20 marca 2025

A Real Pain (Prawdziwy ból). Sztywniak i cwaniak w Polsce.

           Prawdziwy ból w reżyserii Jesse’go Eisenberga to prosty i skromny komediodramat, który niczym niewielki i niezależny Dawid postawił się i pokonał hollywodzkiego Goliata w rankingu popularności i przystępności amerykańskiego kina wyprodukowanego w 2024 roku. Pokazany premierowo na Sundance Film Festival w styczniu 2024 r. Prawdziwy ból Eisenberga opowiada bardzo prostą i ciepłą historię podróży śladami Holocaustu do Polski dwóch amerykańskich kuzynów żydowskiego pochodzenia. Davida (Jesse Eisenberg) oraz Benji’ego (Kieran Culkin) Kaplanów łączy wspólna i niedawno zmarła babcia, która przed emigracją do USA urodziła się i wychowała w Krasnymstawie. Chcąc poznać rodzinne miasto ukochanej babci oraz kraj swoich przodków, ci dwaj bardzo różniący się od siebie charakterologicznie kuzyni wyruszają na organizowaną wycieczkę do Polski, odwiedzając Warszawę, Lublin, obóz koncentracyjny w Majdanku i wreszcie docierając do Krasnegostawu. Polskie peregrynacje zbliżają kuzynów do siebie, pozwalając im poznać się lepiej i docenić wzajemne różnice, nawet jeśli uniemożliwiają im one pełne porozumienie czy też stworzenie dużo głębszej relacji niż ta, którą już mają. Uporządkowany, zawsze świetnie zorganizowany i sztywny w obejściu David (Eisenberg) jest antytezą emocjonalnego, rozchwianego i nieprzewidywalnego cwaniaka w osobie Benji’ego. To wzajemne przyciąganie się i odpychanie dwóch tak różnych osobowości jest kwintesencją Prawdziwego bólu, wygrywającego te mentalne opozycje i czerpiącego z nich twórczą inspirację.

          Drugi pełnometrażowy obraz aktora, reżysera i scenarzysty Jesse’go Eisenberga pokazano w konkursie głównym festiwalu Sundance w styczniu 2024 r. Film wygrał na tym festiwalu nagrodę dla najlepszego oryginalnego scenariusza (napisanego przez samego Eisenberga), co przełożyło się też później na dwie Oscarowe nominacje dla tego filmu, w kategorii najlepszy oryginalny scenariusz oraz dla najlepszego drugoplanowego aktora dla Kierana Culkina, który ostatecznie wygrał statuetkę w swojej kategorii, będąc zresztą faworytem do Oscara od czasu kinowej premiery Prawdziwego bólu w Stanach Zjednoczonych, tzn. od początku listopada 2024. Polska premiera filmu miała miejsce 8 listopada 2024, zaledwie tydzień po amerykańskiej, a od niedawna obraz można już oglądać w Polsce w streamingu na platformie Disney+.

          David i Benji Kaplanowie to para niepodobnych i niepasujących do siebie kuzynów, którzy przybywają do współczesnej Polski, aby poznać kraj pochodzania swojej ukochanej i zmarłej nie tak dawno babci. Wycieczka do kraju przodków jest organizowana, a dowodzi nią James (Will Sharpe) w charakterze przewodnika. Kaplanom w ich polskich peregrynacjach towarzyszą inni turyści, większość z nich to Amerykanie żydowskiego pochodzenia, którzy tak jak David i Benji ciekawi są kraju, z którego przybyli do Ameryki ich przodkowie. Kulminacyjnymi w filmie momentami są: wizyta w obozie koncentracyjnym w Majdanku nieopodal Lublina (nakręcona w niemalże całkowitej ciszy) oraz podróż kuzynów do Krasnegostawu w celu zobaczenia polskiego domu zmarłej babci. Te dwie sceny szczególnie rezonują emocjonalnie w filmie, ale tak naprawdę nie ma w Prawdziwym bólu żadnych  zbędnych scen czy niepotrzebnych dialogów, Jesse Eisenberg nakręcił swój film z samych esencji.

          Polska w Prawdziwym bólu sfotografowana została bardzo ciepło, kolorowo i przyjaźnie przez znakomitego młodego polskiego operatora Michała Dymka, także autora zdjęć do Dziewczyny z igłą Magnusa von Horna i Io Jerzego Skolimowskiego. W filmie Eisenberga Polska to zwyczajny zachodni kraj, technologicznie i wizerunkowo nie różniący się specjalnie od reszty zachodniego świata. Kulturowa spuścizna naszego kraju, dla której zgłębiania przybyli do Polski David z Benji’m wraz z resztą wycieczki śladami Holocaustu, ukazana została jako skąpane w czerwcowym słońcu tło do ważnych rozmów pomiędzy kuzynami, a także pozostałymi uczestnikami wyprawy. Relikty krwawej przeszłości stają się w Prawdziwym bólu przyczynkiem do dyskusji o współczesnym bólu, o jak najbardziej teraźniejszych emocjach i problemach. Detonatorem tych rozmów jest w prawie każdym przypadku fenomenalnie zagrany przez Kierana Culkina Benji, zmagający się z własnymi wewnętrznymi demonami, które w kontekście emocjonalnej podróży do źródeł uaktywniają się tym bardziej. Być może w Benji’m najwyraźniej manifestuje się trauma pokoleniowa potomków tych, którzy przeżyli Holocaust. Jeśli tak jest w istocie, problemy Benji’ego są jak najbardziej współczesne, ich źródła jednak trzeba szukać głębiej niż tylko charakter i wychowanie granej przez Kierana Culkina postaci.

          Skonfrontowanie ze sobą poukładanego i mocno usztywnionego życiowo i emocjonalnie Davida z wyluzowanym, wygadanym i bezczelnym momentami Benji’m to prawdziwy majstersztyk prostoty i zarazem fundament sukcesu obrazu Eisenberga. Mający żonę i syna w Nowym Jorku, a także ustabilizowane życie zawodowe, David nie może w pełni zrozumieć postawy kuzyna, który jest po 30-stce, ale dalej mieszka w piwnicy u własnej matki, pali trawę i nie myśli zbyt wiele o swojej przyszłości. Zmagający się z depresją, ale też pewnie z chorobą dwubiegunową Benji to dla Davida momentami przekleństwo i straszliwy ciężar, niemalże nie do zniesienia. Organizujący wszystko David blokuje często emocje, jest obsesyjno-kompulsywny, ciągle dąży do perfekcji, nic więc dziwnego, że zwierza się w pewnym momencie innym towarzyszom podróży, że czasami ma ochotę zamordować kuzyna. Wyprawa do Polski śladami uwielbianej babci pozwala jednak dwóm tak różnym duszom jak Benji i David trochę lepiej się zrozumieć, a nawet docenić postawę i perspektywę drugiej strony, egoistyczny i niestabilny emocjonalnie Benji uczy się szanować zrównoważonego i ogarniętego życiowo Davida, ten ostatni natomiast odkrywa w Benji’m całą gamę społecznych umiejętności, które sam David chciałby w głębi duszy posiadać, na czele ze zwykłą otwartością i zainteresowaniem innymi, które Benji’emu przychodzą naturalnie, a co Davidowi (w jego własnym mniemaniu) po prostu nie wypada. Wystarczy tylko rzut oka na relację, jaką Benji nawiązuje podczas podróży z graną przez Jennifer Grey Marcią, inną amerykańską uczestniczką wycieczki o żydowskich korzeniach, aby zrozumieć zalety Benji’ego i braki Davida w sferze międzyludzkich kontaktów. I tylko się cieszyć, że film z tak pozytywnym ludzkim przesłaniem nakręcony został w Polsce przy udziale wielu Polaków (z operatorem Michałem Dymkiem na czele) i przedstawia Polskę w bardzo korzystnym świetle, jako miejsce pojednania i zbliżenia, jako nowoczesny kraj patrzący pewnie w przyszłość.


14 lutego 2025

Babygirl. Dyskretny urok bycia zdominowaną.

Erotyczny thriller Babygirl w reżyserii Haliny Reijn, niderlandzkiej aktorki, scenarzystki i reżyserki, to nietypowy i zaskakujący dramat rodzinny z silnym erotycznym podtekstem. Nicole Kidman jako Romy to CEO firmy specjalizującej się w produkcji automatycznych maszyn obsługujących magazyny z towarami na całym świecie. Romy wydaje się być spełniona zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym – od lat związana jest z oddanym mężem (grany przez Antonio Banderasa Jacob, z zawodu reżyser teatralny) i ma z nim dwie dorastające córki. Jednak już w pierwszej scenie filmu widzimy, że idylla Romy wcale nie jest kompletna, co więcej,  kobieta ma poważny problem, ponieważ nigdy tak naprawdę nie przeżyła z mężem orgazmu... Po udawanym szczytowaniu z Jacobem Romy biegnie szybko do innego pokoju, aby tam zaspokoić się ręką na dywanie przy pornograficznym filmie z gatunku BDSM na laptopie... Babygirl eksploruje seksualną naturę Romy, głównej bohaterki filmu, próbując opowiedzieć nam o jej wstydzie, traumach i wyparciach poprzez jej erotyczne fantazje i nie zawsze udane próby ich realizacji. Halina Reijn traktuje swoją bohaterkę z czułością, nie oceniając jej i nie podając nam gotowych odpowiedzi na jej nierozwiązane problemy. Babygirl to film, który pozwala swoim postaciom błądzić w poszukiwaniu tego, czego tak naprawdę chcą od życia i jakim sposobem chcą to osiągnąć. Nic w tym obrazie nie jest oczywiste i raz na zawsze ustalone, musimy z pokorą to zaakceptować i poddać się naturalnemu seksapilowi filmu Reijn, w dyskretny sposób objawiającemu nam pewne ciekawe prawdy o często pokręconej seksualności człowieka.

          Babygirl to trzeci film Holenderki Haliny Reijn i jednocześnie jej drugi nakręcony w Stanach Zjednoczonych po Bodies Bodies Bodies z 2022 r. Obraz miał swoją międzynarodową premierę na festiwalu w Wenecji w końcówce sierpnia 2024, na którym to Nicole Kidman uhonorowana została nagrodą dla najlepszej aktorki (Volpi Cup). Dziejący się w okolicach Bożego Narodzenia film wprowadzony został na amerykańskie ekrany kinowe właśnie 25 grudnia, a na polską premierę czekaliśmy tylko 2 tygodnie dłużej, tj. do 10 stycznia 2025. Doceniony przez krytyków i młodszą widownię obraz wydaje się zbierać bardziej podzielone opinie wśród starszej publiczności, trywializującej często przesłanie filmu tylko z powodu silnej obecności w nim seksualnego komponentu.

          Niewiele dowiadujemy się z filmu o przeszłości granej przez Nicole Kidman Romy. Wiemy tylko, że wychowała się w religijnej komunie i teraz uczęszcza na terapię EMDR, specjalizującej się w leczeniu traum. Do pozycji CEO w swojej firmie Romy doszła poprzez rzetelną naukę, ciężką pracę i wysokie predyspozycje do kierowania ludzkim zespołem. O ile jednak Romy świetnie odnajduje się w roli szefowej w pracy, o tyle w życiu seksualnym pragnie być zdominowana, chce, żeby to partner mówił jej wyraźnie, co mam robić. Tę cechę charakteru Romy instynktownie wyczuwa jeden z praktykantów w jej firmie, młody i przystojny Samuel (świetny i zniuansowany w tej roli Harris Dickinson). Samuel wydaje się być znakomitym empatą oraz czytelnikiem ludzkich pragnień i oczekiwań. Jego bezpośredniość w obyciu i totalna nonszalancja przyciągają dużo starszą od niego Romy i między parą wywiązuje się bardzo specyficzny romans w miejscu pracy...

          Mieliśmy już w historii kina sporo filmów koncentrujących się na seksualnej obsesji/perwersji, tudzież eksplorujących gatunek erotycznego thrillera z Nagim instynktem z Sharon Stone i Michaelem Douglasem z 1992 r. oraz Niemoralną propozycją z 1993 r. z Demi Moore, Robertem Redfordem i Woodym Harrelsonem na czele na polu kina głównego nurtu, a w kategorii kina niezależnego wybija się tutaj w szczególności obraz Sekretarka (Secretary, 2002) w reżyserii Stevena Shainberga z Maggie Gyllenhaal i Jamesem Spaderem. Babygirl w reżyserii Haliny Reijn to intrygująca aktualizacja tego filmowego gazunku z udziałem przedstawiciela pokolenia Z, którym jest w filmie grany przez Harrisa Dickinsona Samuel. Jego flirt z przełożoną w osobie granej przez Nicole Kidman Romy to główny temat obrazu, jego emocjonalna i narracyjna esencja. Samuel nie jest urodzonym dominatorem, zaprawionym w dostarczaniu starszym kobietom tego, czego najbardziej w łóżku pragną. Romy nigdy otwarcie nie zrealizowała swoich fantazji bycia seksualnie zdominowaną ani z mężem, ani z nikim innym. Co jeszcze bardziej skomplikowane, Romy najbardziej podnieca aspekt przekraczania seksualnych granic w sytuacji, kiedy jest to najbardziej niebezpieczne, kiedy jej zawodowa kariera może wisieć na włosku... Flirt, a potem romans z Samuelem jest dla Romy tym bardziej satysfakcjonujący, o ile pozostaje zakazany i niebezpieczny dla jej profesjonalnej kariery w przypadku jego ewentualnego ujawnienia. Ten aspekt balansowania na krawędzi kręci Romy najbardziej, stanowi też idealną i pożądaną odskocznię od rutynowego i dość nudnego życia rodzinnego nowojorskiej wyższej klasy średniej. Antony Banderas jako Jacob jest dobrym i kochającym mężem, ale nie ma nawet pojęcia o seksualnym potencjale żony i o jej fantazjach z gatunku BDSM. Jako reżyser teatralny Jacob reżyseruje sztukę Henryka Ibsena pod tytułem Hedda Gabler, w której tytułowa bohaterka to nieszczęśliwa i niespełniona w małżeństwie kobieta, która potrzebuje dopiero serii skandali, żeby zrozumieć swoją beznadziejną małżeńską kondycję. Tak jak tamta Ibsenowska heroina, Romy w Babygirl potrzebuje romansu i związanego z nim kryzysu, żeby zmienić wreszcie zmurszałe status quo swego obecnego związku.

          Halina Reijn w Babygirl odważnie rzuca wyzwanie paru współczesnym problemom i ma sporo ciekawych pomysłów odnośnie dynamiki damsko-męskich relacji. Różnica wieku między młodym Samuelem a dużo starszą od niego Romy jest ciekawie wygranym wątkiem, w którym Romy jest tą, która ma z tego tytułu największy problem i uważa, że tak naprawdę krzywdzi Samuela przez samo zainicjowanie z nim relacji. Samuel jest niewzruszony różnicą wieku, nie widzi w niej większego problemu, podobnie jak nie widzi żadnej sprawy w pozostawaniu jednocześnie w relacji z dwiema kobietami, z których jedną jest Romy, a drugą jej młoda asystentka Esme (Sophie Wilde w tej roli). Nieprzystawanie do siebie postaw moralnych oraz seksualnych Romy i Samuela, reprezentujących odpowiednio pokolenie X i Z, to jeden z wiodących wątków Babygirl. Tej parze może być dobrze razem w łóżku, ale raczej nigdy nie zrozumieją siebie nawzajem podczas spokojnej rozmowy przy kawie czy herbacie. Samuel jest idealny dla Romy, aby zainicjować u niej seksualną drogę do samoodkrycia i oswojenia jej łóżkowych potrzeb, ale to grany przez Banderasa Jacob wydaje się być tym partnerem, który będzie w stanie w pełni zrozumieć i zaakceptować Romy taką, jaką ona naprawdę jest w swym psycho-seksualnym rozedrganiu.


15 grudnia 2024

Anora. Destygmatyzując pracę seksualną.

           Anora, najnowszy film Seana Bakera, wybitnego amerykańskiego reżysera i scenarzysty, to romantyczna tragikomedia, która, jak większość autorskich dzieł tego niezależnego twórcy, destygmatyzuje pracę seksualną, czyniąc z erotycznej tancerki i pracownicy seksualnej z Brooklynu główną bohaterkę fabuły. Tytułowa Anora (zjawiskowa Mikey Madison) tańczy w nowojorskim klubie go-go z czysto ekonomicznej konieczności, dorabiając na boku pracą seksualną. Jej obrotność, interpersonalne zdolności i przede wszystkim hart ducha pozwalają jej odnaleźć się i względnie prosperować w tym niełatwym i często ryzykownym biznesie. Pewnego dnia w klubie na Manhattanie pojawia się książę z bajki, młody i bogaty syn rosyjskiego oligarchy o imieniu Ivan (Mark Eydelshteyn). Ze względu na swoje rosyjskie korzenie i znajomość tego języka, Anora dostaje zadanie zajęcia się tym wyjątkowym gościem, a para właściwie od razu bardzo przypada sobie do gustu. Anora szybko zamienia się w kolejną filmową wersję Kopciuszka, ale że mamy do czynienia z obrazem Seana Bakera (twórcy pamiętnej Mandarynki czy niedawnego Red Rocket), romantyczna idylla Anory i Ivana szybko kończy się nieprzyjemnym otrzeźwieniem i smutno-gorzką komedią omyłek. Krótka historia znajomości (i małżeństwa) Ivana i Anory rozgrywa się w zimowej scenerii Nowego Jorku, a to wielkie miasto i jego klimat użyczają filmowi Bakera trochę z tego chłodu i poczucia zagubienia w ogromnym i nie zawsze życzliwym środowisku.

           Sean Baker zaprezentował Anorę po raz pierwszy w konkursie głównym festiwalu w Cannes w maju 2024 i zgarnął na nim Złotą Palmę w kategorii najlepszy film. Obraz po serii jesiennych pokazów na najważniejszych międzynarodowych festiwalach filmowych (m.in. Toronto, Nowy Jork, Londyn, San Sebastián i nasz polski American Film Festival we Wrocławiu) trafił 22 listopada 2024 do dystrybucji kinowej w Polsce. Anora jest wymarzoną ucztą filmową dla wszystkich wielbicieli amerykańskiego kina niezależnego, a reżyser i zarazem autor scenariusza do Anory, Sean Baker ma na swoim koncie tak wybitne indie dzieła jak chociażby Mandarynkę (2015), Projekt Floryda (2017) czy Red Rocket (2021). Wszystkie te filmy (z Anorą włącznie) portretują ludzi ze społecznego marginesu, którzy próbują przetrwać w brutalnie kapitalistycznej Ameryce, wykonując niskopłatne i niebezpieczne zawody, często znajdując się mocno na bakier z prawem. Anora jest najdroższym dotychczasowym filmem Bakera, zrealizowanym też z największym rozmachem i kinematograficzną swadą.

          Anora (wybitna w tej roli Mikey Madison) i Ivan (Mark Eydelshteyn) poznają się w klubie go-go, w którym pracuje jako erotyczna tancerka Anora (chociaż ta każe się wszystkim nazywać zdrobniałą formą swojego imienia, czyli Ani). Zafascynowany Ani Ivan wynajmuje regularnie jej seksualne usługi, a nawet zaprasza ją na noworoczną imprezę do wypasionej posiadłości swoich rodziców na Brooklynie. Syn rosyjskiego oligarchy zabiera też Anorę na tydzień do Las Vegas, gdzie się jej oświadcza i proponuje szybkie małżeństwo. Romantyczna idylla tych dwojga kończy się, gdy o ślubie Ivana z Anorą dowiadują się przez media społecznościowe rodzice chłopaka w Rosji. Małżeństwo oligarchów wsiada czym prędzej w czarterowy lot do Nowego Jorku, nasyłając jednocześnie na Ivana jego amerykańskiego opiekuna, Torosa (Karren Karagulian), i jego dwóch pomagierów z półświatka, Garnicka (Vache Tovmasyan) oraz Igora (Yura Borisov), z bojowym zadaniem załatwienia sądowego unieważnienia związku Ivana z Anorą...

          Najnowszy film Seana Bakera wydaje się być nową wersją słynnego kinowego hitu Pretty Woman z 1990 r. z Julią Roberts i Richardem Gere w reżyserii Garry'ego Marshalla. W przeciwieństwie jednak do filmu z Julią Roberts, Anora tylko zaczyna się jak historia o Kopciuszku, finał obrazu jest jak cios poniżej pasa, to nic innego jak brutalne zderzenie z faktami i klasową rzeczywistością. Świat sex-workingu jest brutalny i pozbawiony wszelkich złudzeń sam w sobie, tytułowa bohaterka filmu Bakera dobrze o tym wie, i co więcej, pomimo młodego wieku zaledwie 23 lat, sama zdążyła nasiąknąć panującą w tej branży atmosferą nieprzejednanej walki o swoje. W tym świecie trzeba być przedsiębiorczym i trzeba przede wszystkim umieć siebie sprzedać, bowiem konkurencja nie śpi i w każdej chwili gotowa nam sprzątnąć klienta sprzed nosa.  Rywalizacja Anory z koleżanką z klubu o imieniu Diamond (Lindsey Normington) to pokaz darwinowskich wręcz reguł pracy w tym biznesie, w którym przetrwają tylko najwytrwalsi i najbardziej gruboskórni. Gdy książę z bajki, czyli Ivan, proponuje Anorze małżeństwo, ta przyjmuje propozycję nie tylko z romantycznych pobudek (chłopak jej się podoba, a chemia między nimi jest bez zarzutu), ale przede wszystkim widzi w ich związku korzystną dla obojga transakcję: Ivan ma możliwość uzyskania dzięki temu małżeństwu amerykańskiej zielonej karty (bo do rodziców w Rosji nie chce wracać), Anora natomiast ma szansę na ekonomiczną stabilizację i gotowa jest pełnić rolę oddanej żony swojego bogatego męża. Na nieszczęście dla Anory rodzice pana młodego zupełnie inaczej zapatrują się na małżeństwo syna, widząc w nim tylko kolejny kompromitujący wybryk swojego nieodpowiedzialnego syna. Ivan jest w Stanach Zjednoczonych, żeby studiować, ani razu nie widzimy go jednak nad książką, zamiast tego gra w gry wideo, włóczy się po nowojorskich klubach ze striptizem, szasta pieniędzmi na alkohol, narkotyki, kasyna i oczywiście obsypuje pieniędzmi Anorę za dotrzymywanie mu w tym wszystkim towarzystwa. Gdy rodzice Ivana decydują się na przyjazd do Nowego Jorku i naprostowanie marnotrawnego syna, przychodzi dla Anory czas poznania prawdziwej wartości świeżo poślubionego męża.

          Interwencja Torosa, amerykańskiego opiekuna Ivana, i jego dwóch pomocników w rodzinnej rezydencji Zacharowów, to najbardziej tragikomiczna sekwencja w filmie. I choć jest to de facto włamanie, napad i uprowadzenie w jednym, Sean Baker nakręcił ten segment swojego obrazu po mistrzowsku, w scenach przemocy i bezpośredniej konfrontacji obnażając istotę charakterów swoich postaci. Ivan ucieka przy pierwszej lepszej okazji, zostawiając swoją połowicę na pastwę Torosa i jego goryli. Anora staje się de facto zakładniczką Torosa, zmuszoną do współpracy w poszukiwaniach zbiegłego męża. I to właśnie wtedy poznajemy prawdziwą Anorę, jej hart ducha i odporność na brutalną rzeczywistość. Dziewczyna przywdziewa maskę pyskatej twardzielki, ale pod spodem wszyscy czujemy, że jest przerażona, zdruzgotana i jednocześnie głęboko rozczarowana zachowaniem męża-dzieciaka. Są w fenomenalnie zagranej przez Mikey Madison postaci Anory głęboko ukryte pokłady wrażliwości, które szybko dostrzega grany przez Yurę Borisova Igor, jeden z pomocników Torosa. Igor, tak jak my, zaczyna szybko empatyzować z Anorą, dostrzegając w niej ofiarę całej sytuacji, próbując też zminimalizować dla niej negatywne konsekwencje szybkiego rozwiązania jej małżeństwa z rozpuszczonym dzieckiem oligarchy. Ostatnia scena filmu z udziałem Igora i Anory w samochodzie pośród zasypanego śniegiem Brooklynu to aktorska wisienka na torcie w wykonaniu Yury Borisova i przede wszystkim Mikey Madison, która w tej krótkiej scenie pokazuje pęknięcie emocjonalnej tamy w środku, w tym przelotnym acz katarktycznym momencie wylewa się z niej całe napięcie, stres i rozczarowanie ostatnich dwóch dni jej młodego życia. Aktorska perfekcja.

28 października 2024

The Substance (Substancja). Ta nieznośna presja młodości (i nieosiągalnych standardów piękna).

          Substancja, najnowszy film francuskiej reżyserki Coralie Fargeat, działa jak lustro, w którym przeglądamy się my sami, wytresowani w krytycznym spojrzeniu na postępujące efekty starzenia się ciała i jednocześnie wychowani w kulcie młodości, sławy i celebryckiego blichtru. Znakomity w swojej bezpośredniej satyrze na współczesne społeczeństwo obraz Fargeat przypomina nam o absurdalności standardów kobiecego piękna i toksycznej atmosferze towarzyszącej celebrytozie. Celna i bolesna satyra przybiera w Substancji formę body horroru i czarnej komedii, i jest to forma bardzo adekwatna, bo tylko w ten sposób można szybko i skutecznie dotrzeć do współczesnej widowni i jej najgłębiej skrywanych lęków. Poczucie skrajnego dyskomfortu, jaki odczuwamy w trakcie seansu Substancji, jest bezpośrednim następstwem naszych wewnętrznych uprzedzeń i lęków, związanych z procesem starzenia się, utratą urody, zainteresowania i obawą bycia zastąpionym przez młodszych i seksowniejszych. Substancja jest filmem wybitnym, bo działa jak lustro zwrócone przeciwko nam samym, zmuszając nas do zastanowienia się, czy mentalne i fizyczne tortury, którym poddajemy się w imię przedłużenia młodości i zachowania urody, mają rzeczywiście jakikolwiek sens.

          Substancję pokazano premierowo w maju 2024 w konkursie głównym na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes, na którym reżyserka i jednocześnie autorka scenariusza do filmu, Francuzka Coralie Fargeat, otrzymała nagrodę za najlepszy scenariusz. Poza nagrodą warto nadmienić, że obraz Fargeat spotkał się w Cannes z najdłuższą owacją na stojąco od publiczności w tegorocznej edycji festiwalu. Ta francusko-brytyjsko-amerykańska koprodukcja debiutowała w polskich i amerykańskich kinach tego samego dnia, 20 września 2024, budząc powszechny zachwyt i (będąc pierwszorzędnym body horrorem) utrzymując się w kinach właściwie do końca okresu Halloween 2024. Dla Coralie Fargeat Substancja jest drugim pełnometrażowym filmem fabularnym i drugim z rzędu sukcesem wśród krytyków i publiczności po debiutanckim thrillerze Zemsta (Revenge, 2017).

          Elizabeth Sparkle (świetna w tej roli Demi Moore), znana w Hollywood aktorka i celebrytka, zostaje zwolniona w swoje 50-te urodziny z prowadzonego przez siebie programu fitness w porannej telewizji. Zwalniający ją szef studia (obleśny w swojej bezpośredniości Dennis Quaid jako Harvey), tłumaczy swoją decyzję potrzebą odświeżenia formuły programu i znalezienia nowej (czytaj młodej) twarzy do jego reklamy. Wytrącona z równowagi tym bezpardonowym wylaniem z pracy, Elizabeth powoduje wypadek samochodowy i ląduje w szpitalu, gdzie młody pielęgniarz oferuje jej remedium na całe zło starzenia się w postaci kontaktu do pozyskania tytułowej substancji. Przyciśnięta do muru swoją życiową sytuacją, Elizabeth decyduje się na wypróbowanie eliksiru i w efekcie wydaje z siebie na świat swoją młodszą, seksowniejszą wersję, czyli graną przez Margaret Qualley Sue. Sue jest tak naprawdę klonem Elizabeth, i żeby cały koncept substancji mógł działać bez zakłóceń, Elizabeth i Sue muszą przebywać w świecie na zmianę przez 7 dni, podczas gdy druga przebywa w tym samym czasie nieprzytomna w domu.

          Elizabeth i Sue nie dzielą ani ciała, ani świadomości, a Sue, będąc młodszym klonem starzejącej się Elizabeth, chce czerpać z życia jak najwięcej, stąd bardzo szybko pojawia się konflikt interesów między obiema kobietami. Kiedy Sue zgłasza się na casting do telewizji i dostaje starą pracę Elizabeth, jej uroda, popularność oraz rosnąca pewność siebie szybko stają się solą w oku Elizabeth, która przez 7 kolejnych dni jest całkowicie wyłączona z życia po to, aby Sue mogła rozwinąć skrzydła jako nowa muza telewizyjnego studia. Sue nadużywa też swojego czasu w świecie, głodna sławy, zachwytu publiczności i nowych doświadczeń, co w konsekwencji przyspiesza procesy starzenia się Elizabeth i zaburza równowagę między matrycą a jej klonem. Na tym etapie Substancja zaczyna budzić żywe skojarzenia z takimi dziełami kultury jak Frankenstein Mary Shelley, Portret Doriana Graya Oscara Wilda czy Requiem dla snu Darrena Aronofsky’ego, bowiem tytułowa substancja zaczyna przypominać narkotyk, bez którego nie można żyć, a którego działanie tylko przyspiesza nieuniknioną degrengoladę i ostateczny upadek. W ostatnim akcie egzystencjalny konflikt między Elizabeth i Sue całkowicie wymyka się spod kontroli, a body horror Substancji wchodzi na poziom, a nawet przewyższa ten, który dobrze znamy z najlepszych filmów Davida Cronenberga z Muchą (The Fly, 1985) na czele.

          Jedną z najmocniejszych stron Substancji jest narracja, a konkretnie opowiedzenie całej historii głównie za pomocą obrazu, a nie słowa. Siła znakomitego scenariusza Coralie Fargeat tkwi w zwięzłości tekstu i sprowadzeniu całej opowieści do kilku kluczowych punktów kulminacyjnych/konfliktów, resztę fenomenalnie zapodaje montaż krótkich acz sugestywnych scen i zapadających w pamięć, wyrazistych obrazów, jak choćby scena jedzenia krewetek przez granego przez Dennisa Quaida Harveya. Nikt nie musi nam tłumaczyć, że szef studia Harvey to seksistowska i ageistowska świnia, traktująca kobiety jak zwykły towar w sklepie z określoną datą przydatności, widzimy to wyraźnie w sposobie, w jaki pochłania krewetki podczas lunchu z Elizabeth... W tym kontekście film Fargeat budzi kolejne wyraziste skojarzenie z fantastycznym montażem we wspomnianym wyżej Requiem dla snu. Takich skondensowanych i symbolicznych scen oraz obrazów jest w Substancji dużo więcej, a sam film błyskotliwie przedstawia feministyczny punkt widzenia na pozycję kobiet we współczesnym showbiznesie. Coralie Fargeat wykorzystuje dla potrzeb satyry pornograficzne wręcz ujęcia ciała Margaret Qualley, dodając jej nawet sztuczne prostetyczne piersi, aby jeszcze bardziej zbliżyć ją do tak powszechnie hołubionego w biznesie ideału kobiecego ciała. Wielkie brawa dla Margaret Qualley i przede wszystkim dla Demi Moore za świetne aktorskie kreacje, a w szczególności brawa za odwagę dla Demi Moore, która nie bała się zmierzyć z percepcją własnego ciała na dużym ekranie i pokazać go w pełnej krasie już po 60-tce. Pornograficznie i przedmiotowo potraktowane, a także przeciwstawione sobie ciała Elizabeth i Sue mają nam uzmysłowić skalę problemu, z jakim mierzymy się jako konsumująca obrazy ludzkość w erze supremacji Instagrama. Nasza percepcja ciała i wieku jest totalnie zaburzona, próbujemy za wszelką cenę zatrzymać młodość, która jest krótka i ulotna, a także otaczamy kultem wyśrubowane standardy piękna, które są tylko nieistniejącymi w naturze ideałami. To prosta droga donikąd.

23 września 2024

His Three Daughters (Jego trzy córki). Nieobecność ostatecznym testem każdej relacji.

           Jego trzy córki w reżyserii Azazela Jacobsa to kameralny dramat rodzinny, który choć funkcjonuje świetnie jako film, działałby równie dobrze jako sztuka teatralna w trzech aktach. Skojarzenia ze słynną sztuką Antoniego Czechowa Trzy siostry jest tu jak najbardziej na miejscu, choćby ze względu na sam tytuł obrazu. Inny znakomity dramat w historii teatru - Król Lear Williama Szekspira - to także ważny fabularny punkt odniesienia dla reżysera i jednocześnie scenarzysty Jego trzech córek. Najnowszy film Azazela Jacobsa to aktorski popis trzech wybitnych amerykańskich aktorek: Carrie Coon, Nataszy Lyonne i Elizabeth Olsen. Każda z nich tworzy unikatową filmową kreację i  całkowicie osobny od pozostałych dwóch portret psychologiczny swojej postaci. Trzy różne osobowości trzech sióstr samoistnie napędzają fabułę i dialogi w obrazie Jacobsa, czyniąc z niego poruszającą opowieść o odchodzeniu i o radzeniu sobie z tą egzystencjalną paniką, w jaką wprawia nas śmierć najbliższej nam osoby.

          Reżyser i scenarzysta Jego trzech córek, Azazel Jacobs, jest urodzonym i wychowanym na nowojorskim Manhattanie niezależnym twórcą filmowym i autorem scenariuszy, znanym z takich swoich wcześniejszych filmów, jak: Kochankowie (The Lovers, 2017) czy Francuskie wyjście (French Exit, 2020) z Michelle Pfeiffer i Lucasem Hedgesem. Jego trzy córki zadebiutowały we wrześniu 2023 r. na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. Od 20 września 2024 film można obejrzeć w streamingu na platformie Netflix.

         W mieszkaniu na nowojorskim Manhattanie zbierają się trzy tytułowe siostry, aby opiekować się umierającym na raka ojcem, podczas kilku ostatnich dni jego życia. Katie (Carrie Coon) i Christina (Elizabeth Olsen) przyjeżdżają do mieszkającej z ojcem Rachel (Natasha Lyonne), aby wspomóc siostrę w hospicyjnej opiece nad umierającym (Jay O. Sanders jako Vincent). Naładowane emocjami oczekiwanie na nadchodzącą śmierć potęguje tylko napięcia między bardzo różniącymi się od siebie siostrami, z których każda przeżywa stratę w nieco inny sposób.

          Najnowszy obraz Azazela Jacobsa zbudowany jest na tarciach, wynikających z różnic charakterów między trzema tytułowymi siostrami, a także ze sposobu, w jaki każda z nich radzi sobie w sytuacji odchodzenia kochanego ojca. Katie (Carrie Coon) jest najbardziej elokwentną i najlepiej zorganizowaną z całej trójki, film zaczyna się jej monologiem, który w parę minut wyjawia nam, z jakim typem osobowości mamy tak naprawdę do czynienia. Katie nie budzi dobrego pierwszego wrażenia, jest bardzo kontrolująca, oceniająca i za wszelką cenę dąży do realizacji własnych wytycznych, co sprawia, że mamy poczucie obcowania z osobą dość bezwzględną i wyrachowaną. Christina (Elizabeth Olsen) wydaje się być o wiele cieplejszą i wyrozumiałą postacią, jest emocjonalna i pojednawcza w usposobieniu, stara się godzić i rozdzielać rzucające się czasami sobie do gardeł Katie i Rachel. Christina tęskni też bardzo za pozostawioną daleko rodziną, tj. mężem i trzyletnią zaledwie córką, co tylko wskazuje na fakt, jak ważna jest dla niej rodzinna bliskość. Wreszcie Rachel (Natasha Lyonne) wydaje się najbardziej nieobecną z całej trójki. W odróżnieniu od dwóch pozostałych sióstr, Rachel nie założyła rodziny i na co dzień mieszka z ojcem. To ona właśnie ma odziedziczyć po nim mieszkanie na Manhattanie. Podczas gdy siostry czuwają niestrudzenie przy umierającym ojcu, Rachel wypala kolejne skręty na ławce przed blokiem i obstawia rozliczne zakłady bukmacherskie. Marihuana i zakłady sportowe wydają się być jej dwoma największymi uzależnieniami. Jej (z pozoru) pełne abnegacji podejście doprowadza do szewskiej pasji uporządkowaną i kurczowo trzymającą się zasad Katie... 

          Jego trzy córki jest obrazem o odchodzeniu bliskiej osoby, które zbliża do siebie nieutrzymujące ze sobą wylewnego kontaktu rodzeństwo. Śmierć rodzica zawsze stawia pytanie o przyszłość relacji między jego dziećmi w obliczu jego permanentnej nieobecności. W przypadku trzech sióstr z filmu Jacobsa, odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka oczywista, a fundamentalne różnice charakterów między Katie, Rachel i Christiną pozwalają przypuszczać, że siostry w ogóle nie będą chciały utrzymywać ze sobą kontaktu po pogrzebie ojca. Finał obrazu daje jednak nadzieję, że pomimo kłótni i wszelakich rodzinnych resentymentów, jesteśmy w stanie spotkać się i porozumieć na czysto ludzkiej platformie żalu i żałoby po śmierci rodzica, który przez lata był głównym spoiwem rodzinnej relacji. Ale czy wspólna przeszłość może pomóc w formowaniu przyszłej relacji rodzeństwa w obliczu nieobecności tej praprzyczyny, jaką byli rodzice? Rodzina nie musi implikować jakiejkolwiek więzi, więź nie wymaga natomiast żadnego pokrewieństwa. Nieobecność jest ostatecznym testem każdej relacji i jednocześnie najlepszym miernikiem znaczenia dla nas nieobecnej osoby.


7 września 2024

Strange Darling. Kino niepoprawnej politycznie subwersji.

           Erotyczny thriller Strange Darling autorstwa JT Mollnera udowadnia, że wystarczy tylko zmodyfikować narracyjny schemat opowieści, aby nasze stereotypowe założenia i oczekiwania wobec fabuły filmu zostały boleśnie obnażone. Reżyser obrazu zdecydował się na prosty i wcale nie rewolucyjny zabieg: podzielił film na sześć rozdziałów i zmontował je następnie w nielinearnej kolejności, rozpoczynając akcję w samym środku, cofając się po tym do początku i przeskakując znów niechronologicznie od rozdziału do rozdziału, wystawiając na próbę naszą percepcję filmowych postaci i ich prawdziwych intencji. Reżyserska i scenariuszowa subwersja Strange Darling jest godna pochwały, wprowadza bowiem powiew świeżego powietrza do dość przewidywalnego kina gatunkowego, jakim są thrillery i horrory. Strange Darling to momentami kino dość brutalne, inspirowane zapewne filmami Quentina Tarantino z Pulp Fiction na czele. Wywrotowe kino niezależne spod znaku Strange Darling broni się jednak znakomicie jako filmowe doświadczenie, nawet jeśli jego subwersje mogą się co poniektórym wydać kontrowersyjne i politycznie niepoprawne.

          Strange Darling napisał i wyreżyserował JT Mollner. Film pokazano premierowo we wrześniu 2023 r. na Fantastic Fest w Austin w stanie Teksas. Operatorem filmu jest Giovanni Ribisi, znany głównie jako aktor (Między słowami, 2003), który debiutuje tutaj za kamerą i robi to w niezwykle pomysłowy oraz imponujący sposób. Warto podkreślić, że film został w całości sfotografowany przez Ribisi na taśmie 35 mm, co nadaje obrazowi w Strange Darling większą ziarnistość i niedoskonałość w przeciwieństwie do wypolerowanych zdjęć cyfrowych kamer większości filmów. O taki właśnie efekt niedoskonałości chodziło w subwersywnym obrazie o dalekich od perfekcji postaciach, zaludniających fikcyjny świat Strange Darling. Thriller Mollnera zawitał na ekrany polskich kin 30 sierpnia 2024, zaledwie tydzień po amerykańskiej premierze obrazu.

         Akcja filmu rozgrywa się na prowincji w stanie Oregon w północno-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Para głównych bohaterów zagranych przez Willę Fitzgerald (znana z Zagłady domu Usherów Netflixa) oraz Kyle'a Gallnera (Kolacja po amerykańsku, 2020) spotyka się na romantycznej randce przed jakimś prowincjonalnym motelem w Oregonie. Randka nie idzie jednak po myśli żadnej ze stron i w efekcie zamienia się w szaleńczy pościg, a następnie krwawą jatkę z udziałem wielu postronnych i przypadkowo zaangażowanych osób...

          Narracyjna struktura Strange Darling wynosi szeregowy thriller Mollnera na o wiele wyższy poziom i przypomina poniekąd zabieg zastosowany przez Christophera Nolana w jego głośnym Memento z 2000 r. O ile jednak Nolan opowiedział swój film od końca do początku, o tyle JT Mollner przemieszał kolejność 6 rozdziałów, na które podzielony jest film, i poukładał jej w nielinearnej kolejności. W efekcie film rozpoczyna się od rozdziału nr 3, w którym postać grana przez Kyle'a Gallnera ściga nieubłaganie i z bronią w ręku postać graną przez Willę Fitzgerald. Dopiero po pełnych napięcia rozdziałach 3 i 5 cofamy się do samego początku opowieści i poznajemy tę samą parę na romantycznej randce w motelu. JT Mollner nie wymyśla w Strange Darling koła ani nie odkrywa Ameryki. Prosty zabieg montażowy jednak zupełnie zmienia postać rzeczy i uruchamia w nas widzach pragnienie dopowiadania sobie brakujących elementów całości. W ten sposób nasze oczekiwania i stereotypowe przewidywania ciągu wydarzeń zostają skonfrontowane ze scenariuszowymi wywrotkami reżysera obrazu. Ciekawy narracyjny pomysł reżysera filmu podparty jest tu świetnymi zdjęciami Giovanniego Ribisi, który bardzo ważne sceny w filmie nasyca albo intensywnym błękitem, albo krwistą czerwienią, bądź całkowicie odsącza z nich wszelki kolor, przydając tym scenom w filmie dodatkowe znaczenie przez samą grę kolorystyczną paletą obrazu. Bardzo dobrze dobrana jest także ścieżka dźwiękowa w Strange Darling, a wiele oszczędnych folkowo-fortepianowych melodii autorstwa wokalistki indie Z Berg idealnie zlewa się z pięknymi zdjęciami leśnych ostępów Oregonu.

          Materiał filmowy JT Mollnera na jeszcze wyższy poziom wynoszą jego aktorzy. Willa Fitzgerald i Kyle Gallner fenomenalnie wywiązali się ze swojego zadania i przydali swoim postaciom psychologicznej głębi, niezbędnej do pełnego zanurzenia się w niełatwe percepcyjnie doświadczenie filmowe, jakim jest seans Strange Darling. Jak na skrzyżowanie thrillera z horrorem, nie brakuje w filmie Mollnera przemocy i narracyjnych przewrotek, obraz broni się jednak nie tylko swoją inwencją i wywracaniem schematów opowieści, ale też przede wszystkim pójściem pod prąd wszelkich obaw o niepoprawność polityczną i nietrafionych zupełnie oskarżeń pod adresem filmu o seksizm czy mizoginię.


8 sierpnia 2024

Love Lies Bleeding. Neo-noir na sterydach.

          Love Lies Bleeding to najnowszy thriller od amerykańskiego studia A24 w reżyserii brytyjskiej twórczyni Rose Glass, znanej ze swojego poprzedniego filmu Saint Maud, horroru psychologicznego, którego akcja rozgrywała się w małym nadmorskim miasteczku w Anglii. Love Lies Bleeding to z ducha w pełni amerykański film, portretujący kryminalny światek miasta w Nowym Meksyku pod koniec lat 80-tych XX wieku. Do miasteczka przybywa Jackie (Katy O’Brian), kulturystka w drodze na zawody bodybuilderów w Las Vegas. W lokalnej siłowni Jackie poznaje jej menedżerkę Lou (Kristen Stewart), a między obiema kobietami w mgnieniu oka pojawia się intensywna chemia. Chemii pomiędzy parą głównych bohaterek jest jeszcze więcej, od momentu kiedy Lou proponuje Jackie sterydy, mające pomóc tej ostatniej w wygraniu zawodów w Las Vegas. Sterydy to niejedyna nielegalna aktywność w Love Lies Bleeding. Jackie bardzo szybko orientuje się, że jej ukochana przynależy do przestępczej rodzinki, która trzęsie całym miastem, a na której czele stoi ojciec Lou, Lou Sr. (Ed Harris w zabójczej fryzurze). Jackie miała zatrzymać się w Nowym Meksyku tylko na chwilę, ale z każdym kolejnym dniem swojej obecności w mieście coraz bardziej zadurza się w Lou i coraz mocniej zaplątuje się w kryminalne układy najbliższej rodziny swojej kochanki.

          Najnowszy film Brytyjki Rose Glass to kryminalny thriller z gatunku neo-noir z elementami surrealizmu i czarnej komedii. Scenariusz Love Lies Bleeding to efekt współpracy Rose Glass i Polki Weroniki Tofilskiej (także scenarzystki głośnego serialu Reniferek Netflixa). Film pokazano po raz pierwszy na Sundance Film Festival w styczniu 2024 r. Od 2 sierpnia 2024 obraz można też oglądać na ekranach polskich kin. Love Lies Bleeding można w ciemno polecić wielbicielom surrealistycznych thrillerów autorstwa takich gigantów współczesnego kina jak David Lynch czy David Cronenberg.

         Lou (świetna jak zawsze Kristen Stewart) jest menedżerką w siłowni w nowomeksykańskim mieście. Jest rok 1989. Lou nie ma najlepszych relacji z rodziną. Jej ojciec, grany przez Eda Harrisa Lou Sr., jest lokalnym przestępczym bossem, a sama Lou nie chce mieć z nim nic do czynienia. Jej siostra, grana przez Jenę Malone Beth, pozostaje w przemocowym związku z JJ (Dave Franco), zatrudnionym z kolei na strzelnicy u swojego teścia. Lou Sr. jest także właścicielem siłowni, w której pracuje jego córka, a jego kryminalne macki oplatają właściwie całe miasto na amerykańskim południowym zachodzie. Życie zrezygnowanej i nagabywanej w sprawie ojca przez agentów FBI Lou zmienia się raptownie, gdy do miasta przybywa Jackie (Katy O’Brian), bodybuilderka w drodze na zawody kulturystyczne w Las Vegas. Między Lou i Jackie wybucha gwałtowne uczucie, zwiastujące odmianę w beznadziejnej egzystencji tej pierwszej. Gdy jednak Jackie zatrudnia się na strzelnicy u znienawidzonego ojca Lou, Love Lies Bleeding osuwa się w chaos samonakręcającej się przemocy, pompowanych na siłowni mięśni i wstrzykiwanych na potęgę sterydów.

          O ile reżyserski debiut Rose Glass, Saint Maud, traktował o młodej kobiecie owładniętej religijną obsesją, o tyle Love Lies Bleeding jest filmem o obsesji władzy i kontroli, a także o tym, do czego zdolni są posunąć się ludzie, aby tę władzę i kontrolę pozyskać oraz utrzymać. Osadzony w 1989 r. na amerykańskiej prowincji film Glass epatuje przemocą i fizyczną dominacją, niezbędnymi do egzekwowania władzy i kontroli w przestępczym świecie małego miasta w Nowym Meksyku. Atrybutami tej fizycznej dominacji są broń (strzelnica granego przez Eda Harrisa Lou Sr.) oraz fizyczna tężyzna, uskuteczniana na również należącej do niego siłowni. W obrazie Rose Glass nie tylko mężczyźni stosują przemoc i manifestują swoją fizyczną dominację. Naszprycowana przez Lou sterydami Jackie musi znaleźć ujście dla buzującego w niej testosteronu, intensywne ćwiczenia na siłowni i przygotowania do kulturystycznych zawodów w Las Vegas nie wystarczają jej do rozładowania napięcia, kiedy więc znajduje cel oraz inspirację, sama ucieka się do brutalnej fizycznej przemocy wobec tych, którzy w kulcie siły i patriarchalnej wyższości mężczyzn zostali wychowani. Wyglądająca na początku filmu na względnie niewinną i nieumaczaną w kryminalnym światku swojego ojca, Lou sama z upływem czasu pokazuje w Love Lies Bleeding swoje ciemniejsze oblicze, jako pierwsza proponuje Jackie sterydy, nieobce jej jest użycie broni, a z migawkowych retrospekcji wynika, że w przeszłości pomagała ojcu w jego kryminalnych porachunkach. W obrazie Glass jej dwie główne kobiece heroiny nie są przedstawione jako ofiary, co jest bardzo odświeżającą perspektywą zważywszy na to, że mamy do czynienia z rządzoną i kontrolowaną przez mężczyzn amerykańską prowincją w końcówce lat 80-tych XX wieku. Co jeszcze bardziej godne podkreślenia, bohaterki filmu Glass to mające ze sobą romans lesbijki, które potrafią aktywnie przeciwstawić się męskocentrycznemu światu dookoła i wziąć sprawy w swoje ręce, gdy sytuacja tego wymaga. Ta sprawczość Lou i Jackie w Love Lies Bleeding czyni z najnowszego dzieła Glass obraz feministyczny i queerowy jednocześnie, choć całe tło filmu i epoka, w której został on osadzony, są od feminizmu i queerowej afirmacji jak najbardziej odległe.

          Rose Glass nie uwspółcześnia w Love Lies Bleeding lat 80-tych, nie przydaje im sentymentalnej i nostalgicznej interpretacji z perspektywy ponad 35 lat od ich zakończenia. Urodzona w 1990 r. reżyserka odtwarza wiernie tę epokę w warstwie wizualnej, modowej i światopoglądowej, jednocześnie przemyca w swoim filmie swoją autorską perspektywę, wprowadza ważne dla siebie treści i konfrontuje je z brutalnym światem amerykańskiej prowincji 1989 roku. Mieszanka jest to iście wybuchowa, okraszona typowym męskim szowinizmem tamtego czasu (w punkt zagrany przez Dave’a Franco JJ, bijący na potęgę swoją żonę Beth, która jednak mimo przemocy wiernie przy swoim mężczyźnie stoi i cierpi w absolutnej ciszy). O ile postaci pokroju granej przez Jenę Malone Beth czy eks-dziewczyny Lou o imieniu Daisy (Anna Baryshnikov) podpadają jak najbardziej pod stereotyp kobiecych ofiar zdominowanego przez męską przemoc świata, o tyle główne bohaterki i zarazem kochanki, Lou i Jackie, redefiniują ten męski świat i wprowadzają do niego trochę romansu, czułości i ogólnie feministycznej energii.


5 lipca 2024

Joy Ride (Bez trzymanki). Ostra jazda ku emancypacji.

          Reżyserski debiut fabularny Adele Lim Bez trzymanki to skrajnie sprośna komedia drogi i, pomimo zdecydowanie przeważającego komponentu komediowego, również introspekcyjny obraz o przyjaźni, tożsamości i etnicznej przynależności. Audrey (Ashley Park) oraz Lolo (Sherry Cola) to od dziecka dwie najlepsze przyjaciółki z małej miejscowości w amerykańskim stanie Waszyngton. Gdy dorosła już Audrey jako przebojowa prawniczka jedzie do Chin, aby tam domknąć kontrakt z azjatyckim klientem, nadarza jej się sposobność poznania swojej chińskiej biologicznej matki, która lata temu jako niemowlę oddała ją do adopcji. Wychowana przez białą amerykańską rodzinę, Audrey przy okazji podróży do kraju pochodzenia zaczyna mierzyć się z tematem własnej kulturowej i etnicznej tożsamości, a robi to w asyście trzech  towarzyszek: najlepszej psiapsiuły i zarazem tłumaczki Lolo, a także jej kuzynki Deadeye (Sabrina Wu) i mieszkającej w Chinach koleżanki z college’u Audrey, popularnej aktorki serialowej Kat (Stephanie Hsu). Cała czwórka przeżywa w Chinach niewiarygodną serię dzikich przygód, obfitujących w niespodziewane zwroty akcji i hojnie okraszonych seksem oraz balansującym na granicy dobrego smaku rubasznym humorem. W Bez trzymanki nie brakuje jednak również momentów wzruszających i chwil refleksji nad istotą przyjaźni, sensem zawodowego sukcesu i azjatycko-amerykańską tożsamością naszych bohaterek.

          Joy Ride powstał jako debiutancki projekt filmowy amerykańskiej reżyserki Adele Lim, do którego oryginalny scenariusz napisały Cherry Chevapravatdumrong i Teresa Hsiao. Komedia miała swoją premierę w USA w marcu 2023 r. na festiwalu South By Southwest. W Polsce film jest dostępny w streamingu na platformie Amazon Prime Video. Warto nadmienić, że reżyserka Bez trzymanki, Adele Lim, jest również współautorką scenariusza do głośnego w swoim czasie kinowego przeboju Bajecznie bogaci Azjaci (Crazy Rich Asians, 2018), która to udana komedia romantyczna podbiła amerykański box office latem 2018 r. Odpowiedzialnym za produkcję Joy Ride jest z kolei inny wybitny specjalista od komedii: aktor, reżyser i producent Seth Rogen.

          Wychowana w Ameryce przez adopcyjnych białych rodziców, Audrey (Ashley Park) nie zna w ogóle mandaryńskiego i pracuje w amerykańskiej firmie jako wzięta prawniczka. Gdy nadarza się jej okazja wyjazdu do Pekinu w celu dopięcia ważnego kontraktu z chińskim klientem i zagwarantowania sobie tym samym awansu w pracy, Audrey nie waha się ani chwili. Problemem może być tylko jej nieznajomość języka i kultury chińskiej, co nasza bohaterka próbuje zrównoważyć zabierając ze sobą do Chin swoją najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa i zarazem sublokatorkę, Lolo (świetna Sherry Cola), wychowaną w Ameryce przez chińskich imigrantów i znającą jak najbardziej język przodków. Lolo jest domorosłą artystką, tworzącą tak zwaną ciałopozytywną sztukę, którą co bardziej purytańsko nastawieni odbiorcy mogliby wprost uznać za obsceniczną. Lolo nie radzi sobie najlepiej finansowo, jej ciałopozytywne gadżety nie sprzedają się bynajmniej jak ciepłe bułeczki, więc wyjazd do Chin z Audrey traktuje jako świetną przygodę z mnóstwem okazji do niezobowiązującego seksu… Do Audrey i Lolo przyłącza się również kuzynka tej ostatniej, totalnie zajawiona na punkcie k-popu i specyficznie się nosząca Deadeye (Sabrina Wu). Na miejscu w Pekinie do tej trójki dołącza przyjaciółka z college’u Audrey, Kat (znana z Wszystko wszędzie naraz Stephanie Hsu), która ma w Chinach udaną serialową karierę aktorską i zabójczo przystojnego narzeczonego Clarence’a (Desmond Chiam). Kat i Lolo niespecjalnie przypadają sobie do gustu, rodzi się też między nimi zawzięta rywalizacja o tytuł najlepszej psiapsiuły Audrey, co generuje niejeden komediowy moment.

          Perypetie Audrey i jej trzech towarzyszek w Chinach to rzeczywiście istna jazda bez trzymanki z całą obfitością przygodnego seksu, narkotyków i dzikich zwrotów akcji, w których to właśnie seks i rozmaite używki odgrywają kluczową rolę. Joy Ride to bardzo bezpretensjonalna i bezkompromisowa komedia drogi, która nie ma nic wspólnego z purytańskim poczuciem wstydu, a reżyserka i scenarzystki obrazu idą w nim na całość, w ogóle się nie autocenzurując. Bez trzymanki to bardzo odświeżająca komedia, która nie opiera się tylko na sytuacyjnym komizmie, ale idzie również głębiej w stronę wygrywania i wyśmiewania rasowych stereotypów, szczególnie tych dotyczących Azjatów i ich seksualnej natury. Aktorska chemia pomiędzy czterema odtwórczyniami głównych ról jest bezsprzeczna i daje filmowi nieograniczoną wprost ilość kreatywnego paliwa. Wszystkie cztery towarzyszki podróży z komedii Adele Lim to bardzo intensywne istoty, każda też w nieco inny sposób wyraża swój wewnętrzny żar i namiętność. Audrey wydaje się być nadmiernie zafiksowana na punkcie swojej pracy, ale dzięki interakcji z trzema przyjaciółkami odkrywa również inne aspekty życia, nie mniej godne eksploracji niż zawodowa kariera. Przy pomocy Lolo, Kat i Deadeye Audrey odbywa przede wszystkim swoją prywatną podróż do źródeł, do swoich korzeni. W poszukiwaniu swojej biologicznej matki Audrey wpada do króliczej nory, która poza serią niebezpiecznych zjazdów zaprowadzi ją także do odkrycia jej rasowo-kulturowej tożsamości. I choć Audrey na zawsze już pozostanie Amerykanką o azjatyckich korzeniach, to świadomość tych korzeni uczyni ją pełniejszą osobą, a może nawet lepszą przyjaciółką dla Lolo, Kat i Deadeye. Bez trzymanki w ogóle nie należy brać na serio, to przede wszystkim lekka komedia z ciętym i rubasznym dowcipem, obraz ten potrafi jednak uderzyć również w bardziej poważne tony, dostarczając niejednokrotnie momentów wzruszenia i refleksji. Idealny film na lato.