Wszyscy mamy swoje schematy. Swoje nawyki. Zachowania, które sprawiają, że kręcimy się w kółko. Ciągle sięgamy po te same rozwiązania. Liczymy, że tym razem zaprowadzą nas one w nowe miejsce – a jednak tak się nie dzieje. A mimo to podążamy neuronalną ścieżką najmniejszego oporu. Ścieżką, którą sami wydeptaliśmy. To ona zapewniała nam bezpieczeństwo w dzieciństwie. Nauczyliśmy się odpychać ludzi, zanim zdążyli nas zranić. A teraz, jako dorośli, wciąż tkwimy w tym samym punkcie, w którym zaczynaliśmy. Sami. Powyższe słowa to cytat z książki/psychologicznego poradnika psychoterapeutki Mary (Renate Reinsve), jednej z głównych postaci horroru Backrooms. Bez wyjścia w reżyserii Kane’a Parsonsa. Fragment ten idealnie pasuje do jej pacjenta, Clarka (Chiwetel Ejiofor), świeżo rozwiedzionego sprzedawcy mebli i niedoszłego architekta. Clark próbuje uporać się na terapii z chaosem w swoim życiu po rozstaniu z żoną, ale także swoimi problemami z kontrolą gniewu i agresji. Wizyty w gabinecie psychoterapeutki nie przynoszą Clarkowi spodziewanych rezultatów, a pewnego dnia nasz bohater przepada bez wieści, co motywuje jego terapeutkę do poszukiwań zaginionego pacjenta. Mary, tak jak wcześniej Clark, odkrywa w podziemiach prowadzonego przez Clarka sklepu z meblami cały system tzw. zapleczy (angielskie ‘backrooms’), niekończący się labirynt nie wiadomo przez kogo zaprojektowanych powierzchni biurowych, który funkcjonuje jak alternatywna/równoległa rzeczywistość do naszego świata. I tak jak w mitycznym greckim labiryncie na Krecie, również i tutaj czai się groźny minotaur...
Backrooms. Bez wyjścia to psychologiczny horror science fiction autorstwa Kane’a Parsonsa, ze scenariuszem napisanym przez niego samego we współpracy z Willem Soodik’iem. Koncept filmu oparty jest na oryginalnym pomyśle samego Parsonsa, który w 2022 r. stworzył wiralowy internetowy serial pod tytułem Backrooms właśnie, będący przykładem tzw. creepypasty, czyli fikcyjnej i mrożącej krew w żyłach historii, często miejskiej legendy, rozpowszechnianej wśród amatorów grozy za pomocą internetu właśnie. Ogromny wiralowy sukces Backrooms Parsonsa doprowadził do złożenia mu oferty nakręcenia pełnometrażowego filmu na podstawie oryginalnej serii przez studio A24. Gotowy efekt tego przedsięwzięcia wprowadzony został na amerykańskie ekrany 29 maja 2026 r., zaledwie na trzy tygodnie przed 21-szymi urodzinami reżysera (sic!). Nakręcony za zaledwie 10 milionów dolarów Backrooms. Bez wyjścia stał się box office’owym przebojem zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i zagranicą, zarabiając w kinach ponad 400 milionów dolarów, co dla niezależnego filmu (za 10 milionów dolarów) jest jednym z największych komercyjnych sukcesów w historii. Do polskich kin obraz trafił w czerwcu 2026, w kilka tygodni po amerykańskiej premierze, powtarzając w zasadzie międzynarodowy sukces obrazu. W chwili obecnej film można również wypożyczyć do obejrzenia w serwisie streamingowym Amazon Prime Video.
Mamy lato 1990 roku w San Jose, Kalifornii. Clark (Chiwetel Ejiofor) nie radzi sobie ani w życiu zawodowym (jako sprzedawca mebli i niedoszły architekt), ani w życiu prywatnym (właśnie zostawiła go żona). Clark chodzi na terapię do dr Mary (Renate Reinsve), aby jakoś uporządkować swoje życie i poradzić sobie ze wzbierającą w nim wewnętrzną agresją. Jego życie drastycznie się odmienia, gdy pewnego dnia w podziemiach swojego meblowego sklepu odkrywa tytułowe ‘zaplecza’, czyli niekończący się labiryntowy ciąg przestrzeni biurowych, funkcjonujący jako równoległa w stosunku do naszej rzeczywistość. Zaintrygowany swoim odkryciem, Clark zanurza się coraz głębiej w tę alternatywną rzeczywistość, która de facto staje się jego ucieczką od problemów, rozczarowań i niepowodzeń jego oryginalnego świata.
Reżyserski debiut Kane’s Parsonsa to niezwykle dojrzałe dzieło filmowe, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w chwili kręcenia filmu jego reżyser miał zaledwie 20 lat... Backrooms. Bez wyjścia to nie tylko oryginalny i frapujący horror analogowy, ale również bardzo inspirujący dramat psychologiczny. Poprzez wykorzystanie w filmie przestrzeni liminalnych, tj. pustych, dziwnych i jednocześnie surrealistycznych miejsc, które często wywołują w nas smutek i nostalgię, ale również strach, niepokój, a nawet uczucie grozy, Kane Parsons sprytnie przemycił do swojego filmowego debiutu wiele ciekawych psychologicznie wątków. Przestrzenie liminalne to też miejsca przejścia z jednego stanu w inny, czyli miejsca, gdzie znajdujemy się w stanie zawieszenia między jedną rzeczywistością a inną. W takim psychologicznym zawieszeniu znajduje się główny bohater obrazu, grany przez Chiwetela Ejiofora Clark. Bohater próbuje znaleźć sens i wartość swojego życia na terapii, ale paradoksalnie uwodzą go tytułowe zaplecza, czyli liminalne przestrzenie, w których nie musi się kategorycznie określać i być kimś konkretnym, może być nieustannie w tym stanie zawieszenia pomiędzy bytem a niebytem, trochę tak jakby nie chciał w pełni dojrzeć od stanu dziecka do stanu osoby dorosłej, a permanentne zagubienie na zapleczach pozwala mu wyciszyć lub wytłumić emocje, które się w nim kotłują i z którymi ewidentnie nie radził sobie w codziennym życiu i na terapii. W przyległym do swojego meblowego sklepu świecie Clark nie musi być sobą, czyli architektem bez kariery, sprzedawcą mebli bez sukcesów, czy też porzuconym i agresywnym mężem, może po prostu uciec od tych społecznych ról, nie być sobą, nie odczuwać tych wszystkich negatywnych emocji, zatracić się zamiast tego w eksploracji równoległego świata, który przypomina jego własny, ale nie do końca, przez co egzystencja Clarka w tym stanie zawieszenia pomiędzy daje mu nawet pewne poczucie komfortu i kontroli, którego w ogóle nie doświadczał w realnym życiu.
Gdy Mary (świetna jak zawsze norweska aktorka Renate Reinsve) traci pacjenta, dostając od niego tylko enigmatyczną wiadomość na automatycznej sekretarce, postanawia wyruszyć na poszukiwania Clarka, trafiając w ślad za nim do tonącego w żółciach labiryntu zapleczy. Istnieje pewien stereotyp odnośnie psychologów, który mówi, że osoby te wybrały właśnie ten, a nie inny zawód głównie po to, aby pomóc samym sobie i rozwiązać własne problemy psychiczne. Stereotyp ten jak najbardziej pasuje do Mary, którą w filmie obserwujemy w kilku flashbackach jako małą dziewczynkę dorastającą pod opieką chorej psychicznie (najpewniej schizofrenicznej) matki. Trauma z dzieciństwa dalej siedzi w Mary, a jej wizyta na zapleczach przypomina jej o dzieciństwie spędzonym w zagraconym domu z niestabilną psychicznie matką. Mary została psychoterapeutką, napisała nawet książkę, próbuje pomagać ludziom w przezwyciężaniu ich mentalnych ograniczeń, mówi o otwieraniu okien za zewnętrzny świat i nie tkwieniu we własnych, często toksycznych, schematach, nawykach tudzież przyzwyczajeniach. Dla Mary zaplecza to zaprzeczenie takiego podejścia do problemu, nie ma tam żadnych okien na zewnętrzny świat, a jeśli nawet jakieś są, to permanentnie zamurowane. Dla Mary zaplecza to pułapka, labirynt bez wyjścia, który nie daje żadnego poczucia komfortu ani nostalgii (jak w przypadku Clarka), zamiast tego napełnia ją wpierw przemożnym poczuciem niepokoju, po czym wręcz paraliżującą grozą. To właśnie w labiryncie zapleczy po odnalezieniu Clarka, Mary zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie mu w żaden sposób pomóc, choćby nie wiadomo jak bardzo się starała, że to po prostu nie od niej zależy, i że tak naprawdę, jako terapeutka, nie ocali nikogo.


































