policja w Teksasie również przygotowuje się na jego spodziewane przybycie. Bob za wszelką cenę chce połączyć się z ukochaną żoną i nigdy nie widzianą córką, jednak ma przeciwko sobie właściwie wszystkich, od prawa i policji począwszy, a na stanowczym opiekunie żony i córki Skerritt’ie (znakomity Keith Carradine) skończywszy. Czy dokona niemożliwego?


          Obraz Davida Lowery’ego ma bardzo prostą, nieskomplikowaną fabułę, bazującą na popularnej  w amerykańskim kinie figurze będącego poza prawem uciekiniera, próbującego przełamać fatum i zawalczyć o jednostkowe szczęście. Grany przez Casey’a Afflecka Bob również ma marzenia: pragnie zabrać z Teksasu żonę i córkę, a następnie gdzieś daleko zbudować dom na farmie. Nie liczy się wyrok, nie liczy się pogoń, nie liczy się opór najwierniejszych mu osób. Nikt poza Bob’em nie wierzy w spełnienie jego planów, nawet oddana mu całym sercem Ruth (świetna Rooney Mara). Cztery lata samotnego wychowywania ich wspólnej córki Sylvie i nieustannego czekania na powrót męża wyczerpały ją doszczętnie, teraz chce wreszcie odpocząć. Pomoc Ruth oferuje policjant Patrick (Ben Foster), który stara się w pozbawionym mężczyzny domu wziąć na swoje barki figurę ojca. Opowiedziana w Ain't Them Bodies Saints historia równie dobrze mogłaby stanowić kanwę jakiejś klasycznej folkowej ballady, zaśpiewanej kiedyś przez Boba Dylana. Grana przez Keitha Carradine’a postać Skerritt’a, dość enigmatycznego sąsiada i anioła stróża Ruth, to kolejny archetyp rodem z westernu. Jego niejednoznaczna persona jest istnym ucieleśnieniem moralnych dylematów tego rodzaju kina.


          Ain't Them Bodies Saints zebrało najwięcej pochwał od krytyków za swoją stronę wizualną, a przede wszystkim za przepiękne zdjęcia autorstwa Bradforda Younga. Dzięki niemu film tonie w przyciemnionych, ‘brudnych’ kolorach, rewelacyjnie współgrających (razem z muzyką) ze zmierzchem i dekadencją jego głównych postaci. Protagoniści obrazu wyłaniają się często z mroku oświetleni światłem zachodzącego słońca, księżyca lub lampy naftowej, tak jakby życie w ciemności było ich naturalną formą egzystencji, a ucieczka przed jasnością dnia sposobem na przetrwanie. Miejsce akcji, fabuła oraz wyjątkowe zdjęcia budzą żywe skojarzenia z filmem Niebiańskie dni (Days of Heaven) Terrence’a Malicka z 1978 roku, a także z jego wcześniejszym Badlands z 1973 roku. Wszystkie trzy obrazy łączy z pewnością jedno: skontrastowanie piękna filmowanego świata z cierpieniem i tragicznym losem zamieszkujących go bohaterów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz