6 listopada 2016

Captain Fantastic. Utopia?

          Tytułowy Captain Fantastic to Ben (fenomenalny Viggo Mortensen), wychowujący szóstkę swoich dzieci na łonie przyrody na Wybrzeżu Północno-Zachodnim Stanów Zjednoczonych (stan Waszyngton). Dzieciaki dorastają bez dostępu do prądu, nie chodzą do szkoły, żyją całkowicie poza współczesnym społeczeństwem. Ojciec kształci je sam, wprawiając swoje pociechy w sztuce przetrwania: dzieci potrafią same upolować zwierzynę, oprawić ją i przyrządzić. Same też szyją sobie ubrania oraz doskonalą się w sztukach walki (świetnie władają nożem). O cywilizacji wiedzą tyle, ile wyczytają w książkach swego ojca, który definiuje dla nich coca-colę jako „zatrutą wodę”, a zamiast Bożego Narodzenia świętuje dzień urodzin filozofa Noama Chomsky’ego… Fantazja? Idealistyczna utopia? Satyra na współczesne społeczeństwo? Captain Fantastic jest po trosze tym wszystkim i czymś o wiele więcej: to po prostu genialny kawał kina.


          Captain Fantastic jest dziełem Matt’a Ross’a, aktora i reżysera, znanego głównie z komediowego serialu Silicon Valley (Dolina Krzemowa) stacji HBO, gdzie gra postać nieprzewidywalnego i diabolicznego wręcz szefa korporacji Gavina Belsona. Matt Ross samodzielnie napisał scenariusz do swojego drugiego pełnometrażowego filmu, zainspirowany przede wszystkim trudnymi wyborami, z jakimi musi się zmagać na co dzień odpowiedzialny za swoje dzieci ojciec. Komediodramat debiutował na początku 2016 roku na festiwalu Sundance, po czym pokazywany był w sekcji Un Certain Regard Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes, w ramach której Matt Ross otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera. Captain Fantastic podbił też serca czeskiej widowni, otrzymując prestiżową Nagrodę Publiczności na tegorocznym festiwalu w Karlowych Warach. Poza znakomitym scenariuszem i reżyserią, obraz został także doceniony za świetną aktorską kreację Viggo Mortensena (całkowicie zasłużona nominacja do Oscara za najlepszą rolę męską) oraz za swoje mocno polemiczne przesłanie.


         Charyzmatyczny Ben (Viggo Mortensen) żyje z szóstką swoich dzieci na dziewiczym Wybrzeżu Północno-Zachodnim Stanów Zjednoczonych (Pacific Northwest). Wspólnie z żoną Ben podjął radykalną decyzję o odseparowaniu się wraz z całą rodziną od współczesnego kapitalistycznego społeczeństwa, rozpoczynając życie według własnych idealistycznych zasad. Niestety żona Bena, Leslie (Trin Miller), boryka się z chorobą dwubiegunową i depresją, popełniając w końcu samobójstwo. Ben decyduje się wyruszyć wraz z potomstwem do Nowego Meksyku na jej pogrzeb. Powrót do cywilizacji będzie prawdziwym testem i próbą charakteru dla wszystkich jego dzieci, od dekady wychowywanych z dala od nowoczesnego społeczeństwa.


          Captain Fantastic ociera się o genialność, gdy Ben z dziećmi w komplecie rusza swoim autobusem z Waszyngtonu do Nowego Meksyku na pogrzeb ukochanej żony i matki. Podróż przez Stany Zjednoczone to wyjątkowa okazja do zjadliwej krytyki amerykańskiego społeczeństwa i reguł nim rządzących, a Ben nie zamierza z tej pokazowej lekcji rezygnować. Dzieci, na czele z pierworodnym Bodevanem (George MacKay), podzielają ojcowski punkt widzenia. Ekologiczno-socjalistyczny sposób życia blisko natury wcale im nie przeszkadza, a amerykańska popkultura w ogóle im nie imponuje. Pociechy Bena są zdziwione skalą otyłości napotykanych ludzi, a wizyta w taniej restauracji (amerykański diner) kończy się szybkim wyjściem i stwierdzeniem, że prawdziwego pożywienia dostać tam nie sposób. Z okazji urodzin filozofa i pacyfisty Noama Chomsky’ego dzieci dostają od ojca głównie broń i książki, wszystko co niezbędne do przetrwania w lesie. Przeciwko bardzo surowym ojcowskim strategiom wychowawczym buntuje się właściwie tylko młodszy syn Rellian (Nicholas Hamilton), ale ten głównie ze względu na ból i rozpacz po tragicznej śmierci matki. Prawdziwe zderzenie światopoglądowe następuje w momencie pojawienia się rodziny w Nowym Meksyku na pogrzebie matki. Ben chce za wszelką cenę wypełnić ostatnią wolę swojej zmarłej żony-buddystki i skremować jej ciało. Jego teściowie jednak stawiają na swoim i grzebią ją na lokalnym cmentarzu, grożąc zięciowi aresztem za wychowywanie dzieci poza amerykańskim systemem edukacyjnym. Wizyta u dziadków grozi prawdziwym rozpadem rodziny i odebraniem Ben’owi praw rodzicielskich.


          Film Matt’a Ross’a można potraktować jako idealistyczną utopię, a nawet czystą fantazję, zrodzoną ze zjadliwej krytyki współczesnego amerykańskiego społeczeństwa kapitalistycznego, kontrolowanego w pierwszym rzędzie przez wielkie korporacje. Filmowy Ben hołduje socjalistycznym ideałom, postrzegając korporacyjną Amerykę jako faszystowski reżim, w którym role dyktatorów odgrywają największe korporacje. Ten radykalny punkt widzenia skłania go do wychowania swoich dzieci w duchu survivalu, przez co muszą one polegać wyłącznie na swoich fizycznych oraz intelektualnych umiejętnościach w celu przetrwania trudów życia w stanie dzikim i całkowicie poza społecznymi ramami. Viggo Mortensen stworzył w tym obrazie jedną z najważniejszych kreacji swojego życia. Jego Ben Cash jest surowy i twardy wobec swoich dzieci, potrafi jednak być także czułym oraz kochającym ojcem. Jego charyzma upodabnia go do lidera jakiegoś religijnego kultu, z dziećmi jako jego wiernymi wyznawcami. Rodzinę Cash’ów odróżnia jednak od sekty krytyczne myślenie, które Ben zaszczepia u dzieci. Zamiast represjonować sprzeciw i wymuszać posłuszeństwo, ojciec polemizuje i w końcu akceptuje też autonomiczną decyzję najstarszego syna o wyjeździe za granicę. Ostatnie w filmie sceny, szczególnie scena buddyjskiego pogrzebu matki oraz końcowa wizja dalszego życia rodziny to piękna fantazja, trochę jak powrót do czasów hipisowskiej kontrkultury lat 60-tych. Optymistyczne przesłanie Captain Fantastic pozwala nam uwierzyć, że nie każda utopia musi być z założenia skazana na porażkę.


30 października 2016

Juno. Pro-choice i pro-life w jednym.

          Niekwestionowany największy niezależny hit 2007 roku. Juno to komedia o 16-letniej nastolatce, będącej w nieplanowanej ciąży. I jak to często bywa z tym tematem w amerykańskim kinie, miast uderzać w dramatyczno-desperackie tony, otrzymaliśmy w zamian zabójczo śmieszną komedię, która na dodatek jest i szalenie inteligentna, i unika popularnych komediowych stereotypów. Największa w tym zasługa autorki scenariusza, Diablo Cody, która w swoim pierwszym filmowym dziele stworzyła fenomenalne charaktery i niezapomniane dialogi, eksplodujące wręcz humorem oraz ciętością replik. Postać tytułowej Juno w mistrzowskiej kreacji Ellen Page podbiła właściwie serca wszystkich. Jej pyskata i niezależna osobowość zaimponowała obu stronom aborcyjnego konfliktu, zadowalając zarówno zwolenników opcji pro-life, jak i tych będących pro-choice. Czyż można chcieć więcej?


          Juno jest drugim niezależnym dziełem reżysera Jasona Reitmana, autora wcześniejszego Thank You for Smoking (Dziękujemy za palenie). Film miał premierę we wrześniu 2007 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, gdzie dostał od publiczności owację na stojąco. Scenariusz do Juno napisała Diablo Cody, eks-striptizerka, blogerka oraz początkująca pisarka, dla której był to naprawdę mocny debiut w kinie. Duet Diablo Cody i Jason Reitman stworzyli wspólnie jeszcze jedną świetną komedię, mowa oczywiście o obrazie Young Adult (Kobieta na skraju dojrzałości) z 2011 roku z Charlize Theron w głównej roli. Do dnia dzisiejszego jednak pierwszy scenariusz Diablo Cody do Juno pozostaje jej największym filmowym osiągnięciem, wystarczy tylko dodać, że autorka zdobyła za niego Oscara w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny w 2008 roku. Poza nagrodą Amerykańskiej Akademii Filmowej za scenariusz, obraz został również wyróżniony nominacjami do Oscara w kategorii: najlepszy film, najlepszy reżyser i najlepsza aktorka pierwszoplanowa dla Ellen Page. Nagród i nominacji było oczywiście znacznie więcej na całym świecie.


          16-letnia Juno (fenomenalna Ellen Page) decyduje się na seks ze swoim najlepszym szkolnym przyjacielem, Paulie’m (Michael Cera). Rezultatem jest niechciana ciąża oraz bardzo trudna życiowa decyzja: co dalej zrobić z nieplanowanym dzieckiem? Po wizycie w klinice aborcyjnej Juno decyduje o urodzeniu dziecka i oddaniu go do adopcji. Przy pomocy najlepszej kumpelki Leah (Olivia Thirlby), Juno znajduje kandydatów na adopcyjnych rodziców przez zwykłe ogłoszenie w gazecie. Vanessa (Jennifer Garner) oraz Mark (Jason Bateman) są zamożną parą, od lat bezskutecznie starającą się o potomka. Dla Juno zaś stanowią perfekcyjne wyjście z sytuacji. W swoich wyborach Juno wspierana jest przez swoich całkowicie nieortodoksyjnych rodziców: Mac’a i Bren MacGuff,  świetnie zagranych z komediową werwą przez J.K. Simmonsa i Allison Janney. Właściwie to bardzo trudno wyobrazić sobie rodziców lepszych od tej pary: liberalnej, wyrozumiałej i opiekuńczej zarazem. Jest to kombinacja w stanie naturalnym niemalże niespotykana.


          Źródło ogromnej popularności Juno tkwi w jego odświeżającej, niestereotypowej, wręcz feministycznej perspektywie. Heroiną filmu jest bowiem silna, inteligentna i bardzo rezolutna nastolatka, która samodzielnie podejmuje kluczowe w swoim życiu decyzje, od rodziców oczekując raczej moralnego wsparcia i obecności, a nie rozwiązywania za nią niewygodnych problemów. 16-letnia Juno przyznaje się w pewnym momencie ojcu, że sama jeszcze nie wie do końca kim jest, ale z jej działań i słów możemy łatwo wywnioskować, że doskonale wie, czego chce, a w szczególności czego nie chce. Juno na pewno nie chce w tym wieku dziecka, i trudno jest się jej dziwić. Opcja aborcji pojawia się w filmie na chwilę, ale szybko zostaje przez naszą bohaterkę odrzucona. Jej miejsce zajmuje adopcja, przez co obraz wybiera trzecią drogę, która pozwala mu zjednać sobie przychylność obu zwalczających się współcześnie obozów: pro-choice i pro-life. Takie fabularne rozwiązanie przesądza o sile i komercyjnym sukcesie Juno. Film nie antagonizuje, nie dzieli, nie opowiada się w sposób kategoryczny po jednej ze stron. Jednocześnie jasne jest od samego początku, że dzieło Diablo Cody i Jasona Reitmana jest feministycznym manifestem w obronie samodzielnego wyboru kobiety, jakikolwiek byłby ten wybór. Tak się akurat składa, że decyzja filmowej Juno jest do zaakceptowania po obu stronach barykady. Jest to jednak wybór właśnie, a nie jego brak.


          Nie można sprowadzać Juno do jednego tylko wątku, nie ważne jak wielowymiarowego. Bogaty i oparty na zasłyszanych historiach scenariusz Diablo Cody eksploruje też tematykę dojrzewania i niedojrzałości, wgryzając się niejako głęboko w materię tego, co tworzy ludzkie związki i co decyduje o sile oraz trwałości międzyludzkich więzi. Juno zaludniają soczyste, pełnokrwiste charaktery, pragnące różnych, często sprzecznych ze sobą rzeczy. Kreowana przez Jennifer Garner Vanessa to kobieta sukcesu, która pragnie już tylko macierzyństwa. I nie mamy powodów, żeby nie wierzyć jej matczynym instynktom. Jej mąż Mark (Jason Bateman) łaknie przede wszystkim wolności, jak się okazuje do bycia ojcem jeszcze nie dojrzał, być może nigdy nie dojrzeje. W Juno jedna nieplanowana ciąża stanowi próbę charakteru i więzi dla co najmniej trzech par. W brawurowo zabawnej, komediowej formie rozgrywają się w Juno prawdziwie życiowe, emocjonalne dramaty. Kaliber filmu jest naprawdę bardzo ciężki, a komediowa formuła scenariusza znakomicie pozwala go unieść.


23 października 2016

Thank You for Smoking (Dziękujemy za palenie). Moralnie elastyczni.

          Dziękujemy za palenie jest zjadliwą satyrą na amerykańskie lobby tytoniowe. Talent głównego bohatera filmu, Nicka Naylor’a (Aaron Eckhart), polega na wyśmienitym opanowaniu w praktyce sztuki argumentacji. Biegłość w erystyce czyni z niego idealnego rzecznika lobbującej za papierosami organizacji. Nick Naylor pragnie także być wzorem dla swojego 12-letniego syna, co już wymaga znacznie większego moralnie zaangażowania. Nick stara się pogodzić ze sobą te dwie pozornie skonfliktowane sfery: jego moralna elastyczność w wykonywanej pracy przekłada się na stosowaną wobec syna wychowawczą strategię. W przewrotnym Thank You for Smoking spryt, wygadanie i cyniczne podejście do życia pozwalają wyjść z najgorszych opresji, umożliwiając jednocześnie spłatę hipoteki oraz pozyskanie szacunku własnego dziecka.


          Dziękujemy za palenie jest pełnometrażowym debiutem reżyserskim Jasona Reitmana, który swój pierwszy scenariusz oparł na satyrycznej powieści Christophera Buckley’a z 1994 roku pod tym samym tytułem. Thank You for Smoking został po raz pierwszy pokazany na TIFF (Toronto International Film Festival) w 2005 roku. Film uhonorowany został dwiema nominacjami do Złotych Globów w 2007 roku: w kategorii najlepsza komedia/musical oraz za najlepszą rolę męską dla Aarona Eckharta. Pierwszy film Reitmana od razu niesie ze sobą jego niepodważalny reżyserski styl, który przyniósł temu twórcy międzynarodowe uznanie oraz sukces, potwierdzony później jeszcze takimi dziełami jak Juno z 2007 roku czy Up in the Air (W chmurach) z 2009 roku.


          Nick Naylor (świetnie obsadzony Aaron Eckhart) pracuje jako rzecznik Academy of Tobacco Studies, organizacji zajmującej się tytoniowym lobby w Stanach Zjednoczonych. Nick wydaje się być stworzonym do swojej pracy: jest zaradny, wygadany i inteligentny. Spec od papierosowego lobbingu chce spełniać się również jako ojciec i mentor swojego 12-letniego syna Joey’a (Cameron Bright). Aby spędzić z potomkiem więcej czasu, Nick zabiera syna na swoje biznesowe podróże i spotkania, gdzie mały Joey może zaobserwować stosowane przez ojca zawodowe praktyki. Bliskość oraz towarzystwo ojca stają się dla Joey’a prawdziwą lekcją życiowego przystosowania.


          W Dziękujemy za palenie Jasonowi Reitman’owi udało się zgromadzić całą plejadę aktorskich znakomitości w arcyciekawych drugoplanowych rolach. W rolach dwójki jedynych przyjaciół bohatera filmu obsadzeni zostali Maria Bello oraz David Koechner, przedstawiciele odpowiednio lobby alkoholowego i zbrojeniowego. W trakcie swoich nieformalnych barowych spotkań trójka ta  licytuje się między sobą w kwestii czyj biznes przyczynia się do największej w populacji śmiertelności… W swoim prywatnym gronie lobbyści określają się skrótem MOD, czyli Merchants of Death (handlarze śmiercią). W rolach bezwzględnych zwierzchników Nicka w tytoniowym przemyśle pojawiają się J.K. Simmons oraz wiekowy Robert Duvall, idealni w swoich kreacjach korporacyjnych rekinów-starych wyjadaczy. Pod względem sprytu i przebiegłości nie ustępują protagoniście: próbujący ponownie wprowadzić papierosy do hollywoodzkich superprodukcji Jeff Megall (Rob Lowe) oraz uwodzicielska reporterka Heather Holloway (Katie Holmes), która swoją urodą i machinacjami o mało nie doprowadza naszego bohatera na skraj zawodowej przepaści. Po drugiej stronie barykady mamy natomiast świetnego Williama H. Macy’ego w roli senatora Ortolana Finistirre, zagorzałego wroga tytoniowego lobby i Sama Elliota, którego Lorne Lutch kręcił niegdyś reklamy dla Marlboro, a teraz walczy z rakiem płuc i z Academy of Tobacco Studies. Opozycyjne interesy oraz ścierające się ze sobą charyzmatyczne charaktery czynią z Dziękujemy za palenie obraz frapujący i dający dużo do myślenia.


          Komediodramat Jasona Reitmana jest rasową satyrą, w bardzo przejrzysty oraz inteligentny sposób obnażającą cynizm i bardzo wątpliwe moralnie praktyki tytoniowego lobby. Brawurowa reżyseria oraz autorski styl pozwalają oglądać ten obraz z prawdziwą przyjemnością, niczym pojedynek dwóch genialnych szachistów. Reżyserowi filmu udało się z literackiego pierwowzoru przeszczepić dużą dawkę czarnego humoru, nadającemu obrazowi lekkości i ciętości obserwacji. Wszyscy doskonale wiemy, że palenie szkodzi, a nawet że zabija. Nie przeszkadza nam to jednak w przyznaniu racji tytoniowemu lobbyście, że zamiast zakazywać i straszyć powinniśmy dać konsumentowi wolny wybór: jeśli chce, niech przekona się na własnej skórze i na własną odpowiedzialność. Kapitalizm to w końcu nieustanna gra różnych wykluczających się sił, a wolny wybór i konsumencka swoboda pozwalają uzyskać przewagę jednej ze stron. W  Thank You for Smoking nie ma mowy o triumfie wyższej moralnie siły, a nasz protagonista nie przeżywa wcale duchowego nawrócenia. To w końcu nie Hollywood. Zamiast tego filmowy Nick Naylor uczy syna jak poruszać się w kapitalistycznej dżungli i jak wygrywać życiowe spory, do których prowadzenia wcale nie jest potrzebna żadna moralna racja.


9 października 2016

Swiss Army Man (Człowiek-scyzoryk). Pokochaj albo znienawidź.

          Skandal. Dziwadło. Szok. Zniesmaczenie. Absurd. Surrealizm. Zgrywa. Żart. Groteska. Jest wiele słów, którymi możnaby określić film Swiss Army Man. Dosadnych przymiotników jest jeszcze więcej niż rzeczowników. Reakcje zawsze jednak są skrajne: albo totalna deprecjacja, albo całkowity zachwyt. Jedyną pewną w tym filmie rzeczą jest jego zdolność do generowania bardzo silnych emocji. Albo ten film pokochasz, albo znienawidzisz. Albo będziesz tarzał się ze śmiechu przez całą projekcję, albo wyjdziesz z kina zszokowany i zniesmaczony, tak jak to zrobiła widownia na tegorocznym Sundance Film Festival. Swiss Army Man to  jedyny w swoim rodzaju komediodramat, będący zarazem dziełem bardzo eklektycznym, ale też oryginalnym oraz konsekwentnym w swojej filmowej logice. Obojętność nie jest tutaj żadną opcją. Pozostaje więc tylko albo zaakceptować i wejść w tę odjechaną filmową rzeczywistość ( i nieźle się przy tym ubawić), albo obejść ten obraz z bardzo daleka.


          Swiss Army Man to pełnometrażowy debiut dwóch ściśle ze soba współpracujących reżyserów: Dana Kwana i Daniela Scheinerta, znanych jako The Daniels. Obaj panowie wspólnie napisali kontrowersyjny scenariusz filmu i pokazali go premierowo w konkursie głównym Sundance Film Festival Anno Domini 2016. Rezultatem pokazu był szok i dezaprobata festiwalowej publiczności (która tłumnie opuściła pokaz) oraz nagroda za najlepszą reżyserię dla twórców od jury… Od samego więc początku film dzielił i wzbudzał kontrowersje, dla jednych będąc aberracją oraz wypaczeniem ‘niezależnego ducha’ w amerykańskiej kinematografii, dla innych najciekawszą i najświeższą propozycją, jaką kiedykolwiek Sundance widziało.


           Bohaterem obrazu jest Hank (Paul Dano), rozbitek na bezludnej wyspie, który na brzegu odnajduje martwe ciało innego rozbitka (w tej roli grający z poświęceniem umarlaka Daniel Radcliffe) i się z nim zaprzyjaźnia… Hank taszczy ze sobą ciało nieżyjącego Manny’ego (bo tak go nazywa) wszędzie, wykorzystując go jako wielofunkcyjne narzędzie, potrzebne do przeżycia na bezludnej wyspie. Aby nie zwariować od samotności Hank cały czas przemawia do Manny’ego, co skutkuje jego powstaniem z martwych. W tej całkowicie surrealistycznej scenerii Hank i Manny starają się przetrwać i powrócić do domu, gdzie pozostała ukochana Hanka, Sarah (Mary Elizabeth Winstead).


          Nie można nie wspomnieć o filmowej dominancie w Swiss Army Man, którą jest odgłos puszczanych przez Manny’ego gazów. Martwe acz ożywione ciało topielca znajduje się w fazie postępującego rozkładu, co dostarcza w filmie lwiej części kloacznego humoru. Wydalane przez Manny’ego w obfitej ilości gazy, poza komicznym wydźwiękiem, mają też bardzo praktyczne użycie: Hank wykorzystuje je do szybkiego przemieszczania się na znaczne odległości, szczególnie po powierzchni wody. To właśnie towarzyszący parze głównych bohaterów przez prawie cały film odgłos puszczanych bąków wywołał najwięcej kontrowersji wśród widzów. Większość uznała ten zabieg za infantylny i poniżej pewnego poziomu, a jego notoryczne użycie za dowód braku klasy oraz ogólnie pomysłu na film. Swiss Army Man to nie jest jednak film o bezustannie pierdzącym trupie, jak co poniektórzy próbują go zdezawuować. Komediodramat duetu The Daniels to pomysłowe połączenie dwóch filmów: dramatu Cast Away. Poza światem Roberta Zemeckisa z 2000 roku i komedii Weekend u Berniego (Weekend at Bernie's) Teda Kotcheff’a z 1989 roku. Mamy też liczne skojarzenia i nawiązania do Parku Jurajskiego Spielberga, tudzież do historii Frankensteina… Swiss Army Man to jednak przede wszystkim film o męsko-męskiej przyjaźni, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało.


          Oglądając dzieło tandemu The Daniels trzeba koniecznie zaakceptować jego surrealistyczno-absurdalne założenia. Jeśli tego nie zrobimy, nie będziemy mieć z projekcji filmu aż takiej frajdy. Cała fabuła Swiss Army Man może być tylko sennym rojeniem jego głównego bohatera, czyli granego przez Paula Dano Hanka, bądź też wykwitem jego szaleństwa i dość poważnego odchylenia od normy. Film podąża konsekwentnie za logiką sennego marzenia i przedstawia wydarzenia w bardzo emocjonalnym, wręcz frenetycznym świetle. Wielka w tym zasługa pary głównych aktorów, którzy z ogromnym przekonaniem oraz poświęceniem wcielają się w swoje role, mocno zresztą odbiegające od ich dotychczasowego image’u. Szczególne uznanie należy się Danielowi Radcliffe’owi, który z wielką gracją oraz zaangażowaniem gra gadającego i rozkładającego się zarazem trupa. Jego Manny (imię znaczące) jest jak poznające świat od zera dziecko, z mnóstwem pytań oraz celnych spostrzeżeń. Jego dezynwoltura i niewinność cenzurowane są przez Hanka, który występuje tutaj w roli objaśniającego świat ojca i jednocześnie najlepszego przyjaciela. Im bliżej finału, tym więcej w obrazie podtekstów oraz możliwości odczytań. Im głębiej w las Swiss Army Man zaskakuje nas coraz bardziej, a poziom emocji cały czas wzrasta aż do zdumiewającej kulminacji. I jest tak jak chcieli tego twórcy obrazu: pierwsze w filmie pierdnięcie budzi twój śmiech, ostatnie zaś doprowadza cię do płaczu…


29 września 2016

Requiem for a Dream (Requiem dla snu). Jak umierają marzenia.

          Jeden z najbardziej porażających filmów o uzależnieniu. Doskonały i innowacyjny pod względem formalnym jest Requiem dla snu filmem emocjonalnie przejmującym oraz wizualnie hipnotyzującym. Czwórka protagonistów obrazu Aronofsky’ego zmaga się z uzależnieniem, które w filmie niejedno ma imię. Może to być heroina, ale równie dobrze można się uzależnić od telewizji, cukru lub leków odchudzających. Dociekliwa kamera ambitnego reżysera towarzyszy bohaterom filmu w ich drodze ku fizycznej i psychicznej degrengoladzie, nie oszczędzając nam naturalistycznych aspektów całego procesu. Rytmizująca wizualny przekaz muzyka Clinta Mansella, w wykonaniu niezrównanego Kronos Quartet, otwiera przed nami wrota piekieł dla uzależnionych. Po takiej wyprawie z bohaterami filmu na samo dno, dwa razy zastanowimy się, zanim weźmiemy do rąk (lub ust) jakąkolwiek używkę.


          Requiem for a Dream jest drugim pełnometrażowym obrazem wybitnego amerykańskiego reżysera Darrena Aronofsky’ego, następnym po jego znakomitym debiucie, czyli filmie Pi z 1997 roku. Aronofsky napisał scenariusz filmu do spółki z Hubertem Selby’m Juniorem, na podstawie jego powieści z 1978 roku pod tym samym tytułem. Ten psychologiczny dramat został premierowo pokazany na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes w maju 2000 roku. Tak samo jak Pi Requiem for a Dream jest filmem wizualnie oryginalnym, jednocześnie zaś poszukującym i szokującym. Jego portret zmagających się z ciężkim uzależnieniem bohaterów jest zarazem subiektywny i wzruszający, jak i obiektywny oraz bezlitosny. Szczególne uznanie w filmowym świecie zyskała aktorka Ellen Burstyn za swoją zapierającą dech w piersiach kreację Sary Goldfarb, starszej kobiety uzależnionej od telewizji i tabletek odchudzających. Ellen Burstyn była za tę rolę nominowana do Oscara i Złotego Globu w kategorii najlepsza aktorka pierwszoplanowa. W jednym z wywiadów Burstyn przyznała, że uważa tę rolę za najwybitniejszą w swojej aktorskiej karierze. Jej pełen pasji monolog o tym, jak to jest być starą, samotną i nikomu już niepotrzebną, to najbardziej wzruszająca w filmie scena.


          Requiem dla snu to kronika historii uzależnienia jego czwórki głównych bohaterów. Harry (Jared Leto) i Tyrone (Marlon Wayans) to najlepsi przyjaciele, obaj uzależnieni od narkotyków i zarabiający na ich rozprowadzaniu. Uzależniona od heroiny jest też dziewczyna Harry’ego, Marion (w tej roli Jennifer Connelly). Piekielny krąg uzależnienia w filmie zamyka dobroduszna i naiwna Sara Goldfarb (rzucająca na kolana Ellen Burstyn), owdowiała matka Harry’ego, która od uzależnienia od cukru i telewizji przechodzi w ekspresowym tempie do uzależnienia od leków odchudzających, przepisanych jej przez szemranego lekarza. Protagoniści obrazu Aronofsky’ego, pomimo że blisko ze sobą powiązani, są tak naprawdę beznadziejnie samotni, i każde na swój własny, pełen desperacji sposób stacza się w dół po równi pochyłej psychofizycznej autodestrukcji.


          Tak jak debiut Darrena Aronofsky’ego, głośny Pi, jest Requiem dla snu obrazem formalnie bardzo pomysłowym i przez to jeszcze bardziej zapadającym w pamięć. Ciągle poszukujący oryginalnych wizualnie rozwiązań, reżyser wykorzystuje w filmie bardzo krótkie ujęcia, przeskakując bardzo szybko od jednego kadru do drugiego. Taka technika nazywana często bywa hip-hop’owym montażem i służy głównie przyspieszonemu ukazaniu pewnego procesu (w filmie stosowana jest obok także używanej fotografii poklatkowej). W Requiem for a Dream taki montaż obrazuje użycie narkotyków i ich bezpośredni wpływ na ludzki organizm. Aby spojrzeć na świat z perspektywy bohaterów filmu, Aronofsky używa częstych zbliżeń kamery, nieraz przytwierdzonej bezpośrednio do ciała aktora. W ten właśnie sposób ukazywane są wszystkie stany umysłu: fantazje, lęki i halucynacje filmowych postaci, będących pod wpływem narkotyków. Z kolei aby odejść od subiektywizacji percepcji i wrócić do bardziej obiektywnego postrzegania rzeczywistości, kamera oddala się od swoich protagonistów, przyjmując pozycję zdystansowanego obserwatora. Aronofsky używa również często tzw. podzielonego ekranu (split-screen), który pozwala mu w filmie ukazać skalę osamotnienia i dystansu między głównymi bohaterami, którzy choć są fizycznie bardzo blisko siebie i mogliby zmieścić się w jednym kadrze, mają do dyspozycji tylko połowę ekranu, tak jakby przemawiali do siebie z dwóch różnych, pozornie tylko się rozumiejących światów (tak jest w jednej z pierwszych scen rozmowy Sary i Harry'ego przez zamknięte drzwi, albo podczas konwersacji Harry'ego z Marion w łóżku). I wreszcie rolę nie do podważenia odgrywa w filmie muzyka, skomponowana przez stałego współpracownika reżysera, Clinta Mansella, i zagrana przez wybitny kwartet smyczkowy Kronos Quartet. Hipnotyzująca ścieżka dźwiękowa nadaje filmowi rytm, pozwalając nam nadążyć za szybko zmieniającymi się kadrami aż do samej, bardzo emocjonującej kulminacji.


          Polski przekład Requiem for a Dream nie jest do końca adekwatny. W oryginale (zarówno w powieści, jak i w filmie) chodzi bardziej o ‘marzenie’ niż o ‘sen’ i jest to gra z bardzo popularnym określeniem american dream. Bohaterzy obrazu mają swoje marzenia, fantazje, każdy chce coś osiągnąć. Harry i Marion pragną zarobić na własny odzieżowy biznes, Sara marzy o wystąpieniu w telewizyjnym show. Marzenia te się jednak nie spełniają i nie mogą się spełnić, w zamian dostajemy wizualizacje fantazji i halucynacji protagonistów, będących pod wpływem narkotyków. To narkotyki właśnie doprowadzają do krachu marzeń bohaterów Requiem dla snu, stanowiąc dla nich zarazem marną osłodę przegranego życia. Aronofsky zdaje się pytać, czym tak naprawdę jest uzależnienie i co do niego prowadzi. American dream może być celem oraz nieuchwytnym marzeniem, ale może też stać się przyczyną uzależnienia lub jego nieodłącznym towarzyszem. W każdym z nas tkwi takie marzenie, taki sen. Jego śmierć zaś przyjmuje czasem tak spektakularną i przerażającą formę jak właśnie w Requiem dla snu.


19 września 2016

Memento. W niewoli (nie)pamięci.

          Memento Christophera Nolana to już bezdyskusyjny klasyk nie tylko amerykańskiego kina niezależnego. Obraz ten krótko po swojej premierze przeszedł do historii światowego kina, głównie ze względu na nowatorstwo w podejściu do technik narracji filmowej fabuły. Opowiedzenie historii od końca do początku nie było w kinematografii wynalazkiem Memento. Tym, co czyni ten film wyjątkowym jest osoba jego narratora i głównego bohatera jednocześnie, granego przez Guya Pearce’a. Filmowy Leonard cierpi na amnezję następową, która oznacza całkowitą utratę pamięci krótkotrwałej. Leonard, skutkiem przeżytej traumy, nie może formować nowych wspomnień. W rezultacie naszym narratorem i tym samym przewodnikiem po klaustrofobicznym świecie Memento jest zaburzony psychicznie człowiek, który żyje pragnieniem pomszczenia nieżyjącej żony, choć w zasadzie nie pamięta już dokładnie kim jest, jak zmarła jego żona, ani nawet co robił przed kwadransem…


          Memento to drugie fabularne dzieło brytyjskiego reżysera i scenarzysty Christophera Nolana. Scenariusz filmu, autorstwa samego Nolana, powstał na podstawie oryginalnego pomysłu Jonathana Nolana, brata reżysera. Jonathan już po powstaniu Memento zredagował swoją historię w postaci krótkiego opowiadania pod tytułem Memento Mori, różniącego się znacznie od fabuły filmu brata. Obraz Nolana pokazany został premierowo na festiwalu w Wenecji w 2000 roku, od początku właściwie wzniecając podziw i żywe zainteresowanie krytyków oraz publiczności na całym świecie. Film nominowany był w 2002 roku do nagrody Amerykańskiej Akademii  Filmowej w kategorii najlepszy oryginalny scenariusz oraz najlepszy montaż. Komercyjny i artystyczny sukces tego niezależnego obrazu wywindował jego twórcę na sam szczyt listy najlepszych młodych reżyserów. Christopher Nolan od czasu Memento nakręcił m.in. takie filmy jak The Prestige (Prestiż) z 2006 roku, The Dark Knight (Mroczny Rycerz) z 2008 roku, Inception (Incepcja) z 2010 roku czy Interstellar z 2014 roku.


          Leonard (świetny Guy Pearce) w wyniku ataku dwóch zamaskowanych przestępców doznał urazu w głowę, skutkiem czego stracił całkowicie zdolność zapamiętywania czegokolwiek po doznanej traumie. W ataku Leonard stracił także swoją ukochaną żonę. To właśnie poszukiwanie przez Leonarda jej mordercy wypełnia fabułę Memento. Nasz bohater prowadzi swoje prywatne śledztwo w oparciu o pieczołowicie gromadzone notatki, zdjęcia i tatuaże, które mają mu nieustannie przypominać o jego najważniejszej misji. Swoją pomoc w jego śledztwie oferują Leonardowi: znajomy policjant Teddy (Joe Pantoliano) oraz poznana w barze kelnerka Natalie (Carrie-Anne Moss). Im bardziej cofamy się wraz z narracją do początku opowieści, tym jaśniej rozumiemy, że znajomi Leonarda wcale nie pomagają mu ze współczucia lub litości, a sam Leonard ma bardzo zaburzoną pamięć również odnośnie wydarzeń sprzed tragicznego ataku. Tak oto reżyser oferuje nam w postaci swojego filmu puzzle do samodzielnego poskładania.


          Memento Nolana to psychologiczny thriller utrzymany w stylu neo-noir. Oryginalna narracja przedstawia nam dwie fabuły: jedna, podzielona na sceny w kolorze, opowiadana jest od końca do początku, druga, z czarno-białymi scenami, jest przedstawiona w sposób chronologiczny. Nielinearna narracja powoduje, że czujemy się podobnie jak bohater tej historii: nie wiemy, co się przed chwilą wydarzyło. Właściwie przez cały film polegamy na wiedzy i interpretacji faktów przez Leonarda, kamera Nolana nigdy zanadto nie wychodzi poza jego specyficzną percepcję zdarzeń. A o tej zachwianej percepcji cały czas przypomina nam sam Leonard, który nie jest w stanie zapamiętać niczego, co wydarzyło się po wypadku, w którym zginęła jego żona. W scenach w kolorze poznajemy w odwrotnej kolejności chronologicznej przebieg śledztwa Leonarda, tak więc często potrzebne jest co najmniej dwukrotne obejrzenie filmu, aby w pełni zrozumieć przebieg całej fabuły. Z kolei w czarno-białych sekwencjach, zapodanych naprzemiennie z ujęciami w kolorze, w porządku chronologicznym poznajemy historię choroby Sammy’ego Jankis’a (w tej roli Stephen Tobolowsky), który zmagał się z tym samym rodzajem amnezji co Leonard i został przez niego poznany w czasie gdy Leonard pracował jeszcze jako agent ubezpieczeniowy. Historia Sammy’ego służy Leonardowi jako doskonały punkt odniesienia i zarazem sposób na zrozumienie własnego defektu oraz wytłumaczenie go innym.


          Oglądając Memento od samego początku właściwie wchodzimy w pułapkę zaburzonej percepcji jego głównego bohatera. Tak jak w większości filmów jako widzowie mamy tendencję do przyjmowania punktu widzenia protagonisty, a nawet identyfikowania się z nim. Nie inaczej jest z Memento, w którym kibicujemy granemu przez Guy’a Pearce’a bohaterowi i oczekujemy jego sukcesu w dorwaniu oprawcy nieżyjącej żony. Od samego startu jednak wiemy, że nasz narrator ma uszkodzony mózg i poważne problemy z pamięcią, co czyni z niego bardzo mało wiarygodnego opowiadacza. Mimo tego jednak mamy przemożną skłonność ufania Leonardowi i, zgodnie z jego własnymi wskazówkami, nieufania Teddy’emu (Joe Pantoliano), znajomemu i policjantowi pod przykrywką, który może być dla nas o wiele lepszym źródłem informacji niż cały czas tańczący w ciemnościach Leonard. Kondycja Leonarda oraz jego tragiczna przeszłość budzą w nas jednak nieodparte współczucie i to jest właśnie klucz do zrozumienia naszej predylekcji dla tej postaci. Współczujemy Leonardowi tym bardziej nawet, im jaśniej zdajemy sobie sprawę, że stał się on zaburzoną psychicznie marionetką i seryjnym zabójcą, wykorzystywanym dla prywatnych celów przez Teddy’ego i Natalie. W jeszcze większym stopniu Leonard jest zakładnikiem  własnej, całkowicie wypaczonej pamięci. Nasz bohater stara się być aktywny i świadomy w swoich działaniach, uparcie w swoim śledztwie dąży do wyznaczonego celu. Niestety, jego pamięć, a raczej to, co z niej zostało, przypomina bardziej konglomerat życzeń i osobistych przekonań, a podrzucane przez innych fakty zdają się całkowicie przeczyć jego wspomnieniom sprzed wypadku. I jaki jest w ogóle sens w dążeniu do celu, skoro później nawet nie będziemy pamiętać, że ten cel wreszcie osiągnęliśmy?


4 września 2016

Wiener-Dog (Jamnik). To pieskie życie.

          I znów nie obyło się bez małego skandalu. Wiener-Dog, najnowszy komediodramat kontrowersyjnego amerykańskiego reżysera Todd’a Solondz’a, wywołał spore poruszenie i dezaprobatę większości widowni, gdy został premierowo pokazany na Sundance Film Festival A.D. 2016. Utrzymane w stylu gore ostatnich parę minut filmu skłoniło znaczną część festiwalowych widzów do wybuczenia obrazu i wyjścia z sali projekcyjnej tuż przed zakończeniem seansu. Nie od dziś wiadomo, że filmy Todd’a Solondz’a to kino nie dla każdego. Wiener-Dog to z pewnością nie jest obraz dla miłośników zwierząt, w szczególności zaś właścicieli uroczych jamników.


          Wiener-Dog, ostatni film Todd’a Solondz’a, wybitnego niezależnego twórcy z New Jersey, to właściwie spin-off jego dzieła z 1995 roku, czyli obrazu Welcome to the Dollhouse (Witajcie w domku dla lalek), który wygrał festiwal Sundance w 1996 roku. Równe 20 lat po sukcesie tamtego filmu, w styczniu 2016 roku, Todd Solondz przywiózł na Sundance swoje nowe filmowe dziecko. Napisany i wyreżyserowany przez Solondz’a Wiener-Dog nosi niezaprzeczalne piętno oglądu świata przez tego twórcę. To właśnie charakterystyczny dla tego reżysera punk widzenia rzeczywistości wywołał niesmak i protest widowni na Sundance.


          Bohaterem Wiener-Dog jest rudy jamnik (właściwie jamniczka), który w trakcie trwania filmu co najmniej pięciokrotnie zmienia swoich opiekunów. Wraz z psem poznajemy jego kolejnych właścicieli, którzy borykają się z własnymi poważnymi problemami, a ich następstwa mają bezpośredni wpływ na naszego psiego bohatera, niemego obserwatora cudzych dramatów. Pierwszym opiekunem psa jest mały chłopiec Remi (Keaton Nigel Cooke), który dostaje swojego pupila po przejściu ciężkiej choroby. Jego rodzice jednak, grani przez Julie Delpy i Tracy Letts’a, nie są specjalnie zachwyceni obecnością zwierzaka w ich nowoczesnym domu. Kiedy więc pies zaczyna ciężko chorować, zostaje oddany weterynarzowi do uśpienia. Przed niechybną śmiercią jamnika ratuje asystentka weterynarza Dawn Wiener (Greta Gerwig), główna bohaterka wcześniejszego Welcome to the Dollhouse, teraz już dorosła i samodzielna (a której przezwiskiem w dzieciństwie był właśnie tytułowy Wiener-Dog, czyli psia morda). Wraz ze swoją nową właścicielką i jej znajomym z dzieciństwa Brandon’em (Kieran Culkin) nasz psi bohater wyrusza w podróż furgonetką z New Jersey do Ohio. Zwierzę jeszcze kilkakrotnie przechodzi z rąk do rąk, wędrując do coraz to starszych i zgorzkniałych właścicieli. Na pewien czas jego panem staje się Dave Schmerz (Danny DeVito), niespełniony scenarzysta i wykładowca w szkole filmowej, który posługuje się jamnikiem do wywarcia zemsty na swoich uniwersyteckich przełożonych i studentach. Dzięki temu segmentowi obraz zamienia się na chwilę w ciętą satyrę pod adresem filmoznawstwa i amerykańskich szkół filmowych. Ostatnią właścicielką psa jest Nana (Ellen Burstyn), schorowana staruszka u kresu swojej życiowej drogi. To właśnie pod jej nieuwagę swój tragiczny koniec znajdzie nasz psi bohater.


          Komediodramat Wiener-Dog prezentuje świat widziany oczami niepozbawionego poczucia humoru zgorzkniałego cynika. Oglądanie tego obrazu nie napawa optymizmem co do realnego wymiaru ludzkiej natury, pozwala jednak na więcej niż odrobinę zadumy nad daremnością i bezsensem większości naszych poczynań. Todd Solondz pokazuje jak każdy z nas próbuje znaleźć sens oraz prawdziwą wartość w swoim życiu, i jak często nasze ku temu wysiłki kończą się żenującą porażką. Podejmowane przez bohaterów Wiener-Dog desperackie próby odnalezienia w świecie swojego miejsca (i co za tym idzie szczęścia) zestawione zostają z niegodnym pozazdroszczenia losem jamnika, który często staje się dla swoich kolejnych właścicieli jeszcze jedną szansą na lepsze, bardziej znośne życie. Jak każdy instrument na drodze do zamierzonego celu nasz psi protagonista przestaje być w końcu potrzebny, i źle zazwyczaj się to dla niego kończy.


          W amerykańskiej kulturze mamy do czynienia z prawdziwą patologią pragnienia szczęśliwych zakończeń. I nie dotyczy to tylko produkcji mainstreamowych. Todd Solondz gwarantuje nam brak takiego happy end’u, swoją markę zbudował w końcu na nie licowaniu się z powszechnymi oczekiwaniami ogółu. Jakby tego było mało, reżyser ten znajduje szczególne upodobanie w podkreślaniu i eksponowaniu brzydoty tego świata oraz ludzkich w nim postępków. Idąc niejako całkowicie pod prąd oczekiwaniom oraz wraźliwości filmowej widowni, Solondz kontrapunktuje bezsens i okropność swojego świata czarnym humorem. W pierwszym segmencie filmu grana przez Julie Delpy matka małego Remi’ego, próbując wytłumaczyć synowi konieczność sterylizacji jego psiego pupila, opowiada mu z kamienną twarzą historię swojego pudla z dzieciństwa, wabiącego się Croissant, zgwałconego wraz z licznymi leśnymi wiewiórkami przez wściekłego psa o imieniu Muhammad… W finałowej oniryczno-surrealistycznej scenie kreowana przez Ellen Burstyn bohaterka, pod wpływem odwiedzin granej przez Zosię Mamet wnuczki, dokonuje rozrachunku swojego długiego życia. Bilans okazuje się ciągiem zaprzepaszczonych możliwości i niewykorzystanych szans. Życie według Todd’a Solondz’a jest właśnie takim rachunkiem, który nigdy się nie zgadza, nigdy nie ma sensu, ale który w finale zawsze musimy zaakceptować. I nie miejmy co do tego żadnych złudzeń.



21 sierpnia 2016

Love & Friendship (Przyjaźń czy kochanie?). Pochwała przebiegłości.

          W niezależnej komedii Bedrooms and Hallways z 1998 roku w reżyserii Rose Troche główny bohater jest bardzo pobudzony wieczorami i nie może zasnąć. Przeczytał już całą biografię Margaret Thatcher i teraz szuka innej książki, która skutecznie zgasiłaby w nim erotyczne pożądanie. Jedna z jego znajomych poleca mu wtedy lekturę powieści Jane Austen, twierdząc, że to najbardziej aseksualna pozycja w dziejach angielskiej literatury… Choć nie znajdziemy tam za grosz erotyki, nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że dzieła tej angielskiej pisarki mają w sobie potężny komediowy potencjał, nie zawsze skutecznie wykorzystywany w ich filmowych adaptacjach. Zupełnie inaczej mają się sprawy z ostatnią ekranizacją powieści Jane Austen, czyli filmem Love & Friendship w reżyserii Whita Stillmana. Amerykański reżyser, bazując na literackim materiale z końca XVIII wieku, stworzył jedną z najzabawniejszych komedii 2016 roku.


          Przyjaźń czy kochanie? to pierwsza filmowa adaptacja niedokończonej powieści epistolarnej Jane Austen pod tytułem Lady Susan z około 1794 roku. Powieść została opublikowana dopiero w 1871 roku, długo po śmierci jej autorki. Ze względu na swoją formę (zbiór luźno ze sobą powiązanych listów) oraz fakt nieukończenia jej przez pisarkę Lady Susan uchodziła za materiał bardzo nieprzystępny dla filmowców. Aż pojawił się amerykański niezależny twórca Whit Stillman, dla którego powieść Jane Austen wydaje się idealnym materiałem na kostiumową komedię z wyższych, arystokratycznych sfer. Scenariusz autorstwa samego Stillmana na podstawie tekstu Austen okazał się strzałem w dziesiątkę, budząc zachwyt i uznanie amerykańskiej krytyki filmowej, poczynając już od samej premiery filmu na Sundance Film Festival w styczniu 2016 roku.


          Heroiną Love & Friendship jest lady Susan Vernon (znakomita Kate Beckinsale w tej roli), świeżo owdowiała przedstawicielka angielskiej socjety z końca XVIII wieku. Po przedwczesnej śmierci męża Susan Vernon zostaje praktycznie bez źródeł  utrzymania, stąd desperacko próbuje znaleźć męża dla siebie i dla swojej nastoletniej córki Frederiki (Morfydd Clark). Kiedy wraz z córką przyjeżdża do posiadłości swojego szwagra, obiektem jej wyrafinowanych manipulacji szybko staje się młody i przystojny Reginald DeCourcy (Xavier Samuel), brat szwagierki Susan Vernon, lady Catherine DeCourcy Vernon (Emma Greenwell). Zarzucając sieci na urodziwego powinowatego, lady Susan stara się jednocześnie wydać córkę za jej bogatego absztyfikanta, sir Jamesa Martina (świetny komediowy performance Toma Bennetta), którego jedyną odstręczającą wadą wydaje się być jego niewiarygodna wręcz głupota. W jej sprytnych machinacjach lady Susan wspiera jej najlepsza (i zarazem jedyna) przyjaciółka Alicia Johnson (Chloë Sevigny), Amerykanka wydana za dużo starszego Anglika, pana Johnsona (jak zawsze wybitny Stephen Fry). Przyjaźń czy kochanie? to prawdziwy spektakl przebiegłości i tupetu, które w trakcie swoich matrymonialnych zabiegów ujawnia cyniczna lady Susan.


          Whit Stillman bardzo zdecydowaną linią nakreślił charaktery swoich bohaterów. W końcu dysponował nie byle jakim literackim materiałem, z którego do ostatniej kropli potrafił wycisnąć cały jego immanentny komizm. Satyra i humor uwypuklają się szczególnie w zachowaniach oraz działaniach dwóch postaci: lady Susan i sir Jamesa Martina. Kate Beckinsale daje prawdziwy aktorski popis jako sprytna oraz bezwzględna Susan Vernon, której jawnie egoistyczne, wykalkulowane na zimno zabiegi nieustannie wprawiają jej otoczenie w komiczne osłupienie. To jedna z najlepszych życiowych ról Beckinsale, która poza urodą gra również całym arsenałem mentalnych taktyk, używanych w intrygowaniu przez świadomą swoich potrzeb i swojego celu kobietę. Tom Bennett z kolei jako sir James Martin, bogaty acz mocno przygłupi kandydat na męża dla córki lady Susan, to kostiumowy sitcom w czystej postaci. Sceny z jego udziałem są najlepszym dowodem na komediowo-satyryczne talenty nie tylko samego aktora, ale przede wszystkim reżysera obrazu.


          Love & Friendship to europejsko-amerykańska koprodukcja, na którą bardzo skromne pieniądze poza USA wyłożyły przede wszystkim Irlandia, Holandia, Francja i Wielka Brytania. Biorąc pod uwagę literacki pierwowzór oraz fakt powstania filmu w Europie (Irlandia) za głównie europejskie pieniądze, można odnieść wrażenie, że twórca obrazu jest rasowym Europejczykiem. Whit Stillman jest jednak Amerykaninem, ale za to Amerykaninem bardzo specyficznym. Wszystkie jego cztery wcześniejsze filmy, w tym Damsels in Distress (Pannice w opałach), rozgrywały się w Stanach Zjednoczonych przy udziale amerykańskich aktorów (z drobnym wyjątkiem Barcelony z 1994 roku). Szczególna pozycja Stillmana na mapie amerykańskiego kina niezależnego czyni z niego reżysera niemalże urodzonego do adaptowania powieści o szlachecko-arystokratycznych kręgach. Jego zafiksowanie na punkcie wszelkiego rodzaju elit, o przynależności do których decyduje nie tylko urodzenie, ale przede wszystkim sposób bycia, samoświadomość i praktykowane zwyczaje, czynią z niego perfekcyjnego adaptatora prozy Jane Austen. Whit Stillman wydobył z relatywnie nieznanego dzieła tej pisarki to, co wielu innych zatraciło w pogoni za melodramatycznym efektem kostiumowego romansu w bardziej znanych filmowych oraz telewizyjnych ekranizacjach jej twórczości. Stillman tym samym przywrócił ekranowej Austen jej szczery humor i niewymuszony komizm sytuacji, wprowadzając świeży powiew satyry do adaptacji literackiej klasyki.


14 sierpnia 2016

Maggie's Plan (Plan Maggie). Manipulantka i dwoje egocentryków w miłosnym trójkącie.

          Tytułowa Maggie (Greta Gerwig) ma pomysł na życie. Nie wierzy w to, aby ktokolwiek wytrzymał z nią dłużej w związku, dlatego postanawia znaleźć dawcę nasienia i samotnie wychowywać upragnione dziecko. Jej plan komplikuje się z chwilą, gdy poznaje Johna (Ethan Hawke), profesora antropologii pracującego na tym samym uniwersytecie co ona. John przeżywa kryzys w swoim małżeństwie z kostyczną Georgette (Julianne Moore), co naturalnie popycha go w stronę ciepłej i bezpośredniej Maggie. Główna bohaterka filmu jeszcze kilkakrotnie zmieni swój życiowy plan, wykazując się przy tym manipulatorskimi zdolnościami, którymi nie pogardziłby sam mistrz Machiavelli. Plan Maggie to bardzo nietypowa i zwariowana komedia romantyczna, oparta na miłosnym trójkącie manipulantki oraz dwojga egocentryków.


          Maggie's Plan to pierwsza lekka (romantyczna) komedia w dorobku reżyserki Rebeki Miller, prywatnie córki dramatopisarza Arthura Millera i żony aktora Daniela Day-Lewisa. Rebecca Miller po raz pierwszy zdobyła większy rozgłos w 2002 roku, kiedy to jej dramat Personal Velocity: Three Portraits zdobył główną nagrodę jury na festiwalu Sundance. Później Miller stworzyła jeszcze Balladę o Jacku i Rose (The Ballad of Jack and Rose) z 2005 roku oraz Prywatne życie Pippy Lee (The Private Lives of Pippa Lee) z 2009 roku. Błyskotliwy scenariusz do Planu Maggie Rebecca Miller napisała na podstawie oryginalnej historii autorstwa Karen Rinaldi. Film debiutował w 2015 roku na Toronto International Film Festival, z miejsca generując uznanie dla znakomitej obsady aktorskiej, w szczególności zaś dla wybitnych komediowych kreacji Julianne Moore i Grety Gerwig.


          Plan Maggie to film rozpisany na trzy koncertowo zagrane główne role. Protagonistka obrazu, Maggie (rewelacyjna w swojej naturalności Greta Gerwig), bardzo chce mieć dziecko. Pracuje na administracyjnej posadzie na uniwersytecie w Nowym Jorku i przyzwyczajona jest do organizowania sobie oraz innym życia. Zawodowo Maggie zajmuje się wprowadzaniem absolwentów kierunków artystycznych na rynek pracy (przez co mówi o sobie jako o moście pomiędzy sztuką a handlem). Maggie nie ma partnera, ale szybko znajduje potencjalnego dawcę spermy, kolegę ze studiów Guy’a (Travis Fimmel), który ma jej pomóc w realizacji największego marzenia. Wtedy jednak sprawy przybierają zgoła nieoczekiwany obrót za sprawą Johna (Ethan Hawke), wybitnego profesora antropologii zatrudnionego na tej samej co Maggie uczelni. John i Maggie nawiązują znajomość, nasza bohaterka szybko staje się pierwszą czytelniczką i krytyczką pisanej przez Johna debiutanckiej powieści, dla której główną inspiracją jest kryzys w małżeństwie Johna z Georgette (niesamowita Julianne Moore). Georgette jest jeszcze bardziej wybitną pracownicą naukową z dziedziny antropologii duńskiego pochodzenia, pracującą na Columbia University w Nowym Jorku. Skoncentrowana na swoim naukowym dorobku chłodna oraz szalenie inteligentna Georgette zaniedbuje męża i dwójkę dzieci. I tak rozpoczyna się romans Maggie z żonatym profesorem, który jeszcze nie raz odmieni jej życiowe plany i wplącze w niekonwencjonalny miłosny trójkąt.


          O sukcesie Planu Maggie przesądzają znakomity scenariusz autorstwa samej Rebeki Miller oraz świetnie dobrana obsada aktorska. Film jest nieprzeciętnie zabawny, w guście najlepszych komedii Woody’ego Allena. Nie bez kozery akcja obrazu rozgrywa się w Nowym Jorku, a jej bohaterowie to egocentryczni nowojorscy intelektualiści, skupieni na swojej pracy i ciągle wyrzekający na nędzę swojego osobistego życia. Tacy właśnie są John i Georgette, coraz bardziej się od siebie oddalający, ona skoncentrowana na swojej akademickiej karierze, on na debiutanckiej powieści. Ten narcystyczny tandem dwójki akademików-egocentryków mógłby z powodzeniem być zainspirowany klasyką Allena w rodzaju Annie Hall czy Manhattanu. Szczególne brawa należą się Julianne Moore, która w tym filmie daje prawdziwy popis swoich komediowych umiejętności. Jako szorstka, kostyczna i apodyktyczna Georgette Julianne Moore kreuje niezapomnianą komiczną personę, i to w dodatku całkowicie pozbawioną poczucia humoru oraz przy użyciu (wydawałoby się) czysto dramatycznych technik ekspresji… Jej Georgette to zimna i wyniosła Dunka z pochodzenia, mówiąca z charakterystycznym, twardym akcentem i balansująca na granicy histerii oraz nerwowego załamania.


         Na przeciwległym do Georgette biegunie zlokalizowana jest osobowość Maggie. Grająca ją Greta Gerwig od dawna już postrzegana jest jako prawdziwa diva amerykańskiego kina niezależnego, głównie dzięki udziale w takich filmach Noah’a Baumbacha jak Greenberg, Frances Ha czy Mistress America. Intuicyjny i behawioralny styl gry Gerwig nadaje jej Maggie cech niewymuszonej naturalności oraz otwartej, ciepłej bezpośredniości. Wbrew pozorom chaotyczności tytułowa Maggie potrafi być jednak zatwardziałą manipulantką, próbującą nieustannie sterować tak swoim życiem, jaki i tym należącym do innych, bliskich jej osób. Maggie robi to jednak w tak niewinny, niezdarny często sposób, że trudno mieć do niej o cokolwiek pretensje, tym bardziej że sama ponosi związane z tym, nieoczekiwane zazwyczaj, konsekwencje. Nie można wreszcie nie wspomnieć o występującej w filmie parze najlepszych przyjaciół Maggie, małżeństwie Tony’ego i Felicii, granych brawurowo przez Billa Hadera i Mayę Rudolph. Obecność w filmie tej pary aktorów (znanych z występów w Saturday Night Live) tylko zaostrza jeszcze komiczną szpicę filmu Miller. Plan Maggie to arcyzabawna komedia romantyczna, której liczne zwroty akcji i (co za tym idzie) odmiany tytułowego ‘planu’ czynią z niej obraz wdzięczny oraz nieprzewidywalny w warstwie fabularnej. Dobrze jest obejrzeć czasem film, który potrafi nas jeszcze zaskoczyć (i zachwycić).