24 września 2026

Backrooms. Bez wyjścia. W labiryncie własnego umysłu.

           Wszyscy mamy swoje schematy. Swoje nawyki. Zachowania, które sprawiają, że kręcimy się w kółko. Ciągle sięgamy po te same rozwiązania. Liczymy, że tym razem zaprowadzą nas one w nowe miejsce – a jednak tak się nie dzieje. A mimo to podążamy neuronalną ścieżką najmniejszego oporu. Ścieżką, którą sami wydeptaliśmy. To ona zapewniała nam bezpieczeństwo w dzieciństwie. Nauczyliśmy się odpychać ludzi, zanim zdążyli nas zranić. A teraz, jako dorośli, wciąż tkwimy w tym samym punkcie, w którym zaczynaliśmy. Sami. Powyższe słowa to cytat z książki/psychologicznego poradnika psychoterapeutki Mary (Renate Reinsve), jednej z głównych postaci horroru Backrooms. Bez wyjścia  w reżyserii Kane’a Parsonsa. Fragment ten idealnie pasuje do jej pacjenta, Clarka (Chiwetel Ejiofor), świeżo rozwiedzionego sprzedawcy mebli i niedoszłego architekta. Clark próbuje uporać się na terapii z chaosem  w swoim życiu po rozstaniu z żoną, ale także swoimi problemami z kontrolą gniewu i agresji. Wizyty w gabinecie psychoterapeutki nie przynoszą Clarkowi spodziewanych rezultatów, a pewnego dnia nasz bohater przepada bez wieści, co motywuje jego terapeutkę do poszukiwań zaginionego pacjenta. Mary, tak jak wcześniej Clark, odkrywa w podziemiach prowadzonego przez Clarka sklepu z meblami cały system tzw. zapleczy (angielskie ‘backrooms’), niekończący się labirynt nie wiadomo przez kogo zaprojektowanych powierzchni biurowych, który funkcjonuje jak alternatywna/równoległa rzeczywistość do naszego świata. I tak jak w mitycznym greckim labiryncie na Krecie, również i tutaj czai się groźny minotaur...

       Backrooms. Bez wyjścia  to psychologiczny horror science fiction autorstwa Kane’a Parsonsa, ze scenariuszem napisanym przez niego samego we współpracy z Willem Soodik’iem. Koncept filmu oparty jest na oryginalnym pomyśle samego Parsonsa, który w 2022 r. stworzył wiralowy internetowy serial pod tytułem Backrooms właśnie, będący przykładem tzw. creepypasty, czyli fikcyjnej i mrożącej krew w żyłach historii, często miejskiej legendy, rozpowszechnianej wśród amatorów grozy za pomocą internetu właśnie. Ogromny wiralowy sukces Backrooms Parsonsa doprowadził do złożenia mu oferty nakręcenia pełnometrażowego filmu na podstawie oryginalnej serii przez studio A24. Gotowy efekt tego przedsięwzięcia wprowadzony został na amerykańskie ekrany 29 maja 2026 r., zaledwie na trzy tygodnie przed 21-szymi urodzinami reżysera (sic!). Nakręcony za zaledwie 10 milionów dolarów Backrooms. Bez wyjścia stał się box office’owym przebojem zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i zagranicą, zarabiając w kinach ponad 400 milionów dolarów, co dla niezależnego filmu (za 10 milionów dolarów) jest jednym z największych komercyjnych sukcesów w historii. Do polskich kin obraz trafił w czerwcu 2026, w kilka tygodni po amerykańskiej premierze, powtarzając w zasadzie międzynarodowy sukces obrazu. W chwili obecnej film można również wypożyczyć do obejrzenia w serwisie streamingowym Amazon Prime Video.

       Mamy lato 1990 roku w San Jose, Kalifornii. Clark (Chiwetel Ejiofor) nie radzi sobie ani w życiu zawodowym (jako sprzedawca mebli i niedoszły architekt), ani w życiu prywatnym (właśnie zostawiła go żona). Clark chodzi na terapię do dr Mary (Renate Reinsve), aby jakoś uporządkować swoje życie i poradzić sobie ze wzbierającą w nim wewnętrzną agresją. Jego życie drastycznie się odmienia, gdy pewnego dnia w podziemiach swojego meblowego sklepu odkrywa tytułowe ‘zaplecza’, czyli niekończący się labiryntowy ciąg przestrzeni biurowych, funkcjonujący jako równoległa w stosunku do naszej rzeczywistość. Zaintrygowany swoim odkryciem, Clark zanurza się coraz głębiej w tę alternatywną rzeczywistość, która de facto staje się jego ucieczką od problemów, rozczarowań i niepowodzeń jego oryginalnego świata.

       Reżyserski debiut Kane’s Parsonsa to niezwykle dojrzałe dzieło filmowe, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w chwili kręcenia filmu jego reżyser miał zaledwie 20 lat... Backrooms. Bez wyjścia  to nie tylko oryginalny i frapujący horror analogowy, ale również bardzo inspirujący dramat psychologiczny. Poprzez wykorzystanie w filmie przestrzeni liminalnych, tj. pustych, dziwnych i jednocześnie surrealistycznych miejsc, które często wywołują w nas smutek i nostalgię, ale również strach, niepokój, a nawet uczucie grozy, Kane Parsons sprytnie przemycił do swojego filmowego debiutu wiele ciekawych psychologicznie wątków. Przestrzenie liminalne to też miejsca przejścia z jednego stanu w inny, czyli miejsca, gdzie znajdujemy się w stanie zawieszenia między jedną rzeczywistością a inną. W takim psychologicznym zawieszeniu znajduje się główny bohater obrazu, grany przez Chiwetela Ejiofora Clark. Bohater próbuje znaleźć sens i wartość swojego życia na terapii, ale paradoksalnie uwodzą go tytułowe zaplecza, czyli liminalne przestrzenie, w których nie musi się kategorycznie określać i być kimś konkretnym, może być nieustannie w tym stanie zawieszenia pomiędzy bytem a niebytem, trochę tak jakby nie chciał w pełni dojrzeć od stanu dziecka do stanu osoby dorosłej, a permanentne zagubienie na zapleczach pozwala mu wyciszyć lub wytłumić emocje, które się w nim kotłują i z którymi ewidentnie nie radził sobie w codziennym życiu i na terapii. W przyległym do swojego meblowego sklepu świecie Clark nie musi być sobą, czyli architektem bez kariery, sprzedawcą mebli bez sukcesów, czy też porzuconym i agresywnym mężem, może po prostu uciec od tych społecznych ról, nie być sobą, nie odczuwać tych wszystkich negatywnych emocji, zatracić się zamiast tego w eksploracji równoległego świata, który przypomina jego własny, ale nie do końca, przez co egzystencja Clarka w tym stanie zawieszenia pomiędzy daje mu nawet pewne poczucie komfortu i kontroli, którego w ogóle nie doświadczał w realnym życiu.

       Gdy Mary (świetna jak zawsze norweska aktorka Renate Reinsve) traci pacjenta, dostając od niego tylko enigmatyczną wiadomość na automatycznej sekretarce, postanawia wyruszyć na poszukiwania Clarka, trafiając w ślad za nim do tonącego w żółciach labiryntu zapleczy. Istnieje pewien stereotyp odnośnie psychologów, który mówi, że osoby te wybrały właśnie ten, a nie inny zawód głównie po to, aby pomóc samym sobie i rozwiązać własne problemy psychiczne. Stereotyp ten jak najbardziej pasuje do Mary, którą w filmie obserwujemy w kilku flashbackach jako małą dziewczynkę dorastającą pod opieką chorej psychicznie (najpewniej schizofrenicznej) matki. Trauma z dzieciństwa dalej siedzi w Mary, a jej wizyta na zapleczach przypomina jej o dzieciństwie spędzonym w zagraconym domu z niestabilną psychicznie matką. Mary została psychoterapeutką, napisała nawet książkę, próbuje pomagać ludziom w przezwyciężaniu ich mentalnych ograniczeń, mówi o otwieraniu okien za zewnętrzny świat i nie tkwieniu we własnych, często toksycznych, schematach, nawykach tudzież przyzwyczajeniach. Dla Mary zaplecza to zaprzeczenie takiego podejścia do problemu, nie ma tam żadnych okien na zewnętrzny świat, a jeśli nawet jakieś są, to permanentnie zamurowane. Dla Mary zaplecza to pułapka, labirynt bez wyjścia, który nie daje żadnego poczucia komfortu ani nostalgii (jak w przypadku Clarka), zamiast tego napełnia ją wpierw przemożnym poczuciem niepokoju, po czym wręcz paraliżującą grozą. To właśnie w labiryncie zapleczy po odnalezieniu Clarka, Mary zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie mu w żaden sposób pomóc, choćby nie wiadomo jak bardzo się starała, że to po prostu nie od niej zależy, i że tak naprawdę, jako terapeutka, nie ocali nikogo.


27 sierpnia 2026

Birth/Rebirth. W imię nauki (i miłości).

           Horror psychologiczny Birth/Rebirth to filmowy hołd złożony przez reżyserkę obrazu, Lee Moss, pisarce Mary Shelley i jej kultowemu literackiemu dziełu z 1818 roku, czyli powieści  Frankenstein. W swoim pełnometrażowym filmowym debiucie Lee Moss z czysto kobiecej perspektywy ukazuje odwieczną walkę człowieka ze śmiercią, odważną i jednocześnie bezwzględną próbę przeciwstawienia się ludzkiemu przeznaczeniu przy pomocy naukowego eksperymentu. Głównymi bohaterkami Birth/Rebirth są dwie wzajemnie nieznające się, ale pracujące w tym samym nowojorskim szpitalu kobiety. Doktor Rose Casper (Marin Ireland w tej roli) jest patolożką, pracującą w szpitalnej kostnicy. Celie Morales (Judy Reyes) to położna, której córka, Lila (A.J. Lister), umiera nagle na bakteryjne zapalenie opon mózgowych i trafia do prowadzonej przez doktor Casper kostnicy. Dziewczynka staje się przedmiotem ambitnego (i nielegalnego) eksperymentu naukowego doktor Casper, który w konsekwencji zbliża do siebie bardzo różniące się charakterologicznie kobiety: chłodną, rzeczową i wycofaną społecznie naukowczynię (Ireland) oraz ciepłą i troskliwą matkę/pielęgniarkę (Reyes). Obie podejmują się nie lada wyzwania rzuconego śmierci i naturze: jedna w imię nauki, druga w imię miłości do ukochanej córki.

         Birth/Rebirth miał swoją międzynarodową premierę w styczniu 2023 r. na Sundance Film Festival. Bardzo dobrze przyjęty przez krytykę obraz otrzymał też trzy nominacje do Film Independent Spirit Awards, między innymi za pierwszoplanową rolę dla Judy Reyes oraz za scenariusz autorstwa Lee Moss i Brendana J. O’Briena. W Polsce film można za niewielką opłatą wypożyczyć do obejrzenia na platformie Amazon Prime Video.

       Pracująca w jednej z nowojorskich kostnic dr Rose Casper (znakomita Marin Ireland), nielegalnie wynosi z pracy ciało zmarłej na bakteryjne zapalenie opon mózgowych dziewczynki, aby w domowym zaciszu przeprowadzić swój godny doktora Frankensteina naukowy eksperyment. Sytuacja komplikuje się dla dr Casper, gdy poszukująca zaginionego ciała swojej zmarłej córki Celie Morales (rewelacyjna Judy Reyes), położna pracująca w tym samym szpitalu co Casper, odkrywa nielegalny eksperyment szalonej pani patolog i decyduje się współpracować z naukowczynią w celu utrzymania przy życiu wskrzeszonej przez Casper córki. Obie kobiety w  celu powodzenia eksperymentu posuwają się do wielu, często bardzo amoralnych, zawsze wyjątkowo nielegalnych działań, które w imię ich wspólnej obsesji przynoszą ogromne i trudne do oszacowania straty dla nich samych oraz dla wielu postronnych, zupełnie niewinnych, ofiar tego przedsięwzięcia.

        Od pierwszych aż po ostatnie w filmie sceny dla każdego widza jasne jest, że obrazu takiego jak Birth/Rebirth nie mógłby nakręcić mężczyzna. Unikalna kobieca perspektywa reżyserki Lee Moss odzwierciedlana jest tutaj w bardzo silnym zakorzenieniu w tym, co natura przypisała wyłącznie płci żeńskiej, a więc owulacja, zachodzenie w ciążę, sam jej przebieg, komplikacje, wisceralny aspekt porodu i wreszcie to, co nazywamy instynktem macierzyńskim, miłością matki do urodzonego w bólach dziecka. Lee Moss w swoim debiucie filmowym znakomicie rozgrywa te czysto kobiece tematy, zderzając ze sobą dwa krańcowo różne podejścia do tej samej materii w wydaniu swoich dwóch głównych bohaterek: dr Casper i położnej Morales. Pierwsza z nich pozbawiona jest w ogóle instynktu macierzyńskiego (a przynajmniej takie sprawia wrażenie), do ciąży i jej przebiegu podchodzi z czysto naukowego, stricte biologicznego punktu widzenia. Dla dr Casper ciąża i potomstwo to tylko środki dla osiągnięcia jej głównego celu, którym jest przywracanie martwych do życia za pomocą komórek macierzystych z płodu i łożyska, które mają wymusić autoregenerację martwych komórek u zmarłych. Z kolei pielęgniarka położnictwa Celie Morales to osoba empatyczna, wspierająca, kochająca ponad życie swoją pięcioletnią córkę, Lilę. Jej nagła śmierć bez żadnego formalnego pożegnania (wszystko wydarzyło się w ciągu jednego dnia w trakcie długiej pielęgniarskiej zmiany Celii w szpitalu), popychają zszokowaną i oniemiałą z bólu matkę do poszukiwania tajemniczo zaginionego ciała córki, tak aby dać sobie możliwość ostatecznego pożegnania. Gdy Celie zostaje skonfrontowana z rzeczywistością w mieszkaniu dr Casper, bardzo szybko i bez chwili zastanowienia podejmuje wątpliwą moralnie decyzję: gotowa jest za wszelką cenę pomóc Casper w utrzymaniu wskrzeszonej córki przy życiu. W tym właśnie momencie instynkt macierzyński Celie zadziałał z całą mocą, wbrew rozumowi i wszelkim prawnym oraz moralnym implikacjom. W tym sensie nazwisko pielęgniarki (Morales) wydaje się tutaj ironicznym komentarzem reżyserki do opowiadanej historii.

  Decyzja matki o walce w utrzymaniu zmarłej córki przy życiu to dopiero pierwsze (i wcale nie najbardziej szokujące) z serii posunięć troskliwej i empatycznej położnej. Celie Morales zamienia swoją empatię, miłość do dziecka i do wykonywanej pracy w broń masowego rażenia, przynoszącą niechybną zgubę wielu niewinnym istotom w całym procesie. W finałowej części filmu to właśnie Celie staje się tą bardziej bezwzględną, bardziej wyrachowaną z pary wspólniczek w tym eksperymencie, dr Casper zaczyna spoglądać na pielęgniarkę trochę jak na stworzonego przez siebie amoralnego potwora, chociaż sama również nie cofnie się przed niczym w imię nauki. Judy Reyes i Marin Ireland stworzyły w Birth/Rebirth dwie fenomenalne, krańcowo różne i w tym sensie komplementarne, a jednak pomimo tego bardzo podobne w swojej obsesyjnej bezwzględności postaci. Obie dokonują niesłychanych, przerażających rzeczy, różnica polega jedynie na motywacji: jedna czyni je w imię dobra i powodzenia swojego naukowego eksperymentu, druga w imię miłości do ukochanej córki.


31 lipca 2026

Memory (Pamięć). Przekleństwa pamięci i błogosławieństwa amnezji.

           Dramat psychologiczny meksykańskiego reżysera Michela Franco pod tytułem Pamięć to chwytająca za serce medytacja na temat traumy z przeszłości i radzenia sobie z nią, ale jest to też świetny film traktujący o przedwczesnej demencji i sposobach walki z coraz bardziej szwankującą pamięcią i powolną utratą własnej tożsamości. Jessica Chastain (jako Sylvia) i Peter Sarsgaard (jako Saul Shapiro) tworzą w Pamięci świetny aktorski duet jako para niespodziewanych kochanków: doświadczonych przez życie, własną rodzinę, a nawet (w przypadku postaci Sarsgaarda) przez własny umysł. Dramat Franco unika przewidywalnych rozwiązań, oczywistych narracyjnych tropów, trzymając nas w intrygującej niewiedzy, powoli odkrywając przed nami sekrety swoich bohaterów i wyjaśniając tym samym motywacje ich działania. Dzięki nieujawnianiu lub ambiwalencji w stosunku do kluczowych zdarzeń z życia pary protagonistów, jesteśmy jako widzowie trzymani przez Franco w niepewności właściwie do samego końca, co czyni finałowy akt Pamięci tym bardziej fascynującym emocjonalnym doświadczeniem.

       Reżyser i jednocześnie autor scenariusza do Pamięci (Memory), Michel Franco, to niezależny meksykański filmowiec, którego kariera zaczęła się od niezależnego obrazu Daniel i Ana (Daniel & Ana z 2009 roku). Za swoją drugą fabułę, Pragnienie miłości (Después de Lucía, 2012), otrzymał Nagrodę Główną w sekcji "Un Certain Regard" na 65. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. Od lat Franco kręci swoje niezależne filmy w USA w języku angielskim, głównie jako amerykańsko-meksykańskie koprodukcje, taką właśnie koprodukcją jest też Pamięć, pokazana premierowo w konkursie głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji we wrześniu 2023 roku. Na tymże festiwalu Peter Sarsgaard otrzymał za swoją kreację nagrodę dla najlepszego aktora (Volpi Cup). W Polsce film można obecnie obejrzeć w streamingu na platformie HBO Max.

       Sylvia (Jessica Chastain) i Saul (Peter Sarsgaard) widzą się po raz pierwszy na spotkaniu absolwentów szkoły średniej. Saul przysiada się w pewnym momencie do Sylvii z szerokim uśmiechem na ustach, co prowokuje bardzo niekomfortową sytuację dla Sylvii, która ewidentnie nie pamięta bądź nie poznaje Saula. Kiedy grana przez Chastain bohaterka opuszcza przyjęcie, Saul podąża za nią aż do jej mieszkania, a nawet śpi w deszczu pod jej drzwiami, co tylko pogarsza emocjonalny stan i tak już rozedrganej wewnętrznie Sylvii. Tajemnica dziwnego zachowania Saula wyjaśnia się już następnego dnia rano, kiedy to okazuje się, że relatywnie młody jeszcze mężczyzna cierpi na przedwczesną demencję, przez co często zapomina, co robi i gdzie się znajduje. Pełen dyskomfortu przypadkowy początek znajomości Sylvii i Saula przeistacza się wkrótce w głębszą relację tych dwojga, która jest główną osią narracyjną i emocjonalnym centrum Pamięci.

       Motywem muzycznym przewijającym się kilkakrotnie w filmie Pamięć jest największy przebój angielskiej grupy Procol Harum pod tytułem A Whiter Shade of Pale z 1967 roku, w szczególności ten fragment, w którym dominuje przepiękna partia organów Hammonda, zainspirowana z kolei fragmentem dobrze znanej trzeciej suity orkiestrowej D-dur Jana Sebastiana Bacha. Utwór grupy Procol Harum opowiada o znajomości mężczyzny i kobiety, która choć zainicjowana między dwójką poharatanych wewnętrznie postaci, kończy się silnym emocjonalnym i seksualnym zbliżeniem. O tym też w wielkim skrócie jest film Pamięć Michela Franco, a para jego protagonistów słucha wspólnie w jednej ze scen utworu A Whiter Shade of Pale. Aktorstwo z najwyższej światowej półki to głównie zasługa Jessiki Chastain i Petera Sarsgaarda, którzy tworzą na ekranie niepodrabialną i nieoczywistą na samym początku znajomości pomiędzy swoimi postaciami chemię. W filmie partnerują im też znakomita Merritt Wever (grająca Olivię, młodszą siostrę Sylvii), a także Jessica Harper (w roli matki Sylvii) i Brooke Timber (jako Anna, córka granej przez Chastain Sylvii). Nie wchodząc niepotrzebnie w szczegóły fabuły Pamięci, warto podkreślić, że Michel Franco znakomicie wyważył wydzielanie informacji na temat przeszłości i pewnych traumatycznych zdarzeń, które były udziałem w szczególności postaci granej przez rewelacyjną w swojej roli Jessikę Chastain. Dzięki takiemu zabiegowi z zaciekawieniem i ekscytacją możemy śledzić losy znajomości Sylvii i Saula, a często nasze domysły odnośnie ich motywacji i powodów takiego, a nie innego zachowania kończą się totalnym zaskoczeniem lub ślepą uliczką.

       Zniuansowany scenariusz autorstwa Michela Franco i równie zniuansowana, a także pełna finezji gra głównych aktorów dystansują Pamięć od typowego melodramatu/wyciskacza łez, który chce wywołać w nas pożądaną emocjonalną reakcję tanimi psychologicznymi sztuczkami. Pamięć to wyważony w środkach przekazu psychologiczny dramat, który nie trywializuje traumy Sylvii ani umysłowej choroby Saula, ale w kreatywny sposób łączy przeżycia tych dwojga i tworzy wciągającą opowieść o miłości, pomimo (wydawałoby się) przeszkód nie do przejścia.

27 czerwca 2026

If I Had Legs I’d Kick You (Kopnęłabym cię, gdybym mogła). Kobieta na skraju załamania nerwowego.

           Kopnęłabym cię, gdybym mogła empatyzuje z wszystkimi matkami, dla których macierzyństwo staje się momentami ciężarem nie do udźwignięcia. Fantastycznie wcielająca się w swoją postać Rose Byrne gra Lindę, psychoterapeutkę opiekującą się swoją mającą poważne problemy zdrowotne córką, jednocześnie Linda zmaga się nie tylko ze swoimi własnymi pacjentami na terapii, ale również z będącą skutkiem zalania potężną dziurą w suficie w mieszkaniu, która wymusza na niej przeprowadzkę z chorym dzieckiem do taniego motelu. W sytuacji gdy mąż Lindy prawie permanentnie pozostaje poza domem (jest kapitanem statku), kobieta jest całkowicie zdana tylko na siebie, a pomimo długiej szpitalnej terapii i nocnemu żywieniu poprzez rurkę, problemy z odżywianiem córki naszej bohaterki wcale nie zmierzają ku lepszemu. Linda jest na krawędzi załamania nerwowego, a potężna czarna dziura w suficie wynajmowanego mieszkania jest jak namacalny symbol jej obecnego stanu ducha: czy Linda da się jej całkowicie wciągnąć, czy może znajdzie w sobie siły do wyrwania się ze strefy jej nieubłaganego oddziaływania?

          Najnowszy film reżyserki i autorki scenariusza Mary Bronstein to psychologiczny dramat łamany czarną komedią i thrillerem. Obraz pokazano premierowo na Festiwalu Filmowym Sundance w styczniu 2025 r. Po Sundance’owym debiucie film objechał jeszcze festiwale w Berlinie, Telluride, Toronto, Nowym Jorku i Londynie, kolekcjonując nominacje i nagrody, głównie dla odtwarzającej pierwszoplanową rolę Rose Byrne (całkowicie zasłużenie), czego kulminacją była nominacja do Oscara w kategorii najlepsza aktorka pierwszego planu, a także Srebrny Niedźwiedź na Berlinale (najlepsza aktorka) i Złoty Glob (najlepsza aktorka w komedii/musicalu). Do polskich kin film zawitał w lutym 2026 roku, a od niedawna można go oglądać na żądanie w streamingu na platformie Amazon Prime Video.


          Linda (fenomenalna wprost Rose Byrne) to kobieta nieustannie doświadczana przez życie. Córka (Delaney Quinn) cierpi na niesprecyzowane w filmie zaburzenia odżywiania, wymagające nocnego karmienia rurką oraz szpitalnej terapii ze stawiającą wysoko poprzeczkę dr Spring (w tej roli sama reżyserka obrazu Mary Bronstein). Potężny cios od losu dostaje się naszej głównej bohaterce, gdy pęknięta rura powoduje zalanie mieszkania i ogromną dziurę w suficie, którą wynajmujący mieszkanie właściciel nie spieszy się naprawić, co zmusza Lindę do tymczasowego zamieszkania w podrzędnym motelu. Linda nie może też oczekiwać żadnej pomocy ze strony mężczyzn w swoim życiu: mąż (Christian Slater) jest kapitanem statku i przez większość czasu nie ma go w domu, z kolei psychoterapeuta Lindy (grany przez Conana O’Briena) nie oferuje żadnego psychologicznego wsparcia, jest chłodny i wycofany, doprowadzając podkochującą się w nim Lindę do skrajnej frustracji. Nasza bohaterka coraz gorzej radzi też sobie z zawodową pracą jako psychoterapeutka, a jej pacjenci przeciążają i tak już będące na wyczerpaniu koncentrację i cierpliwość Lindy. Załamanie nerwowe widać już na horyzoncie…


       Kopnęłabym cię, gdybym mogła jest filmem o macierzyństwie i wszelkich z nim związanych wyzwaniach, ale w centrum zainteresowania reżyserki obrazu, Mary Bronstein, jest kobieta i jednocześnie główna bohaterka całej opowieści. To właśnie przez pryzmat Lindy widzimy cały otaczający ją świat, nie ma właściwie sceny bez jej udziału. Trzeba więc pamiętać, że jako widzowie jesteśmy od początku filmu w jej głowie i patrzymy na świat jej oczami, przez co jej frustracja, zmęczenie, gniew i poczucie bezsilności udzielają nam się w dwójnasób. Rose Byrne znakomicie wywiązuje się ze swojej roli jako pracująca matka na skraju nerwowego załamania, popełniająca wiele błędów i podejmująca wiele kiepskich decyzji; to zdecydowanie najlepsza dramatyczna rola w jej filmowej karierze, a jej pierwsza Oscarowa nominacja to tylko potwierdzenie skali jej talentu, z którym po raz pierwszy zetknąłem się przy okazji świetnego serialu Układy (Damages, 2007-2012), gdzie swoim dramatycznym aktorstwem nie dała się przyćmić wielkiej Glenn Close. Obok Rose Byrne warto wymienić drugoplanową rolę Conana O’Briena jako mało empatycznego i jeszcze mniej sympatycznego psychoterapeutę Lindy (to też pierwsza dramatyczna rola tego komika). Raper A$AP Rocky gra z kolei Jamesa, pracownika motelu i jedynego właściwie mężczyznę w filmie, który próbuje pomóc naszej bohaterce, ale jego starania nie spotykają się niestety z dobrym przyjęciem tudzież zrozumieniem Lindy. Wreszcie Michelle Macdonald jako Caroline, pacjentka Lindy i inna matka u kresu mentalnych sił, dopełnia swoim poruszającym dramatycznym performansem zróżnicowaną galerię postaci w filmie.


             Mary Bronstein, reżyserka i zarazem autorka scenariusza do Kopnęłabym cię, gdybym mogła, oparła fabułę swojego drugiego pełnometrażowego filmu na osobistych doświadczeniach z rodzicielstwem, szczególnie że również jej córka miała poważne problemy zdrowotne w dzieciństwie. Bronstein stosuje w swoim filmie ciekawy zabieg nie pokazywania twarzy córki głównej bohaterki aż do samego finału, co można rozumieć na kilka sposobów, główną motywacją takiego rozwiązania wydaje się jednak chęć nie obwiniania dziecka za kiepski stan psychiczny matki, w tym sensie że rodzicielka (Linda) zmaga się z chorobą córki, a nie samą córką czy macierzyństwem w ogóle. Z drugiej strony, dzięki nie ukazywaniu twarzy dziecka, nie możemy jako widzowie równie mocno empatyzować z jego chorobą, przez co mamy więcej empatii dla matki i jej zmagań z przypadłością córki plus całą masą innych codziennych małych katastrof. Wreszcie, brak twarzy dziecka w kadrze to dobry sposób na wejście do głowy matki, popatrzenia na całą sytuację z jej punktu widzenia, i choć jako matka widzi ona na co dzień twarz córki, to tak naprawdę nie widzi jej jako godnej współczucia i miłości ludzkiej istoty, zbyt bowiem zafiksowana jest na swoich problemach i ogólnym poczuciu przeciążenia/wyczerpania własnego systemu nerwowego. Wiemy też doskonale, że Linda nieustannie obwinia się za brak postępów w zdrowieniu córki, choć pewne rzeczy są ewidentnie poza jej kontrolą. Nie pokazywanie twarzy chorującego dziecka to też metaforyczne ukazanie poczucia wstydu i winy matki, która we własnej głowie nie chce patrzeć córce prosto w oczy, bo to tylko pogłębia jej wewnętrzne przekonanie o byciu złą lub niewystarczającą matką. Gdy nerwowe załamanie Lindy osiąga swoje apogeum w finale, wtedy dopiero po przejściu wewnętrznego huraganu następuje wyciszenie, rozluźnienie, a oczom matki ukazuje się wreszcie prawdziwie twarz córki. Fascynujące, ile rzeczy można w filmie ukazać poprzez ukrywanie właśnie, celowe nie pokazywanie.



3 maja 2026

Dust Bunny (Kraina mroku). Potwór pod łóżkiem.

           Kraina mroku to reżyserski debiut filmowy telewizyjnego scenarzysty i showrunnera z bardzo bogatą wyobraźnią, Bryana Fullera, którego autorskie wizje z TV obejmują takie tytuły jak: Gdzie pachną stokrotki (Pushing Daisies, 2007-2009) czy Hannibal (2013-2015). Bryan Fuller jest także odpowiedzialny jako showrunner za przeniesienie na telewizyjny ekran adaptacji słynnej powieści Neila Gaimana Amerykańscy bogowie (American Gods, 2017-2021). W myśl zasady lepiej późno niż wcale Fuller postanowił (z bardzo dobrym skutkiem) zatrudnić swoją niesztampową wyobraźnię w służbie sztuki filmowej, czego efektem jest niecodzienna mieszanka kina akcji, horroru, dramatu, czarnej komedii i thrillera w postaci Krainy mroku, w którym to obrazie Fuller pozwala swojej nieposkromionej fantazji przeobrazić Nowy Jork w na poły baśniową krainę pełną szemranych postaci i przerażających potworów pod łóżkiem, tych wyobrażonych i tych jak najbardziej realnych.

          Kraina mroku pokazana została premierowo na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto we wrześniu 2025 roku, a do Polski film trafił w lutym 2026 do wypożyczenia na platformie streamingowej Amazon Prime Video. Pełnometrażowy debiut reżyserski Bryana Fullera (również autora scenariusza do filmu) wyróżniony został nominacją za najlepszy debiut filmowy oraz za najlepsze zdjęcia (dla Nicole Hirsch Whitaker) na Independent Spirit Awards 2026. Ponadto, film odebrał również nagrodę dla najlepszego niezależnego obrazu na Saturn Awards 2026 (festiwal skupiający się na kinie gatunkowym, głównie spod znaku science-fiction, fantasy i horroru).


          Heroiną Krainy mroku jest 8-letnia Aurora (debiutująca na ekranie Brytyjka Sophie Sloan), która mieszka w kamienicy w Nowym Jorku i której największym zmartwieniem jest wyjątkowo groźny potwór pod jej łóżkiem (tytułowy “dust bunny”). Kiedy ów potwór - w przekonaniu samej Aurory - morduje jej zastępczych rodziców, dziewczynka postanawia wynająć usługi swojego Intrygującego Sąsiada (Mads Mikkelsen w tej roli), hitmana, którego dziewczynka widziała wcześniej w błyskotliwej akcji uśmiercenia ‘smoka’ w nowojorskim Chinatown. Postać grana przez Mikkelsena nie dostaje własnego imienia, do końca filmu pozostaje sąsiadem spod 5B albo po prostu Intrygującym Sąsiadem. Nie znamy co prawda jego imienia, domyślamy się jednak szybko jego prawdziwego zawodu płatnego zabójcy, rychło też poznajemy jego charyzmatyczną przełożoną Laverne, graną przez samą Sigourney Weaver.


          Frapująca wizualnie Kraina mroku czerpie pełnymi garściami z filmowego dorobku artystów pokroju Jeana-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro (Delicatessen, Miasto zaginionych dzieci, Amelia), ale też Luca Bessona (Leon zawodowiec, Piąty element), Tima Burtona (Sok z żuka, Edward Nożycoręki) czy Wesa Andersona (Genialny klan, Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom). Przy pełnej świadomości różnorakich filmowych inspiracji i nawiązań, Bryan Fuller stworzył w swoim filmowym debiucie intrygujący świat, w którym bujna wyobraźnia nieustannie zniekształca rzeczywistość, koloryzując postaci, miejsca i wydarzenia, otulając je w oniryczną poświatę i przydając swoim bohaterom fosforyzującą aureolę, tak jakby były to figury z zaświatów lub z zupełnie innej bajki. Pastelowe, z lekka to przygaszone, to przydymione zdjęcia autorstwa Nicole Hirsch Whitaker bardzo dobrze imitują świat widziany oczami 8-letniej dziewczynki, której nieposkromiona fantazja zaludnia bezpośrednie sąsiedztwo smokami i potworami. Szczególnie dobrze nakręcone i sfotografowane są sekwencje wewnątrz kamienicy, w której mieszka Aurora, przede wszystkim w jej pogrążonym w mroku mieszkaniu, którego skąpany w zielonkawym świetle korytarz z psychodeliczną tapetą to miejsce epickich potyczek z ludzkimi i nieludzkimi potworami…


         Mads Mikkelsen i Sophie Sloan jako sąsiedzi i sprzymierzeńcy z konieczności tworzą bardzo zgrany duet, który dopełnia swoją charyzmą Sigourney Weaver jako szefowa postaci granej przez Mikkelsena, a ich spotkania w serwujących azjatyckie jedzenie tudzież herbatę restauracjach to wizualne crème de la crème Krainy mroku. Pojawiający się w drugoplanowych rolach Sheila Atim (jako udawana pracownica społeczna) czy David Dastmalchian (jako niepozorny mafioso) dopełniają tę galerię barwnych i dziwacznych postaci, zapełniających ten zniekształcony świat rodem z psychodelicznego kina gangsterskiego, gdzie ojcem chrzestnym i bezwzględnym capo di tutti capi jest tytułowy potwór spod łóżka… 



5 kwietnia 2026

Twinless (Rozdzieleni). Nieoczekiwana przyjaźń.

           Komediodramat Rozdzieleni opowiada o niespodziewanej i nieoczywistej przyjaźni pomiędzy dwoma mężczyznami, którzy poznają się na grupie wsparcia dla osób, które straciły swoje bliźniacze rodzeństwo. Punkt wyjścia Rozdzielonych jest bardzo oryginalny, żeby nie powiedzieć ekscentryczny, ale znakomity scenariusz i reżyseria Jamesa Sweeney wynoszą jego film do grona najlepszych niezależnych komedii 2025 roku. Roman (rewelacyjny Dylan O’Brien) i Dennis (w tej roli sam twórca filmu James Sweeney) to para przepracowujących traumę po stracie braci bliźniaków mężczyzn, których na papierze różni w zasadzie wszystko: od orientacji seksualnej począwszy, aż po pracę, upodobania i ogólnie sposób bycia. A jednak, wbrew wszystkiemu, Roman i Dennis zaprzyjaźniają się, chodzą razem na imprezy, na zakupy, do restauracji, a także na siłownię, spędzając ze sobą coraz więcej czasu. Ta nieoczywista przyjaźń okaże się jednak podszyta kłamstwem, którego konsekwencje rzucą długi cień na relację między mężczyznami.

          James Sweeney, reżyser i autor oryginalnego scenariusza do Rozdzielonych, pokazał swój film po raz pierwszy na festiwalu Sundance w styczniu 2025. Obraz konkurował w kategorii najlepszy film, a wyjechał z festiwalu z Nagrodą Publiczności (Audience Award). I choć Twinless nie trafił ostatecznie do dystrybucji kinowej w Polsce, to można go wypożyczyć w streamingu na platformie Amazon Prime Video.


          Romana (Dylan O’Brien) i Dennisa (James Sweeney) łączy utrata braci bliźniaków. Nawiązują znajomość na grupie wsparcia dla osób radzących sobie ze stratą bliźniaczego rodzeństwa, po czym ich relacja rozkwita w zażyłą przyjaźń. Lekka tragikomedia przeistacza się w psychologiczną czarną komedię, kiedy Roman tworzy związek ze znajomą Dennisa z pracy, Marcie (Aisling Franciosi), a na jaw wychodzą zatajone fakty i niewypowiedziane prawdy.


          Zaskakująca relacja pary głównych bohaterów Twinless to zdumiewający i pozornie nie mający prawa bytu scenopisarski pomysł Jamesa Sweeney, autora i reżysera filmu, który jednak chwyta i trzyma w ciągłym zadziwieniu historią przyjaźni Romana i Dennisa, dwóch kompletnie różnych gości, którzy jednak lubią spędzać ze sobą czas. Dennis jest wyoutowanym gejem, podczas gdy Roman lubi “piersi”, jak sam beztrosko w pewnym momencie stwierdza. Roman to prosty chłopak o atletycznej budowie, któremu często puszczają nerwy i który ma tendencję do  siłowego rozwiązywania napotkanych na swojej drodze problemów. Przemoc i brutalna siła są z kolei całkowicie obce Dennisowi, nieczującemu się komfortowo we własnej skórze, jednocześnie poszukującego partnera na całe życie. Autoironiczny humor Dennisa i jego intelektualne ambicje kontrastują wybitnie z prostym w obejściu Romanem, który większości uwag i żartów Dennisa w ogóle nawet nie łapie. Przyjaciele podsuwają sobie też potencjalnych romantycznych partnerów, co przynosi mieszane rezultaty, ale kończy się ostatecznie skojarzeniem Romana z Marcie (Aisling Franciosi), recepcjonistką i koleżanką z pracy Dennisa. Trudno mówić o Rozdzielonych bez ujawniania kluczowych elementów akcji filmu, a opowiedziana wprost fabuła ze wszystkimi spoilerami nie oddałaby wszystkich niuansów tego naprawdę bardzo dobrze przemyślanego i inteligentnie napisanego filmu. 


          Ogromne brawa należą się przede wszystkim Dylanowi O’Brienowi za podwójną rolę braci bliźniaków Romana i (tragicznie zmarłego) Rocky'ego, tak bardzo od siebie się różniących, jak różnią się teraz Roman i Dennis. Ciekawe i godne zapamiętania role stworzyły również Aisling Franciosi jako Marcie, z pozoru cicha i prostolinijna recepcjonistka, a w rzeczywistości asertywna i stanowcza nowa partnerka Romana, oraz Lauren Graham jako niewolna od własnych psychologicznych problemów matka Romana i Rocky’ego. Rozdzieleni to obraz pełen pozytywnych zaskoczeń, w żadnym momencie nie wiadomo ani dokąd nas ten film prowadzi, ani którą drogą. Jedno jest pewne: droga jest cały czas intrygująca, a finał spełniony i satysfakcjonujący.


25 lutego 2026

Hedda. Manipulacje znudzonej życiem kobiety.

           Filmowa adaptacja słynnego dramatu Henryka Ibsena z 1891 roku w reżyserii Nii DaCosty ponownie łączy amerykańską reżyserkę z wybitną w swoim aktorskim fachu Tessą Thompson, która gra tutaj tytułową rolę Heddy Gabler, po mężu Tesman, specjalistki od emocjonalnej manipulacji i osiągania poprzez towarzyskie intrygi zamierzonych sobie wcześniej celów. DaCosta i Thompson zrobiły razem w 2018 r. mały i niezależny (ale za to bardzo dobry) film Little Woods, który niestety nigdy nie doczekał się polskiej premiery. Po przygodach w wysokobudżetowych produkcjach spod znaku Marvela między innymi (całkowicie nieudane The Marvels z 2023, ale też znacznie lepszy horror Candyman z 2021), Nia DaCosta wróciła (całe szczęście) do niezależnego kina, adaptując napisany jeszcze przed swoim filmowym debiutem scenariusz do wybitnego dramatycznego dzieła Ibsena. Efekt finalny to triumfalny powrót do formy zdolnej i ambitnej reżyserki, a co najważniejsze dla polskiego widza, Heddę można już od 29 października 2025 r. oglądać w streamingu na platformie Amazon Prime Video.

          Międzynarodowa premiera Heddy miała miejsce z początkiem września 2025 r. na TIFF (Toronto International Film Festival), gdzie film został doceniony przez festiwalową publiczność. Już z końcem października 2025 dramat trafił najpierw do kin w USA, a po tygodniu już zadebiutował w streamingu na Amazon Prime Video. Napisany i wyreżyserowany przez Nię DaCostę film doceniony został przede wszystkim za fenomenalne kreacje aktorskie Tessy Thompson (jako tytułowej heroiny) oraz Niny Hoss jako Eileen Lovborg, byłej kochanki Heddy. Obie aktorki dostały nominacje do Film Independent Spirit Awards, Thompson za rolę pierwszoplanową, a Hoss w kategorii najlepsza aktorka drugiego planu.


          Hedda Gabler (fenomenalna Tessa Thompson) to znudzona swoim życiem i niedawno poślubionym mężem kobieta, która lubi żyć wystawnie i ponad stan, i to pomimo nieposiadania adekwatnych ku temu funduszy. Akcja dzieła Henryka Ibsena przeniesiona została z Norwegii 1891 r. do Wielkiej Brytanii lat 50-tych XX wieku. I nie jest to, bynajmniej, najważniejsze w filmie odejście od teatralnego oryginału. Hedda organizuje w swojej arystokratycznej posiadłości wielkie przyjęcie, którego głównym celem jest załatwienie mężowi (Tom Bateman jako George Tesman) wymarzonej posady na uniwersytecie. Na przyjęcie zostaje oczywiście zaproszony przełożony męża Heddy, profesor Greenwood, wraz ze swoją młodą żoną, a także główna rywalka męża do stanowiska i jednocześnie eks-kochanka samej Heddy, Eileen Lovborg (wspaniała w tej roli i bardzo charyzmatyczna Nina Hoss). W tym miejscu ma miejsce queerowy zwrot w scenariuszu DaCosty, albowiem w Ibsenowskim oryginale Lovborg był oczywiście mężczyzną. Żeby komplikacji i wszelakim dramom stało się zadość, na bal do małżeństwa Tesmanów dociera również nowa partnerka Eileen, Thea (Imogen Poots w tej roli). I tak oto oczekuje nas noc pełna emocjonalnych manipulacji tytułowej heroiny, nazywanej w teatralnym świecie żeńskim Hamletem…


          Największą zaletą filmu Nii DaCosty (i oczywiście teatralnego oryginału) jest wiwisekcja osobowości tytułowej bohaterki, Heddy Tesman, z domu Gabler, córki generała, przyzwyczajonej do życia w zbytku i wygodzie, kobiety do tego stopnia pozbawionej nadrzędnego celu w życiu, że aż gotowej do zrujnowania egzystencji ludzi dookoła niej, aby tylko udowodnić sobie, że jest w stanie wpłynąć na innych i metodą rozmaitych manipulacji dopiąć swoich pomniejszych zamierzeń. Tessa Thompson znakomicie wywiązuje się tu z zadania sportretowania znudzonej swoją egzystencją kobiety, która szuka motywacji do działania w drobnych towarzyskich intrygach, które finalnie prowadzą do bardzo poważnych, tragicznych wręcz w skutkach konsekwencji. Cele Heddy na początku wystawnego przyjęcia w wielkiej arystokratycznej rezydencji, na której utrzymanie jej oczywiście nie stać, są egoistyczne i małostkowe. Poza próbą zapewnienia posady mężowi, tak aby ich wystawne życie miało jakieś finansowe zaczepienie, Hedda chce udowodnić sobie i swojej byłej partnerce, Eileen (fenomenalna w tej roli Nina Hoss), że wciąż jest dla niej atrakcyjna i dalej ma miejsce w jej sercu. Znudzona swoim mężem, poczciwym, ale bez wyrazistego charakteru, Hedda całą noc uwodzi i kusi Eileen, próbując zaprzepaścić efekty jej kilkumiesięcznego zdrowienia od alkoholowego nałogu. Emocjonalne wykolejenie asertywnej i pewnej siebie Eileen, w końcu rywalki męża do uniwersyteckiej posady, staje się dla Heddy celem ponad wszystko.


          Subtelne psychologiczne gierki, uprawiane przez Heddę w trakcie mocno zakrapianej alkoholem imprezy, prowadzą do tragicznych w skutkach konsekwencji. Nia DaCosta akcentuje w swoim filmie momenty zwrotne, jak na przykład pojawienie się na przyjęciu Eileen i reakcję Heddy na jej wejście, scenariusz DaCosty koncentruje się na wszystkich manipulacyjnych niuansach Heddy, kamera reżyserki niemalże nie odstępuje ani na krok zjawiskowej Tessy Thompson i nie mniej charyzmatycznej Niny Hoss, które razem tworzą w filmie niezapomniany, nabuzowany kobiecą erotyką i seksapilem duet. Hedda Gabler, pomimo swojego egoizmu i manipulacyjnej osobowości, budzi jednak fascynację na ekranie, nie sposób oprzeć się jej ewidentnemu urokowi. Razem z nami, widzami, nie opierają się czarowi Heddy prawie wszystkie postaci w filmie, na własną zgubę oczywiście. Pytanie tylko: czy kuszenie i przywodzenie do upadku innych może być wystarczającą motywacją do własnego życia?