27 czerwca 2026

If I Had Legs I’d Kick You (Kopnęłabym Cię, gdybym mogła). Kobieta na skraju załamania nerwowego.

           Kopnęłabym Cię, gdybym mogła empatyzuje z wszystkimi matkami, dla których macierzyństwo staje się momentami ciężarem nie do udźwignięcia. Fantastycznie wcielająca się w swoją postać Rose Byrne gra Lindę, psychoterapeutkę opiekującą się swoją mającą poważne problemy zdrowotne córką, jednocześnie Linda zmaga się nie tylko ze swoimi własnymi pacjentami na terapii, ale również z będącą skutkiem zalania potężną dziurą w suficie w mieszkaniu, która wymusza na niej przeprowadzkę z chorym dzieckiem do taniego motelu. W sytuacji gdy mąż Lindy prawie permanentnie pozostaje poza domem (jest kapitanem statku), kobieta jest całkowicie zdana tylko na siebie, a pomimo długiej szpitalnej terapii i nocnemu żywieniu poprzez rurkę, problemy z odżywianiem córki naszej bohaterki wcale nie zmierzają ku lepszemu. Linda jest na krawędzi załamania nerwowego, a potężna czarna dziura w suficie wynajmowanego mieszkania jest jak namacalny symbol jej obecnego stanu ducha: czy Linda da się jej całkowicie wciągnąć, czy może znajdzie w sobie siły do wyrwania się ze strefy jej nieubłaganego oddziaływania?

          Najnowszy film reżyserki i autorki scenariusza Mary Bronstein to psychologiczny dramat łamany czarną komedią i thrillerem. Obraz pokazano premierowo na Festiwalu Filmowym Sundance w styczniu 2025 r. Po Sundance’owym debiucie film objechał jeszcze festiwale w Berlinie, Telluride, Toronto, Nowym Jorku i Londynie, kolekcjonując nominacje i nagrody, głównie dla odtwarzającej pierwszoplanową rolę Rose Byrne (całkowicie zasłużenie), czego kulminacją była nominacja do Oscara w kategorii najlepsza aktorka pierwszego planu, a także Srebrny Niedźwiedź na Berlinale (najlepsza aktorka) i Złoty Glob (najlepsza aktorka w komedii/musicalu). Do polskich kin film zawitał w lutym 2026 roku, a od niedawna można go oglądać na żądanie w streamingu na platformie Amazon Prime Video.


          Linda (fenomenalna wprost Rose Byrne) to kobieta nieustannie doświadczana przez życie. Córka (Delaney Quinn) cierpi na niesprecyzowane w filmie zaburzenia odżywiania, wymagające nocnego karmienia rurką oraz szpitalnej terapii ze stawiającą wysoko poprzeczkę dr Spring (w tej roli sama reżyserka obrazu Mary Bronstein). Potężny cios od losu dostaje się naszej głównej bohaterce, gdy pęknięta rura powoduje zalanie mieszkania i ogromną dziurę w suficie, którą wynajmujący mieszkanie właściciel nie spieszy się naprawić, co zmusza Lindę do tymczasowego zamieszkania w podrzędnym motelu. Linda nie może też oczekiwać żadnej pomocy ze strony mężczyzn w swoim życiu: mąż (Christian Slater) jest kapitanem statku i przez większość czasu nie ma go w domu, z kolei psychoterapeuta Lindy (grany przez Conana O’Briena) nie oferuje żadnego psychologicznego wsparcia, jest chłodny i wycofany, doprowadzając podkochującą się w nim Lindę do skrajnej frustracji. Nasza bohaterka coraz gorzej radzi też sobie z zawodową pracą jako psychoterapeutka, a jej pacjenci przeciążają i tak już będące na wyczerpaniu koncentrację i cierpliwość Lindy. Załamanie nerwowe widać już na horyzoncie…


       Kopnęłabym Cię, gdybym mogła jest filmem o macierzyństwie i wszelkich z nim związanych wyzwaniach, ale w centrum zainteresowania reżyserki obrazu, Mary Bronstein, jest kobieta i jednocześnie główna bohaterka całej opowieści. To właśnie przez pryzmat Lindy widzimy cały otaczający ją świat, nie ma właściwie sceny bez jej udziału. Trzeba więc pamiętać, że jako widzowie jesteśmy od początku filmu w jej głowie i patrzymy na świat jej oczami, przez co jej frustracja, zmęczenie, gniew i poczucie bezsilności udzielają nam się w dwójnasób. Rose Byrne znakomicie wywiązuje się ze swojej roli jako pracująca matka na skraju nerwowego załamania, popełniająca wiele błędów i podejmująca wiele kiepskich decyzji; to zdecydowanie najlepsza dramatyczna rola w jej filmowej karierze, a jej pierwsza Oscarowa nominacja to tylko potwierdzenie skali jej talentu, z którym po raz pierwszy zetknąłem się przy okazji świetnego serialu Układy (Damages, 2007-2012), gdzie swoim dramatycznym aktorstwem nie dała się przyćmić wielkiej Glenn Close. Obok Rose Byrne warto wymienić drugoplanową rolę Conana O’Briena jako mało empatycznego i jeszcze mniej sympatycznego psychoterapeutę Lindy (to też pierwsza dramatyczna rola tego komika). Raper A$AP Rocky gra z kolei Jamesa, pracownika motelu i jedynego właściwie mężczyznę w filmie, który próbuje pomóc naszej bohaterce, ale jego starania nie spotykają się niestety z dobrym przyjęciem tudzież zrozumieniem Lindy. Wreszcie Michelle Macdonald jako Caroline, pacjentka Lindy i inna matka u kresu mentalnych sił, dopełnia swoim poruszającym dramatycznym performansem zróżnicowaną galerię postaci w filmie.


             Mary Bronstein, reżyserka i zarazem autorka scenariusza do Kopnęłabym Cię, gdybym mogła, oparła fabułę swojego drugiego pełnometrażowego filmu na osobistych doświadczeniach z rodzicielstwem, szczególnie że również jej córka miała poważne problemy zdrowotne w dzieciństwie. Bronstein stosuje w swoim filmie ciekawy zabieg nie pokazywania twarzy córki głównej bohaterki aż do samego finału, co można rozumieć na kilka sposobów, główną motywacją takiego rozwiązania wydaje się jednak chęć nie obwiniania dziecka za kiepski stan psychiczny matki, w tym sensie że rodzicielka (Linda) zmaga się z chorobą córki, a nie samą córką czy macierzyństwem w ogóle. Z drugiej strony, dzięki nie ukazywaniu twarzy dziecka, nie możemy jako widzowie równie mocno empatyzować z jego chorobą, przez co mamy więcej empatii dla matki i jej zmagań z przypadłością córki plus całą masą innych codziennych małych katastrof. Wreszcie, brak twarzy dziecka w kadrze to dobry sposób na wejście do głowy matki, popatrzenia na całą sytuację z jej punktu widzenia, i choć jako matka widzi ona na co dzień twarz córki, to tak naprawdę nie widzi jej jako godnej współczucia i miłości ludzkiej istoty, zbyt bowiem zafiksowana jest na swoich problemach i ogólnym poczuciu przeciążenia/wyczerpania własnego systemu nerwowego. Wiemy też doskonale, że Linda nieustannie obwinia się za brak postępów w zdrowieniu córki, choć pewne rzeczy są ewidentnie poza jej kontrolą. Nie pokazywanie twarzy chorującego dziecka to też metaforyczne ukazanie poczucia wstydu i winy matki, która we własnej głowie nie chce patrzeć córce prosto w oczy, bo to tylko pogłębia jej wewnętrzne przekonanie o byciu złą lub niewystarczającą matką. Gdy nerwowe załamanie Lindy osiąga swoje apogeum w finale, wtedy dopiero po przejściu wewnętrznego huraganu następuje wyciszenie, rozluźnienie, a oczom matki ukazuje się wreszcie prawdziwie twarz córki. Fascynujące, ile rzeczy można w filmie ukazać poprzez ukrywanie właśnie, celowe nie pokazywanie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz